Trzeba przyznać, że dzieci błyskawicznie wchłaniają zwierzęcych domowników do składu ilościowego swojej rodziny 😉 Łucja, która zawsze uwielbiała malować całą naszą piątkę (i narzekała, że ma dużo malowania) uraczyła nas dziś dwoma kolejnymi rysunkami 🙂 Bez foto, bo to nie kreska a imiona postaci są ważne 😉
- Wersja 1 to nasza rodzina gdybyśmy byli Indianami… A więc przed wigwamem stoi głowa rodziny, czyli Płonący Ogień. Po lewej stronie stoją dzieci i squaw. Łucja była by więc Pachnącą Różą, Lila Dziką Sosną, Mieszko Bystrym Okiem, a ja długowłosą SZAMANKĄ 😉 Po prawej stronie jest nasz pies BŁYSKAWICA 🙂
- Wersja 2 to nasza rodzina jaka syreny. Tym razem w samym środku pływa obwieszona lokami ONA, czyli Amber. Po jej jednej stronie jest tata czyli KING, oraz ja, czyli FOAM. Z drugiej strony jest wodne rodzeństwo Lilia oraz Teddi. Ale najlepsze mam na koniec 😉 Nad naszymi głowami pływa nasz delfino-pies o imieniu SIL (chodziło o SEAL, czyli fokę :)))
