Największy problem jedzeniowy jest z Łucją. Lila z Mieszkiem, choć ta pierwsza jest zdecydowanie za nisko w centylach z wagą, jedzą. Pieczonego kurczaka, mięso z grilla czy coś nietypowego jak kanapka (Mieszko) lub gulasz (Lila). Lista rzeczy, które natomiast je Łucja, jest zamknięta. Kotleciki drobiowe (podmianka mięsa wykluczona), mleko, jogurty (bez serów i śmietany) i rosół. Nieźle jest warzywami, bo o ile z gotowanych akceptuje wyłącznie ziemniaki i kalafiora to surowych zje bardzo dużo. Zje też kiełki i lubi jajka sadzone. Ale smak ma tak wyczulony, że nie akceptuje przypraw żadnych oprócz soli. Kiedyś zmieniłam rodzaj przyprawy do zup i przestała jeść rosół. Ponadto oczywiście lubi różne ciasta, naleśniki, leniwe i placki na słodko. W trybie codziennym taka dieta eliminacyjna nie stanowi to dla mnie żadnego problemu: śniadaniówki są z tym co lubi, a tygodniowy jadłospis dla dzieci kręci się wokół jadalnych przez nią potraw. Ale w świetle nadchodzącej zielonej szkoły (5 dni poza domem w czerwcu) wyglądało na to, że Łucja na nią jechać nie może.
Temat wyciągam, bo przeczytałam ostatnio niezły artykuł o niejadkach, który polecam. Być może już to czytaliście – bo co z kimś gadam, to okazuje się, że już TO czytał. Ale jeśli nie to, choć mało zgłębia temat, warto zajrzeć. Zawsze mi brakuje argumentów, jak wszyscy zaczynają mnie atakować, że dzieci są niejadkami, bo jeśli czegoś nie zjedzą, to JA proponuję kolejna potrawę (i one o tym świetnie wiedzą). A problem jest dużo poważniejszy, bo zmuszana do jedzenia Łucja płacze i się blokuje. Bo sama czuje, że ją to jakoś ogranicza.
Postanowiłam nawet udać się z Łuczą do poradni żywieniowej (i taką współpracującą z funduszem znalazłam!), ale chyba nastąpił samoistny przełom. Najpierw dostrzegłam, że Łucza je np. makaron i powiedziałam jej, że zawsze może poprosić, że chce sam makaron bez zupy. Że może nie ruszy gotowanej marchewki, ale zje surową. Poza tym szkoła prowadzi akcję jedzenia warzyw i owoców i dzieci codziennie dostają jakieś surowe warzywo. I w ubiegłym tygodniu dostali sok z marchwi. I teraz uwaga: Łucja jako jedyna z jeszcze jednym chłopcem, ten sok wypili. Reszta zaniosła do łazienki i wylała. Tak ją to podbudowało, że w miniony poniedziałek na imprezie urodzinowej zjadła zupę brokułową i schabowego. Podeszła do mnie potem i powiedziała: Obie rzeczy były niedobre, ale pomyślałam „Co mi tam„! 🙂
<><>
Poranne fotki. Piżamowi Lila i Mieszko przy śniadaniu. Kadr z cyklu: Czy Sziwa zje kalarepkę? Btw. zjadła 😉

A to chwilę później, gdy obie dziewczyny są już na zajęciach. Zabawa nazywa się Tunel Czasu 😉 Mieszko robi mostek wspierając się na kanapie i fotelu. Krzyczy przy tym: Tunel Czasu! A pies przechodzi pod spodem ;))

