Każdy ma swojego mopa

Jak byłam u Lutki odkryłam jej nowego mopa parowego. Właściwie nie nowego, ale używanego od niedawna. Wynalazek kupił zauroczony telewizyjną prezentacją ojciec, ale stało to cudo w kącie latami nieużywane. Dwa tygodnie temu jak był u niej synek wyjął owo urządzenie i zastosował. A jak ja tydzień temu sprzątałam to też użyłam. Super! 

Poprosiłam więc tatę, że jak będzie koło nas jechał, żeby mi podrzucił (bo nijak to było tym pks-em ciągnąć). Że sprawdzę czy to u nas działa i później przy okazji jadąc do nich odwiozę. Tatusiek był, przejeżdżał, podrzucił, pojechał dalej. Odkurzyłam więc i zabrałam się za mopowanie…. Iiiiii??? Dół już wysprzątałam. Diabli jest mną zauroczony… Ale wiecie, jak dojdziemy kiedyś do etapu przebierankowych dopalaczy to jego będzie kręcić ta gosposia z miotełką do kurzu 🙂 Ale naprawdę aż chce mi się TERAZ sprzątać! :)) 

<><>

I pochwalę się mężem jeszcze 🙂 Na fali szukania sobie miejsca w świecie kilka miesięcy temu wystartował w konkursie leaderującej gazety na najlepszy biznesplan. I pokonaniu kilku etapów  i dystansując tysiące prac z całej Polski dotarł do finałowej 10-tki. Dziś był na Gali z ogłoszeniem wyników. Niestety, jak to mawia Krzycho, tradycyjnie wygrała śliwka zawinięta w boczek (parafraza nagród Teraz Polska), ale i tak jestem z niego bardzo dumna! 🙂 Trójwymiarowe leżą na pianinie, Słońce :))