Mieliśmy dziś nieoczekiwanego grilla. ONI zapytali czy zajmiemy się ich kotami jak pojadą nad morze, my odpowiedzieliśmy, że PEWNO! ONI się ucieszyli i zaproponowali, że w ramach rewanżu zapraszają na szaszłyki, lecz odbiliśmy, że mamy nowego grilla i z tymi szaszłykami to zapraszamy do nas.
Było więc na szybko szykowanie domu i wiktuałów. A potem był udany i smaczny grill z gadaniem o sąsiedzkich sprawach. Sympatycznie. Tylko tak cały czas o tym myślę, że trzyosobowa rodzina z dala od jakiejkolwiek rodziny, czy to dziadków, czy rodzeństwa (absolutnie wszyscy na absolutnie odległym krańcu Polski), to ma trudno. I nie dziwi mnie takie zawieszenie, lęk przed posiadaniem kolejnego dziecka i obawy przed jutrem.
Jednak dużo znaczy dobrze.
