Plusk, plusk, plusk

Jeden minus mają takie krótkie wyjazdy… Wszystko chcesz naraz 🙂 Więc jesz, płyniesz, ogniskujesz, grillujesz i próbujesz zwiedzać… A czas leci i tak za szybko!

Płynęliśmy 2x. W sobotę zaraz po przyjeździe zrobiliśmy 8 km (musimy kupić mini wiosła dla dzieciaków, to też będą mogły raz po raz machnąć) i w niedzielę 3 km. Sobotnią trasę zrobiliśmy w dwa kajaki. Diabli wiosłował w trójce z Łucją i Mieszkiem,  a ja w dwójce z Lilą. W niedzielę rano padało, więc do dwójki wsiadałam tylko ja z Diablim. Dzieci zostały z innymi dziećmi na lądzie. Oba razy były super. Jak płynęliśmy w tym deszczu to woda miała temperaturę zupy. Coś niesamowitego!

 

Zrobiliśmy sobie grilla, a w niedzielę wieczorem podziwiając ogromniasty księżyc rozpaliliśmy również ognisko. Po rzece płynęły wianki, które podziwiały dzieciaki. Zresztą zasypiały w biegu. Donosiliśmy towarzystwo na rękach do pokoju i kładliśmy spać bez mycia 🙂

>

>


Dobrze jedliśmy, wypoczęliśmy i pomoczyliśmy nogi (a co niektórzy więcej :)) Tęskno mi już za Tobą, rzeko! Btw. czy wiecie, że tam NIE BYŁO komarów?? :p


Dodaj komentarz