– Łucja do Diabla 🙂
Męczyła dziś ciocia Diabla swojego siostrzeńca… Po co Wy te dzieci tak na te warsztaty ciągacie? Przecież Mieszko nic z tego nie zapamięta [to moje ulubione]. A zresztą czy nie wolicie się w tę sobotę czy niedzielę wyspać? Ano, pewnie wolelibyśmy. Ale dziś jak tak rano próbowałam się chwilę skimać to akurat dziewczyny ustawiły podium i uczyły Mieszka ubranego w skrzydła biedronki latać 🙂 40 cm to niby nie wysoko, więc pomysł przedni, ale jak to już odkryłam to doszłam do wniosku, że jednak wstanę :)) Inna sprawa, tak na serio, to sobie myślę, że dopóki poniedziałek-piątek nie pracuję to chcę te weekendy wykorzystywać maksymalnie. Potem nie będę mieć czas by wyszukiwać atrakcje, a i może pobyć będę chciała w domu.
Jakby nie było dziś robiły z gliny. Wysłuchały prelekcji o brazylijskich post-modernistach, obejrzały zdjęcia nagich gości co wchodzą w pień drzewa i znikają i obejrzały worki cementu i inne śmieci, które posłużyły jako inspiracja do architektonicznych projektów. A potem miały COŚ odlać w formie (to jakaś taka guma była, która zastygła w ciągu 90 sekund, po włożeniu do niej ręki). Cała trójka do kubka z formą władowała własne dłonie, a potem zalaliśmy to szybkoschnącym gipsem. W czasie gdy schło budowały otoczenie powstającego projektu. Z bibuły powstało jezioro (Lilka miała koncepcję, że jej dłoń będzie niczym statua Wolności), albo ogród (Łucza). Mieszko zrobił plener na po obu stronach sklejki i nie wiemy za bardzo jaka była idea… Ważne, że proces tworzenia mu się podobał 😉


Tu Łucja wydłubuje resztki gumy ze swojego odlewu:

I uchachany pan M 🙂 Jego DŁOŃ ma wyprostowane palce. W ostatniej chwili stwierdził, że boi się do kubka włożyć rękę, a masa szybko zastygała. Włożyłam więc i 40 sekund przytrzymałam 😉 Jak widać wystarczyło. Gipsowe dłonie panien mają zaciśnięte pięści, ale nie jakoś bardzo mocno. Lilki ma takie O z kciuka i wskazującego, za to Łucji odlała się najdokładniej 🙂

