„Życie jest czadowe!”

W składzie dziadek, dzieciaki i ja odbębniliśmy Lego Movie. „Dego Bajka” – jak to mawia Mieszko. I jak film? Słaby. Nawet bardzo 😦 Rewelacyjna jest scena budowy w pierwszych 10 minutach, ale potem to i polskie tłumaczenie byle jakie, i masa niedociągnięć takich jak angielskie napisy w świecie zabawek. Mieszko z dziadkiem przybili gwoździa po pierwszym kwadransie i obaj jak na dzwonek obudzili się 10 minut przed końcem. Łucja o filmie powiedziała, że niepotrzebny był koniec, gdy bohaterowie przenieśli się do świata realnego i DO TEGO momentu film był dobry. A Lila o produkcji nie ma zdania 🙂

Ale zdecydowanie widać, że świat klocków jest bezkresny i to O CO bohaterowie walczą (możliwość budowania mieszając różne serie). I to nasze klimaty. Wiemy też nareszcie kim są wszystkie minifigsy z serii 12-stej 😉 Btw. wiecie, że chodzą plotki, że seria 13-sta będzie z super bohaterami? Ach, niech by to była prawda! Taka Wonder Women czy Batman… Za to przed wejściem do kina mieszczącego się w klimatycznym socrealistycznym gmachu powstało kilka szalonych fotek. Czy te pięć kółek nie kojarzy się Wam z Soczi? :DD

Sztuka pakowania w drodze do dziadków

  • Znam osoby, które pakują się cały dzień i ruszają w podróż na noc.
  • Znam takie, które są tak zmęczone pakowaniem, że po zapakowaniu rzeczy kładą się spać i ruszają dopiero kolejnego dnia, nawet jak turnus już leci.
  • I znam takie, które nawet na jednodniowe wyjazdy zawsze się spóźniają.

Na szczęście 😉 my jesteśmy w grupie szybkich pakowaczy. W sobotę rano dzieciaki zapakowały swoje zabawki. Potem odwiozłam całą trójkę na plastykę i w te półtorej godziny zapakowaliśmy z Diablim nasze rzeczy, przygotowaliśmy kącik w bagażniku dla psa i ruszyliśmy po dzieci by z nimi pojechać dalej. No dobra, nie wzięłam aparatu, kabelka do komórki i laptopa (stąd wczorajsza przerwa w transmisji), ale za to była kawa dla dzieci i dla dorosłych w kubkach termicznych i jabłka z nożykiem, bym mogła je obierać.

Dzień później, ojedzeni i wyspani szykujemy się właśnie na rekonesans okolicy. Czy na lodowisku w lesie za szkołą muzyczną da się jeździć? Czy w kinach grają Lego? Ach i na którą w siłowni są zajęcia dla dzieci, bo Lutka wymyśliła, że powinniśmy się całą rodziną wybrać 🙂

Pisanie wierszy to cecha młodości

 –Rome, s01

Nie uważacie, że to zakochanie się to takie trochę niedojrzałe uczucie? No bo śmieszny taki dajmy na to zakochany 50 latek albo zakochana 40 latka, czy nawet 30 parolatka. Mówimy o takim uczuciu, że się zatracamy i gotowi jesteśmy rzucić wszystko i z torebką w ręku gnać na drugi koniec świata. Mam wrażenie, że umiejętność kochania w nas dojrzewa. Trudniej o radykalne decyzje i nie to, że ich nie podejmujemy, ale zawsze oglądamy się we wszystkich możliwych kierunkach… Może i tęskni się za tym rozdygotaniem i trudnością z koncentracją, ale w sumie jak się było w ciąży i przeżyło poporodowe otępienie 😉 to czystość umysłu jawi się jako cecha cudowna 🙂

Jakby nie było kochać jest cudownie i być kochanym też! Moje Walentynki dostały kwiaty. Panny narcyzy, Mieszula tulipana i sama do domu też sobie kupiłam tulipany. Diabli dostał podrzucone w nocy do torby jabłko z napisem I love You 🙂 Zawsze chciałam to kupić i w tym roku uległam ;))

