„Macie w sobie pychę tych co wypchnęli człowieka z niebytu w to bagno”

True Detectives, Rust do przesłuchujących go (dzieciatych) policjantów

Kupiłam pistolety na wodę. Zabawne… Z dzieciństwa pamiętałam, że to intuicyjne było. Łapało się i Bam-bam! A okazuje się, że dzieci chowane bez elementów wojenki, czy to Czterech Pancernych czy to biegania z patykiem, nie wiedzą. Żadne nie widziało 🙂 Rozpracowanie zajęło chwilę i uchwyt jedną ręką rękojeści i spustu był nie logiczny… Lecz ćwiczyły długo podlewając kwiatki oraz chodnik i śmiem twierdzić, że na Śmingus Dyngus są gotowe! 

Ja w tzw. międzyczasie rozstawiłam te kurczaki, jajka i zające, które ostatni rok przeleżały w papierowym kartonie schowanym za bombkami 🙂 Ładnie, świątecznie, gotowi na Wielkanoc! 🙂

Nie wierzę w typy, wierzę w ludzi

Downton Abbey, s04, txt Bransona, czyli zięcia ;))

Skończyłam czwarty sezon. Dobrze się to oglądało. Jak lecisz pod rząd tyle odcinków to wyławiasz nieścisłości, a tych tu nie było za wiele. Diabli zaniechał oglądanie po II-gim sezonie, a już w połowie III-go, mi brzęczał, dlaczego NASZ serial oglądam sama. Moim nowym serialem do prasowania będzie Revenge. Od drugiego sezonu. Natomiast naszym wieczornym małżeńskim filmem został Masters of Sex, czyli opowieść z lat ’60 jak rozpoczęły się badania nad ludzką seksualnością. Dużo społecznego oburzenia, sporo płciowych paradoksów, klimaty w stylu Mad Mana i… Dr Housa ;))

<><>

Mieszula i jego nowa autostrada (ta z niedzieli). Bez obaw, to nic stałego, a zwykła taśma klejąca, którą się normalnie (i bez śladów!) odkleja. Idealne rozwiązanie na wakacje, bo zabieramy tylko autka i taśmę i tor gotowy! Rolka ma 50 metrów, więc domowe testowanie nie uszczupliły jej grubości 🙂

I Łucza prostowłosa, czyli obie panny już po fryzjerze gotowe na wiosnę! 😀 Btw. na lewej klapie ma tę słynną (też niedzielną) broszkę, którą sobie z dziesiątek innych wybrała 🙂

Książkownia 24

Przystąpiłam do składania zamówień papierniczych dla Zajączka. Trudne to, bo prezenty odzajączkowe mają być małe, a ja mam w głowie plik książek, które wydały mi się w niedzielę cudowne. Mam więc listę rzeczy planowanych wcześniej (jak kolejne części Dusi oraz Piaskowego Wilka dla Łucji, czy druga część Robimisi dla Mieszka) i sporo nowych.

Przepiękny wydał mi się Książę w Cukierni, którego planuję dla Lili. Ta książka to wielka harmonijka, z pięknymi delikatnymi rysunkami. Strasznie spodobał mi się też Stańczyk, czyli jedna z serii „Legend Wawelskich”, niestety co właśnie odkryłam, w ogóle nie dostępna w netowych sklepach, w których kupuję. Potem jest Czarostatki i parodzieje, czyli książka do opowiadania. 46 stron samych obrazków. To właśnie ilustracje do tej książki będą zdobić pokoje dzieciaków. 

No i Ciało Tak to Działa, czyli „wyjaśniacz” mechanizmów ludzkiego ciała. Czy trzymanie bąków jest zdrowe, dlaczego burczy w brzuchu i po co czarna kropka w oku. Człowiek to machina, która ma swoje zasady dzięki którym działa.

 

Załapałyśmy się też w niedzielę na taki wykład o tym Jak rozwijać odbiór sztuki u dzieci. Załapałyśmy to zresztą za duże słowo… W jednej sali o tym prawiono, ale słuchałam raptem kilka minut, bo Lilce się siku zachciało, więc przyszło nam się zmyć. Niemniej jednak są książki, które oswajają małe dzieci z pewnymi zagadnieniami. Są piękne wydane encyklopedie o sztuce, które zrozumieją dzieci, są poradniki dla rodziców, no i jest literatura czytana o wielkich malarzach. Całe cykle… O Monnecie ( i te są dla dzieci 7-letnich) czy o Wyspiańskim (od 9 roku).

