Polish plumber jak zawsze niezastąpiony!

Trzy dni temu zapchał nam się zlew. Wg Diabla winna jestem ja, bo nie wyrzucam resztek czy fusów do śmietnika, a opłukuję naczynia pod wodą. Wg mnie winny jest Diabli, bo w swojej obsesji szorowania zlewu ciągle wyciąga sitko i go go nie wkłada z powrotem co ja odkrywam, jak dochodzę do dna góry talerzy w zlewie.

Dnia pierwszego stwierdziliśmy, że MOŻE spłynie.

Dnia drugiego doszliśmy do wniosku, że chyba tak się nie stanie, czas więc na jakieś działanie. Tym bardziej, że zmywarki też nie można było włączyć, bo pompowała do zlewu… Diabli pożyczył sprężynę do przepychania od sąsiada i zaczęliśmy kręcić. Wkręciliśmy całe 3 metry, potem Diabli zasilikonował rurę i zaczekaliśmy do rana, czy coś uległo zmianie.

Nic nie uległo, ale po drodze nawinęli się dwaj sąsiedzi, którzy zgodnie stwierdzili, że kret poradzi sobie najlepiej. Wsypać 3 naraz i pójdzie. Mi tak poszło!

Trzeciego dnia wyposażona w trzy krety rozpoczęłam walkę ja. Było tragicznie. Woda w zlewie była tak żrąca, że aż parzyła ręce. I gdy od tych oparów i irytacji wszystko zaczęło mnie swędzeć i wyglądem przypominałam moje zdjęcie w paszporcie zarządziłam: Chcę hydraulika! 🙂

Przybył szybko, z polisy, i zrobił mi ten zlew. Powiedział, żeby NIE UŻYWAĆ kreta, bo on się łączy w twarde nierozpuszczalne kamulce i jest potem nie do ruszenia! Pokazał mi takowe zresztą wyjęte z naszej kanalizacji…

Teraz? Jestem tak zachwycona, że już mam sprawną kuchnię, że aż zdjęłam firanki w dużym pokoju i zabrałam się za mega sprzątanie! Taki mi pędu nadał ten odetkany zlew! 🙂