Zrobiłam dzieciakom w sobotę na imprezie warsztaty spinkowe. Były same dziewczynki + Mieszko, który włosów długich nie ma i spinek nie nosi, ale u pań to lubi i zawsze spina włosy sąsiadce (w moim wieku 🙂 Ochotę miałyśmy na taką zabawę DUŻĄ i rekwizyty były wielokrotnie (WCZEŚNIEJ :)) oglądane:



Nie mam pomysłu jakich umiejętności to uczy oprócz dobierania kolorów i pińcetowago zastosowania palców 😉 Ale idea takich warsztatów wywoła całkowity dziewczyński zachwyt 🙂
Potrzebne są metalowe spinki (dziś oglądałam takie w jednej hurtowni i jest tego duży wybór) oraz ozdoby. Do spinek można przyczepić koraliki, guziki, szydełkowe kwiatki, małe figurki czy nawet klocki 😉 Ważne jest by nie użyć za dużo kleju, bo spinka się sklei. Panny przyklejały głównie plastikowe ozdoby i szklane koraliki.


<><>
Łucja przeczytała fragment Białej gorączki Hugo Badera. Wcześniej wciągnęła gdzieś cichaczem 1 komiks Thorgala 🙂 Trzeba zdaje się zacząć książki przed dzieckiem chować… W sumie rozumiem, bo te dorosłych zawsze się ciekawsze wydają :)) Z tą Białą gorączką to wybrała sobie losowo rozdział o 17-letniej miss zarażonej Hiv, która najbardziej na świecie żałuje, że nie może karmić piersią córki. I weź potem wytłumacz 7-latce o co w tym wszystkim chodzi…
