
Dzisiaj w szkole Łucja miała Dzień Rodziny. Idea nie do końca mi się podoba, bo w końcu a)mamy społeczeństwo rodzin niepełnych, b) wyszła by z tego świetna Spartakiada klas 0-4 i niepotrzebny był ten tłumek rodziców przechadzający się za dziećmi. Ale by nie narzekać powiem od razu, że zabawa była przednia!
Obchody polegały na zawodach i grach grupowych angażujących całe klasy. Na boisku były różne stanowiska i namioty z zadaniami w stylu przenoszenie chochelki wody, skakanie na jednej nodze do celu na wyścigi, budowanie robota z plastikowych butelek czy wyławianie kulek (rybek) na czas.


<><>
Wieczór, rolety opuszczone, żeby było ciemno (ten długi dzień to akurat kiepska rzecz przy dzieciach), Lilka w wannie, rozbieram Mieszka i mówię do Łucji:
- Przynieś mi kotku jego piżamę. Jest pod poduszką.
- Ale ja się boję ciemności!
Na co Lilka leżąca na brzuchu w wannie rzuca:
- Łucja użyj serca, sprytu i magii!