<><>

Jedziemy autem, w radiu lecą karaibskie rytmy, ale na wyświetlaczu widnieje, że to Evora. Zerkam do lusterka i widzę, że Łucja (rękami) tańczy:

  • Oooo Łuczku, widzę, że Ci się podoba taka muzyka!
  • Tak.
  • To takie rytmy z Kuby. Pojedziemy tam kiedyś, co?
  • Ale kraj nazywa się Kuba?
  • Mhm. Tam wszyscy na ulicach tańczą. Co Ty na to?
  • Tak!

Tniemy dalej więc w to lotto 😉 Tym bardziej, że i tak wygrywamy, bo 20% zysku z totalizatora idzie na kulturę. A ta jak już wspominałam, ma się naprawdę dobrze! :))

Kartkomania!

Tworzenie tegorocznych kartek Wielkanocnych zaczęliśmy 1 kwietnia. Dzieciaki wyedukowane na wcześniejszych warsztatach zaczęły malować „serce” przyszłej kartki. Kupiłam specjalny papier do akwareli i rozstawiłam stoliki w ogródki, bo to był dzień wolny i raz po raz dołączało się jakieś sąsiedzkie dziecko.

Najpierw malowali wzór ołówkiem, a potem rozstawiłam farbki i zaczęło się kolorowanie akwarelą.

Jak obrazki wyschły, podprasowałam je i kolejnego dnia przystąpiliśmy do wkomponowywania obrazków w kartki.

Rezultaty są jak zwykle świetne! Jedyną uwagę mogę mieć do siebie, że dałam jako bazę kartki papier o zbyt małej gramaturze i przy tak obfitym smarowaniu klejem jest lekko pofałdowany. Ale doszły dodatkowe czynniki, których nie przewidziałam, jak różnokolorowe kleje z brokatem jakie Lila dostała na urodziny, czy pieczątka do robienia stempli (też urodzinowa zdobycz), którą łatwiej odbijać na papierze cieńszym.

Prace Łucji są już bardzo dorosłe i stonowane. Nie ma problemu z symetrią przyklejanych przedmiotów czy ich wyborem (po prawej: dwie górne, jedna dolna). Kartki Lili są nieprzewidywalne. Tym razem bohaterką jest wielkanocna kicia o smukłej szyi i Lila miała za cel wkleić na kartkę wszytko co się da 🙂 Jedna z jej kartek zostanie w domu (nie sądzę by Poczta Polska wysłała w kopercie coś tam objętościowego 😉 Jej kartki to dwie zielone w dolnym rzędzie i górna kicia, która ozdobi pianino (niżej macie kompozycję jaką wkleiła do środka 🙂

Wielkim zaskoczeniem jest kartka Mieszka. Namalował akwarelami zająca, którego (JA) wycięłam. On przykleił go na jasnozieloną kartkę, dokleił mu oczy, dodał blond loki i jajko we włosach. Koniecznie chciał przykleić dużą czerwoną nakrętkę jako nos, ale nie chciała się trzymać, więc zastąpiliśmy ją styropianową kulką.

Super jak na pierwszą kartkę! 🙂

Weekend targowy

Zaraz po eksperymentach (dziewczyny czują się tam jak gwiazdy, bo jak to powiedziała prowadząca przedostatnim razem: Mało dziewczynek tu przychodzi, a szkoda!) pojechałyśmy we trzy oglądać współczesną polską sztukę. Na podobnym evencie byłyśmy już jesienią, podobało się, więc wybrałyśmy się znowu. 

I powiem Wam, że polski dizajn i polscy artyści są niesamowici! Takie miejsca są cudowne, bo doskonale widać naszą pomysłowość i oryginalność. Niesamowite są meble, lampy, dywany, przedmioty codziennego użytku (vintage akcesoria kuchenne), ręcznie robione zabawki, no i literatura dziecięca. Ta ostania zajmowała pół jednego z pięter i mamy się czym pochwalić. Na losowo wzięte cztery książki wszystkie wydały mi się wybitne i sądzę, że podrzucę je Zajączkowi (będzie jeszcze o nich). Są pięknie wydane, zdobywają nagrody literackie i wiem, że dzieci są nimi zauroczone. Jeśli chodzi o gadżety podobnie jak w poprzedniej edycji moimi typami naj były żarówki z wielkimi świetlnymi pręcikami i podświetlane litery z których można ułożyć domowy neon. Ale właściwie co stoisko to byłam z NAS dumna. Osobną kategorię stanowią dowcipne i pozytywne nazwy twórców.

Łucja wybrała sobie awangardową broszkę, Lila porcelanową krówkę ze skrzydłami, którą zapakowano ją w dziesiątki opakowań, a dla Mieszka kupiłyśmy taśmę autostrada. To ostatnie to coś co chciałam mu kupić od dawna, bo to świetny gadżet na wakacje, ale przez net wraz z kosztami dostawy wydawał mi się za drogi. Dzieciaki dostały też ilustracje do książki, które zawiesimy im na ścianach (fotosy wszystkiego innym razem).

