błąd niedoszłego hodowcy

Strasznie nawalam jako posiadacz psa. Niewiele we mnie cały czas z psiarza, bo podobnie jak z dziećmi zachwyca mnie tylko ten egzemplarz, który mam w domu. W przypadku obcych psów lęki i brak entuzjazmu jak były tak są. 

Poszliśmy dziś do miasta. Ze smyczą, podobnie jak z wózkiem chodzić nie lubię, więc trasę sobie układamy taką, żeby jak najwięcej parków i deptaków mieć po drodze. Szła więc sobie luzem. Ale najpierw na rynku przebiegła po rzeczach rozłożonych na jakichś kocach, więc ją przypięłam, a potem w drodze powrotnej odwaliła numer wszechczasów, po którym podjęłam decyzję, że jak ruszam w miasto, to biorę albo psa, ALBO dzieci.

Godzina 14-sta, pusto, więc szła sobie wolna. Obok nas. I nagle po przekątnej, na realnie drugim końcu parku pojawiła się wycieczka przedszkolaków z paniami. I suka złapała wtedy patyczka (z cyklu do rzucania) i ruszyła biegiem w ich stronę… Trzeba przyznać, że przez te 4 miesiące nieźle zwichrowaliśmy jej psychikę. Przecież psy nie powinny być takim amatorem dzieci, a po prostu je znosić. A ten egzemplarz nie dość, że ZNOSI fale miłości Liliany to jeszcze płacze pod drzwiami kiedy dziewczyny z domu wychodzą (np. z dziadkiem do sali zabaw). Jakby nie było panie wpadły w popłoch i nie dziwię się im. Ja psa wołałam, ale ona w podskokach gnała w ich stronę. Sama nie znoszę osób, które wyprowadzają psy bez smyczy. Mało nie znoszę… Ja je potępiam i uważam za ludzi bez wyobraźni. I jakby nie było wycięłam ten sam numer ://

Jak Diabli był w weekend to na porannym spacerze z dziadkiem suka się w czymś unurzała… Wpuściliśmy ją więc przez garaż i prosto do wanny. Lutka ma w piwnicy taką produkcyjną wannę w której przez świętami pływają karpie, a przez resztę roku myje się buty i np.wycieraczki. I tam władowaliśmy psa. Wyszorowaliśmy ją płynami, mydłami, wyczesaliśmy z włosem i pod włos i po kąpieli zrobiła się śliczna, puchata i bielutka jak nigdy… Diabli się nawet rozmarzył, że szkoda, że nie może mieć dzieci bo byśmy jej na wiosnę zrobili. Tak by dom zalały nam małe Sziwki… 

No więc nie mój drogi! Z tymi kręconymi loczkami na klacie jest urocza, zresztą na spacerze zaczepiają nas, ku wielkiej dumie Łucji, inne dzieci czy mogą ją pogłaskać, ale ja na HODOWCĘ psów się nie nadaję!