Trafiłyśmy dziś z Lilą do psychologa. Tej samej babki do której chodziła rok temu na terapię. Zapisałam się z miesiąc temu i dziś miałyśmy wizytę. Powiedziałam psycholog, że jesteśmy bo minął rok więc czas na kontrolę i że pewne rzeczy są lepiej, bo np. dużo lepiej zasypia, ale sporo jest gorzej. Że cały czas nie bierze udziału w zajęciach, nie ma koleżanek i poranne odstawianie do przedszkola polega na odklejeniu jej ode mnie i przekazaniu pani. I co za tym wszystkim idzie nie widzę jej w pierwszej klasie od września, chociaż intelektualnie jest niesamowita. Nie lubi zmian i alienuje się od każdego i na wszystkich możliwych zajęciach (oprócz fizyki). Zresztą Diabli był wczoraj na warsztatach z dziewczynami i też powiedział, że to było coś niesamowitego, tym bardziej, że wczoraj robiły perfumy (obie zrobiły grejpfrutowe 😉
Babka kazała mi zaczekać w poczekalni i zrobiła Lili kilka testów a następnie pogadałyśmy. Ja zapytałam, czy ja nie przesadzam z tą szkoła i usłyszałam, że nie. I że szkoła jest najmniejszym z problemów. Że Lila jest za mocno skoncentrowana na sobie (true), że trzeba ją nauczyć otwierać się na innych ludzi, bo obecna postawa całkowicie blokuje rozwój społeczny. A jeśli chodzi o szkołę to rok da jej bardzo dużo i wg niej to jest absolutnie konieczne, ale to nie ona wystawia opinię. Mamy więc zaplanowane kolejne spotkanie. Wizyta była bardzo przyjemna i ogólnie to mnie ta babka uspokoiła. Bo podobno dobrze zaczynać pracę z dzieckiem jak najwcześniej i właściwie to świat jest pełen introwertyków z którymi nikt nie pracował.