<><>

Lila na eksperymentach zostawiła wiewiórkę. Wróciłyśmy więc do sali, gdzie młody prowadzący zaczął ją przepytywać:

  • Dobrze się bawiłaś?
  • Tak!
  • Podobało Ci się?
  • Tak!
  • Przyjdziesz jeszcze?
  • Tak! …. Ile razy można mówić tak?!

H2O w formie płynnej

Mieliśmy szalony pomysł, żeby zapisać dziewczyny na łyżwy. Kryte lodowiska czynne są do końca maja, a świecą teraz pustkami i choć lekcje są bardzo wcześnie rano, to można się uczyć w warunkach komfortowych. To byłoby świetne przygotowanie do rolek, więc można by o rolkach na Dzień Dziecka pomyśleć. Ba, nawet znalazłam super szkołę łyżwiarską która zaproponowała nam naprawdę bardzo dobrą ofertę zajęć  z której mogły by obie panny korzystać.

Aaale, dwa najbliższe weekendy mamy tak zapchane, że nie ma szans byśmy się wyrobili z realizacją karnetu. Bo powinniśmy zacząć już! Teoretycznie może zresztą dało by radę, ale ponieważ jesteśmy zgodni, że to ma być zabawa i nie chcemy im tak wszystkiego napinać, to temat odpuszczamy. Zamrożenie lodowisk nastąpi ponownie we wrześniu i wtedy do zagadnienia wrócimy.

Tymczasem rozpoczęliśmy pierwszy z „zapchanych weekendów”. Po plastyce na której dzieciaki robiły torebki wielkanocne (wezmą udział w wystawie prac dzieci z gminy) pojechaliśmy na Targi Łódek. Byliśmy rok temu i Diabli wymyślił, że i w tym roku trzeba na to pojechać! No cóż, ja to może się trochę nudziłam, ale młodzieży się podobało! 🙂

Mówienie o sobie: „To TYLKO ja” świadczy o niskiej samoocenie

– Dawnton Abbey, s04, jedna z refleksji złotoustej hrabiny Grantham

Jest taki serial na Disney Channel, który oglądają dziewczyny. Bohaterami jest sześcioosobowa rodzina. Dla mnie najlepsza jest mamuśka, która ma swoje niezauważane cele, specyficzne metody wychowawcze, ale jest też niekwestionowaną kwoką :) Widać to np. gdy zapisuje najmłodszą z dzieci- Charlie, do przedszkola i wieczorem przerażona opowiada mężowi:

  • Ty wiesz, że ona weszła jakby nigdy NIC?!?? Pożegnała się, poszła i nawet się nie obejrzała! Przecież ona nie wie, że czeka ją rozstanie ze mną!

Mąż kiwa głową, bo świetnie wie, że problemem nie jest trzylatka, tylko jego żona, która zresztą odwala kolejnego dnia cyrk wszechczasów by tylko córeczką za nią tęskniła 🙂

 

Jak Łucja szła do przedszkola miałam w nocy koszmary. Śniło mi się, że ją oddałam, a potem nie chcą mi jej wydać. Ja stoję i szarpię klamkę, a ONI przez drzwi mi mówią, że dostanę córkę za 8 godzin…

Rozumiem tą serialową mamuśkę 🙂 To jakiś elementarny pedagogiczny błąd, ale rozstania są dla mnie trudne. Czasem ktoś proponuje, żeby Łucja po szkole poszła się do kogoś pobawić. Albo by panny gdzieś tam zanocowały. Albo by Lila gdzieś poszła… Moja pierwsza reakcja jest zawsze NIE. Z milionem wykrzykników w głowie. Dlaczego oni chcą mi zabrać dziecko??!?? Przecież ja cały dzień go nie miałam!!!

Dziś Lila została zaproszona. DO KOLEGI. Mama tego kolegi odbierze Lilę z przedszkola, a ja dam im półtorej godziny na zabawę (i ani chwili dłużej!) i pannę odbiorę! I kupiłam jej DWA jajka z niespodzianką by później WYNAGRODZIĆ tę rozłąkę. Ciekawe czy będą potrzebne ;))

><><

Wiosna by Lila. Cudowna! Z diadem z kwiatów na czole, z suknią w kolorze tataraku i rozkloszowaną przez wiejący z tyłu wiatr. Świeża i wybielona. Oczywiście najwspanialsza ze wszystkich innych wiosen!

Jak pokonać chińską konkurencję…

Odwoziłam rano Diabla z sąsiadem na dworzec. Sąsiad wsiadł gadając przez komórkę i jak skończył przerwał nam rozmowę:

  • A wiecie jak jest super rano przejechać się do sklepu na rowerze? Ostatnio tak pojechałem i było niesamowicie. Aż pomyślałem, że może i do pracy dałbym radę?

