Połowa listopada to dobry moment by zacząć myśleć o świętach. I to nawet nie w kontekście jak i co w tym roku, bo to planuje się jakoś po drodze, ale o tym co tu podrzucić brodatemu do worka z prezentami dla grzecznych dzieci. Temu pierwszemu brodatemu, na 6 grudnia.
U nas będą książki i kalendarze adwentowe. O pierwszych opowiem Wam jak przyjdą te, które właśnie zamówiłam, ale słówko o tych drugich. Podobnie jak rok temu kalendarze będą z klockami Lego. Friendsi dla Lilki i City (które jednak są trochę trudniejsze) dla Łucji, ale w planie A) miałam ZUPEŁNIE inne kalendarze.
Chciałam im zrobić je sama. Przywiesić do każdego łóżka 24 woreczki z mini prezentem. W środku mogła być jakieś super słodycze, figurki klocków (Mini-figures, tym bardziej, że tegoroczna seria 11 jest szałowa) i świąteczne bibeloty. Baaa, nawet na ubiegłorocznych poświątecznych wyprzedażach kupiłam kilka takich gadżetów, które mogłabym w takim woreczku upchnąć. Woreczki można kupić, ale ja chciałam sama uszyć z białego płótna, takie trochę prymitywne i obwiązane czerwoną wstążką. Albo zszyć z zielonego i czerwonego filcu i przykleić białe cyfry…
Aaale, doszłam do wniosku, że dopóki tak mocno w tego Mikołaja wierzą, to niech on im na razie przyniesie prezenty i kalendarze. Ja moje im zrobię może za rok? A może one nawet same wyhaftują kordonkiem cyfry? Gdyby jednak ktoś miał ochotę zrobić je już w tym roku wklejam zdjęcia fotek, które mnie do tego projektu zainspirowały.