Dziś chcę upiec jeszcze ciasto w mojej serduszkowej foremce i czeka nas (mnie i dzieciaki) robienie Walentynek dla sąsiedzkich dzieciaków. Nie wiem czy pamiętacie (czy o tym pisałam?), że rok temu Łucja nie chciała robić kartek Walentynkowych dla dzieci z klasy, bo nie czuła się pewnie (a w końcu w latach wcześniejszych dla dzieci z przedszkola robiła), a w tym roku postanowiła zrobić wszystkim klasowym koleżankom! 🙂 Bardzo mnie to cieszy, bo to jeszcze jeden dowód na to, że dobrze się czuje w szkole! :))


Złoto!

Stałam dziś koło 12-stej na poczcie, gdzie człowiek człowiekowi wilkiem, bo po co wszyscy tu przyleźli i robią kolejkę (aczkolwiek by być szczerym na naszej super poczcie trzy osoby to już tłum, więc nie mam na co narzekać). I wtem wpadła babka z ulicy i krzyknęła: Nie wiem czy Państwo wiecie, ale Justyna zdobyła złoto! Przed chwilą mi w radiu powiedzieli! Wzięła jakiś druczek i poleciała. Strasznie fajna i pozytywna akcja 🙂 Wszyscy się ucieszyli. Nawet taki ignorant jak ja 🙂 I powiem Wam, że myślałam sobie w drodze do domu, że z tej Justyny to gigant kobieta. Może i mogę się upierać, że trzy złamane śródstopia jakie miałam ja to był większy wyczyn i może też z jedną bym normalnie chodziła, ale zdobyć medal ze złamaniem??!  Mówię Wam, że to naprawdę bolało!.

Nie wiem czy doczekamy się teraz żarcików jak ze Stochem, ale mamy właśnie zryw narodowy na miarę Małyszomanii. Mam znajomych na fejsie, co siedzą od 20-30 lat za Wielką Wodą i są zamerykanizowani do tego stopnia, że wklejają plakaty wyborcze swoich kandydatów i na wakacje jeżdżą nad Zatokę Meksykańską a teraz zmieniają swoje zdjęcia profilowe na foty Kamila!!!

Brawo! W tej sytuacji tylko archiwizacyjnie dorzucę, że Lila ma dziś bal i po wczorajszej burzy mózgów i rewolucji w szafie zdecydowała się na dwa stroje: chińskiej księżniczki i Indianki. I ostateczną decyzję (zgodnie z tym co sobie zaplanowała) podjęła dopiero dziś rano. Wygrała Indianka 🙂 Foty będą jak panie z przedszkola wrzucą foty na ftp-a 🙂

<><>

Przychodzi Stoch do kiosku i mówi:

  • Gazetę poproszę.
  • Dwa złote.
  • Momencik, skocze po jeszcze jeden.

24 kieszonki

Czując wiosnę w powietrzu (powietrzu pachnącym rozpuszczanym śniegiem) zabrałam się za pierwsze porządki. Na pierwszy ogień poszły porozrzucane po całym poddaszu gadżety do craftów. Nie jest to całość, ale to co było nieuporządkowane. Jutro zabieramy się za robienie Walentynek, więc łatwiej będzie z tego korzystać. Osobno piórki, guziki, spinki, kulki, skrawki wstążek, ruchome oczy, kluczyki, itd…

A posegregowałam do rewelacyjnego segregatora, który powstał z plastiku włożonego do pudełka adwentowego Lego. Mamy dwa takie, ale Łucja w drugim chce robić sadzonki 😉 Niech jej będzie. 

Oraz mój niestrudzony pomocnik w kolorach Lomogramu 😉

Po tylu latach wciąż Cię zaskakuję, że potrafię zawiązać sandały.

– Cezar do swojego niewolnika, Rome s01e12

W przerwie po drugim sezonie Downtown Abbey (coś a’la Dynastia tyle, że w międzywojeniu) obejrzeliśmy Under the Dome, który okazał się równie świetny jak pierwsze sezony Lostów, choć zdecydowanie mniej popaprany. Tym niemniej jednak po jego końcu ruszyliśmy znowu z kolejnym sezonem „Dynastii”. 

