Całe to zamieszanie z Lutką zdopingowało mnie by w końcu odwiedzić gin. Ostatni raz byłam rok temu, a to jednak należy częściej bywać. Wszystko okej. Trochę się martwiłam, że Młodego odstawiłam w lutym, a jak „ścisnę” to cały czas leci, ale dok mnie uspokoiła mówiąc: Jak się ściśnie to może i jeszcze 10 lat lecieć 🙂 Co tylko oznacza, że jak zrzucę ze 3 kg to mogę myśleć o wymianie albo przynajmniej renowacji stanikowej floty. Chwilę pogadałyśmy o Lutce i tu też rozmowa ze specjalistą okazała się być kojąca.
W związku z czym po południu zasadziłam sobie kilka krzaczków pomidorów, co to je sobie na rynku z samego rana kupiłam. Wsadziłam je do donic- w planie a było umieszczenie ich w takich długich prostokątnych skrzynkach, ale mam tyle donic w ogródku, że sadzonki wylądowały w nich. Strasznie bym chciała by mi się udały!

Doszły też donica z ziołami, kwiatowa donica przed dom, donica z miętą, a donica z nietoperzem stała się domem dla poziomek 🙂

