Stałam dziś koło 12-stej na poczcie, gdzie człowiek człowiekowi wilkiem, bo po co wszyscy tu przyleźli i robią kolejkę (aczkolwiek by być szczerym na naszej super poczcie trzy osoby to już tłum, więc nie mam na co narzekać). I wtem wpadła babka z ulicy i krzyknęła: Nie wiem czy Państwo wiecie, ale Justyna zdobyła złoto! Przed chwilą mi w radiu powiedzieli! Wzięła jakiś druczek i poleciała. Strasznie fajna i pozytywna akcja 🙂 Wszyscy się ucieszyli. Nawet taki ignorant jak ja 🙂 I powiem Wam, że myślałam sobie w drodze do domu, że z tej Justyny to gigant kobieta. Może i mogę się upierać, że trzy złamane śródstopia jakie miałam ja to był większy wyczyn i może też z jedną bym normalnie chodziła, ale zdobyć medal ze złamaniem??! Mówię Wam, że to naprawdę bolało!.
Nie wiem czy doczekamy się teraz żarcików jak ze Stochem, ale mamy właśnie zryw narodowy na miarę Małyszomanii. Mam znajomych na fejsie, co siedzą od 20-30 lat za Wielką Wodą i są zamerykanizowani do tego stopnia, że wklejają plakaty wyborcze swoich kandydatów i na wakacje jeżdżą nad Zatokę Meksykańską a teraz zmieniają swoje zdjęcia profilowe na foty Kamila!!!
Brawo! W tej sytuacji tylko archiwizacyjnie dorzucę, że Lila ma dziś bal i po wczorajszej burzy mózgów i rewolucji w szafie zdecydowała się na dwa stroje: chińskiej księżniczki i Indianki. I ostateczną decyzję (zgodnie z tym co sobie zaplanowała) podjęła dopiero dziś rano. Wygrała Indianka 🙂 Foty będą jak panie z przedszkola wrzucą foty na ftp-a 🙂
<><>
Przychodzi Stoch do kiosku i mówi:
- Gazetę poproszę.
- Dwa złote.
- Momencik, skocze po jeszcze jeden.
