detox był trudny, lecz przebudzenie gorsze…

Laptop is back. Problem okazał się nie tyle sprzętowy, lecz programowy. Windows 8 i jego aktualizacja windows 8.1. Nawet przez chwilę planowałam powrót do 7-mki, bo na All można cały czas kupić, ale doszłam do wniosku, że skoro we wrześniu ma Windows 9 to nasz kolejny komp pewnie będzie miał 9-tkę, a cofać się nie wolno.

Ponadto samsungi mają szybkie butowanie (nie mam pojęcia jak to się pisze), więc po uruchomieniu kompa nie ma możliwości przejścia do biosu, może się natomiast udać sformatowanie przy uruchomieniu konkretnej aplikacji.

  • Formatowanie? -zapytałam przerażona. Z obsługi aparatu foto, wiem, że to oznacza SKASOWANIE. – Ale to przecież ja stracę wszystkie dane!!!
  • Dokładnie. Zostanie usunięta zawartość całego dysku C.
  • Ale tam są rzeczy, które chcę zachować!
  • Już i tak ich nie ma. Nie ma innej możliwości.

No więc wyraziłam na to zgodę. Niczym Carry z Sexu w Wielkim Mieście nie posiadałam kopii zapasowych na zewnętrznym dysku więc wszystko przepadło. Ale nie jest tragicznie. Fotografie czyli rzecz nieodnawialna są jeszcze na aparacie. Wcięło listę prezentów świątecznych, ze dwa dokumenty, które stworzyłam w międzyczasie, ale są mi niepotrzebne, misterny bizness plan mojego wielkiego projektu (stworzę jeszcze raz) i projekty kalendarzy dla dziadków gotowe do wysłania (podłubię w tym ponownie). Bardziej rozpacza Diabli bo wcięło jego excelowe pliczki w których co miesiąc rozpisuje nasze wydatki. Prognozy i plany.  Ach no i w życiu nie dojdziemy na którym odcinku zarzuconego we wrześniu Person of Interest byliśmy. 🙂

<><>

Odwiozłam Diabla rano na dworzec. Zimno, wieje i zdaje się mży… Mamy 9 minut czekania. Sam mnie podganiał, a teraz muszę z nim sterczeć. Ale mąż pierwszy zagaduje:

  • Posiedzę jeszcze chwilę.
  • No siedź. Ale wiesz mi tak tam w domu kawa zbożowa stygnie…
  • A kanapka z cheddarem się starzeje. 🙂
  • No właśnie! 🙂
  • Więc jeszcze posiedzę 🙂