Diabli się wtrącił:

  • Może byś i dał, ale dojechałbyś mokry.

Ja dorzuciłam:

  • To jest ten problem. Gdyby w każdej pracy były prysznice, to można by kombinować by przynajmniej kawałek drogi przejechać rowerem.

Sąsiad gdyba dalej:

  • No, ale jeśli bym nałożył samego t-shirta? Chińczyki tak się nie pocą.

Wyłuszczam więc JA – specjalista od ras:

  • Bo to taka rasa. Oni wogóle się nie pocą. Nie mają zarostu i się nie pocą.

To był znak dla Diabla by zaznaczyć swoje miejsce:

  • Nie to co my – prawdziwi mężczyźni! 🙂

<><>

Dziś Mieszula miał pobieraną krew. Był niezwykle bohaterski! Bez łez i szarpania dał pobrać te kilka fiolek. Buuu… Mam nadzieję, że to koniec, bo to jednak paskudne badanie. Za to ponieważ miała znowu pobieraną z nadgarstka zażyczył sobie tradycyjny zegarek, który pani pielęgniarka mu narysowała! 🙂

I gdzie ten złoty środek?

W codziennej porannej gonitwie walczą we mnie postawy. Pierwsza to wersja amerykańska. Chociaż właściwie obydwie są amerykańskie 😉 Czyli pierwszą wersję nazwijmy szlafrokową. Czyli coś w stylu wsiadasz do auta w szlafroku i odwozisz dziecko do szkoły. Ono wyskakuje, a Ty nie wychodząc z auta wracasz do domu. Tam ogarniasz pozostałą część rodziny. Bardzo mi się to wydaje wygodne i przyznaję się, że zdarzało mi się zakładać na piżamę kurtkę i robić patent zbliżony. Wtedy i wyrabiam się ze śniadaniówką, i odwiozę Diabla na dworzec na czas i nawet pies zdąży wyskoczyć na pole. Potem szybko myję głowę, wrzucam fluid i odwożę Lilkę. Minimalizm i uproszczenie.

Aczkolwiek nie ukrywam, że podziwiam i to autentycznie podziwiam kobiety, które już o tej siódmej są zrobione. Tu wchodzi tęsknota za wariantem drugim. Czymś co Mae West nazywała receptą na życie: Proszę ubierać się elegancko, również w domu, na przykład przed rozmową telefoniczną. Strój panią odmieni, a to się wyczuwa nawet przez telefon.I dodawała: Dam pani pewną radę:  niech pani wyrzuci wszystkie swoje nieudane fotografie. I tak też by mi się chciało! Maksymalizm i doskonałość! 😉

<><>

Mieszula uwielbia figurki z klocków. Miksuje je w sposób fantastyczny. Miesza postacie i stroje bez żadnych logicznych zasad. Ale co najlepsze: pamięta skąd są poszczególne elementy!!! Czyli, że Mikołaj ma głowę mumii, albo, że babcia ma maskę krokodyla, a robot ma włosy królewny, czy  czapkę złodzieja ma człowiek ze stacji paliw :))


Psikusy od rana

  • Och, Łukasz uwielbiam się do Ciebie tak rano przytulać!
  • Mhm… Bo uwierzę…
  • Naprawdę!…. Prima Aprilis!

🙂 Lubię, lubię naprawdę 🙂

Zawsze na 1-szego kwietnia przypomina mi się żart jaki wycięłam mojemu ex. Zdaje się, że to było dokładnie 10 lat temu. Miałam go po drugiej stronie słuchawki, a w pobliżu koleżanki, które szeptały: Zrób mu żart i powiedz, że jesteś w ciąży! Nie lubię takiego blefowania na tematy ważne, ale wtedy tak zrobiłam… I?? On był tak wstrząśnięty i załamany, że nie wiedziałam, jak z żartem wyjść z tej rozmowy. Brrr… Dziś takiego żartu Wam nie zrobię, bo ta czwórka (pies też się liczy jako dziecko) mi zdecydowanie wystarczy nawet w sferze gdybania i żartów :))

Zrobiłyśmy natomiast warsztaty wielkanocne. Prima Aprilis kojarzy mi się z Wielkanocą, a jako, że mam dziś dzieciaki na głowie (w szkole są egzaminy szóstoklasistów i nie ma zajęć, plus w przedszkolu też nie ma atrakcji typu Klaun, więc obie panny zostały w domu) to musiałam je jakoś zająć. Fotorelacja innym razem, wleję Wam więc tylko figlarną kompozycję w doniczkach. Zasadziłam dziś do doniczek szczypiorek 🙂

Kwiatki mogą mi przemarzać, a szczypior już postoi! 🙂