W karnawale nie robi się żadnych planów

„Dziennik zakrapiany rumem”, 2011, reż. Bruce Robinson

W ubiegłym tygodniu dziewczyny zostały zasypane zaproszeniami na urodziny. Najpierw Łucja dostała kartkę od koleżanki z klasy, która wielkodusznie zaprosiła ją z siostrą. Potem wpadli do nas znajomi dwóch chłopców, gdzie jeden wręczył zaproszenie Lili, a drugi Łucji. A na koniec zajrzała sąsiadka z zaproszeniem na imprezę córy. Normalnie, niczym w Karnawale! ;))

Dwa pierwsze zaproszenia przyjęliśmy. Jedne było na 10, drugie na 12:30. Maraton trwał więc od rana. Trzecie jest na ósmego, a wtedy nas nie będzie zapowiedzieliśmy się, że wpadniemy z życzeniami w innym terminie.

Załadowałyśmy więc auto torebkami z prezentami i ruszyłyśmy rano na balety 🙂 Z jednych, na drugie! Gdzieś tak w międzyczasie przyszło mi do głowy, że w Staropolsce też świętowano w listopadzie i w grudniu (poza okresem robót w polu i robienia przetworów), więc wpasowałyśmy się dobrze! 🙂