Był taki film z Charlize Theron (zdaje się było to „Italian Job„), kiedy głównym bad guyem jest koleś, który nie dość, że zgarnął cały łup to jeszcze wydał go na realizację marzeń innych uczestników kradzieży. Kupił dom, wymarzony sprzęt nagłaśniający i samochód. I to chyba bardziej rozeźliło kompanów niż to, że ich okradł. Szczerze mówiąc nie dziwię się. Wszyscy tak mamy, że te największe marzenia hodujemy tylko we własnych głowach bojąc się, że ktoś nam je wykorzysta. Ja to nawet nie mówię Diablowi, bo on zaraz komuś wypapla 🙂
Miałam kiedyś znajomego o którym Wam już pewnie parę razy opowiadałam. Rozsnuwał mi czasem wizję idealną swojego życia: „Prowadzę kombi, obok mnie najwspanialsza kobieta na świecie, z tyłu kołyszą się dziecięce głowy, a z bagażnika zagląda labrador”. Zawsze odpowiadałam mu: Wojtusiu, to nie ze mną, bo ja ani nie lubię psów, ani dzieci, ani kombi. A tak się to potoczyło, że jak złożymy kanapę to i Dacia kombi się staje, dzieci mam powyżej średniej, a i dokładnie ten pies co to miał być. Ale mężczyznom czas płynie inaczej, więc może i jemu kiedyś taki obrazek wyjdzie 🙂
<><>
Wiosenny spacer. Żeby nie było, że tak idealnie, to coś czego NIE WIDAĆ na zdjęciach: Lilka się 2 x wywaliła i ryk był taki, że zrywały się ptaki z okolicznych drzew, Łucja bezbłędnie na każdym spacerze wchodzi w qpę (co jest dużym wyczynem w lesie gdzie spotyka się jedynie ślady po dzikach i porzucone kondomy), a Mieszko chciał bym go niosła na barana i dużo czasu zajęło mi domyślenie się co chce (Mama, Bee!!! – wołał, czyli na zdrowy rozsądek zakładałam, że mam być owcą i iść na czworaka). Plus Sziwa się w czymś wytarzała. Zresztą to i tak nic bo na tarzanie pomaga kąpiel w płynie pachnącym truskawkami i gumą balonową (to nie mój wybór), ale jak na porannym spacerze z dziadkiem wszamała COŚ to nie wiem kiedy… ten „cudny” zapach z paszczy wywabimy…

Drzewoterapia, czyli czerpanie energii z drzew, coś czego fanką i wielką wyznawczynią jest Lila. Btw. na dolnym prawym wyżej pies stoi tyłem 😉