Sytuacja taka: senior rodu i ojciec trzech córek ma problemy finansowe i zanosi się na to, że będą musieli opuścić posiadłość. Po prostu wszystkie pieniądze zainwestował w kolej Ameryki Północnej zakładając, że podczas wojny kolej będzie się rozwijać. Rodzina o problemach nie wie, zresztą wszyscy są pochłonięci organizacją ślubu najstarszej z sióstr. Ciągle liczący, że się uda zaoszczędzić ojciec pyta żony:

  • Jak myślisz, czy Mary będzie chciała urządzić skromny ślub?
  • Ależ skąd! Jak znam Mary na pewno nie wyjdzie za mąż tanio!

Więc trwają przygotowania do wielkiej, angażującej dziesiątki ludzi, uroczystości. I potem następuje sam ślub. Kościół, kwiaty, pan Młody przed ołtarzem. Drzwi świątyni się otwierają i wchodzi ojciec z córką. Diabli, który się mocno wzrusza przy takich scenach (i hymnie narodowym) mówi:

  • Wiesz, podoba mi się ten anglosaski zwyczaj odprowadzania córki do ołtarza przez ojca.
  • Też mi się podoba. Świadczy o bardzo dobrej relacji ojca z córką.
  • Jak tak na to patrzę, to aż żałuję, że nie mamy trzech córek bym mógł każdą odprowadzić.

No nie mamy :)) Możesz za to z synkiem iść na wieczór kawalerski :))

Najstarsza

Łucja jest w wieku pełnym obaw i lęków. I to zarówno tych przyziemnych typu jak zostanie oceniona przez innych, jak i tych dramatycznych, które generuje jej wyobraźnia. W kwestiach rzeczy, które już się stały (sytuacja w szkole) pomagają worry laleczki. Natomiast na ZAŚ najlepszy jest paciorek. Pomysł nie jest mój. Czekałam przed salą baletową gadając z jedną mamą, tak nam zeszło na komunie i mama Zuzi powiedziała: Czasami wieczorem się modlimy we dwie. Szukam jakieś fajnej modlitwy w necie i wydaje mi się, że to jej pomaga.

Przypomniało mi się, że ja też w tym wieku się modliłam. Wstydziłam się przed rodzicami, bo oni przecież tego nie robili, ale tak bardzo martwiłam się o wszystkich wokół (i siebie), że chciałam zrobić cokolwiek. Jest zresztą w ludziach chęć refleksji i zaklinania przyszłości. Lutka rozkłada wtedy pasjansa, a Krzycho zasępia się na fotelu.

Najładniejsze modlitwy dla dzieci znalazłam na Opoce. Strasznie się ta strona rozsypuje, ale są zdecydowanie godne polecenia. Naszej młodej laborantce (foto niżej z wczorajszych zajęć) jakby nie było pomagają!

<><>

Łucja od kilku dni pisze słowa piosenki. Pisze, nuci i dokłada kolejną linijkę. Przyniosła swoje dzieło Diablowi i pokazuje. On spojrzał i mówi: Wszystko pisze się przez W. Zagotowało się we mnie. Poczekałam aż dzieci zniknęły na górze, a Kamil zdobędzie złoto i do takiego uradowanego męża uderzyłam z pretensją:

  • Zrobiłeś zupełnie jak ci rodzice, którzy wracając z wywiadówki pytają się czemu z matematyki czwórka, a nie chwalą za szóstkę z polskiego. Jak Łucja przyniosła Ci swoje dzieło to ją pochwal!
  • Masz rację. Mamy złoto!!!!
  • Mamy. Za parę lat wogóle nie będzie Ci nic pokazywać bo uzna, że i tak ją skrytykujesz za margines.
  • Wiem. Masz rację. Nigdy więcej tak nie zrobię. To nasz pierwszy medal!
  • Super.

Podwójnie super 🙂

wspaniały dźwięk ma trąbka..

Taki kompletny i różnorodny… A gdzie słuchaliśmy? Po eksperymentach pojechaliśmy na Warsztaty o Cyganach. Właściwie to było tylko taka dłuższa lekcja, gdzie było dużo muzyki i uproszczona wersja dziejów Romów. Fajnie. Dumna jestem z naszych dzieci, że one tak świetnie czują się w takich miejscach. Wiedzą, że są poduchy na których się siedzi, że można się położyć i może do tańców nie ruszyły, ale muzyka im się podobała. Najbardziej tym razem Lilce, która czuje się cyganką i twierdzi, że ona czuje to we krwi ;))

talenta

Po planowych punktach „soboty tradycyjnej”, czyli plastyce (dzień z masą solną) oraz łyżwach (zapomniałam zapakować kaski i mieliśmy o to konkretną małżeńską awanturę) podjechaliśmy do jadłodalni. Tym razem ze względu na to, że w zestawach dziecięcych pojawiły się kubki z najnowszego filmu Lego, wybór knajpy był uproszczony.

Zamówiłam więc trzy happy meale i kawę i tak staliśmy się posiadaczami kubków z Emmetem, Kicią Rożek i Żyletą… Ale nie był to koniec klockowych zdobyczy!

Wróciliśmy do domu i zorientowałam się, że nie mogę zrobić risotto, bo chociaż mam wszystkie składniki typu szpinak czy gorgonzola, to nie mam ryżu Arborio. Podskoczyłam więc szybko do sklepu, a skoro byłam bez dzieci to tak niezauważenie zniosło mnie na klocki. Jutro panny mają ostatnie zajęcia z eksperymentów i chciałam by dały pani figurkę laborantki ze zlewkami. Jak zaczęłam macać serię 11-stą (szukając dwóch fiolek) to znalazłam też figurę z jedną fiolką (czyli kelnerkę z pucharem), a że dziewczyny chciały wrotki to również ją wzięłam.

A potem już wychodząc otarłam się o kosz z figurkami z movie i dałam sobie 5 minut na zmacywanie i wyłowiłam Żyletę w stroju Wild Wild West (charakterystyczna duża spódnica i brak karabinu) i misia pandę (głowa z uszami). Dokładnie to co miało być 🙂 W tej sytuacji czuję się mistrzem palcowania saszetek 🙂 No dobra, Diabli twierdzi, że wybieram sobie najprostsze w serii, ale 100%-owa trafienia to brzmi nieźle. Aczkolwiek rzeczywiście nie wiem po co mi ta umiejętność 🙂

Uatrakcyjnienie

Miałam taki piękny dzień bez żadnych planów, ale okazało się, że przymarzła mi szuflada w lodówce i chcąc-nie chcąc zabrałam się za rozmrażanie. Pół dnia z głowy… Przy okazji myłam półki i wywalałam zapomniane „frykasy”. Poleciały np. racuchy robione we wtorek. Leżakowało sobie kilka ostatnich i nie było szans by ktoś się jeszcze na nie skusił. Aale pies czujnie pilnował co ląduje w koszu i jednego z tych racuchów przechwycił…

Przyuważył to Mieszko i wykorzystał w zabawie 😉 Junior jest teraz na etapie policjanci i złodzieje, więc na szybkości zmontował z klocków magnetycznych kajdanki i skuł leżącego na boku psa. Łaaa!! Mam Cię złodzieju! 🙂 Strasznie mnie to ubawiło. Chwilę wcześniej robił dla mnie z tych klocków naszyjniki, ale ja pochłonięta lodówką byłam średnim kompanem… Mała Łucja bawiła się z małą Lilą, a ten ma psa :))

<><>

Rano schodzę do kuchni z Lilą. Mówię do niej:

  • Nasyp Sziwie chrupek do miski.
  • Jeden kubek?
  • Jeden. Ale daj mi miskę tu na stół to poleję je jej oliwą z sardynek.
  • A po co?
  • Żeby jej to uatrakcyjnić.
  • A co to znaczy?
  • A jak myślisz?
  • Ufajnić.
  • Dokładnie :))