Nie wiem czy wiecie, ale mamy w Polsce już tak przewoźników autobusowych, co w nie dość, że są tańsi niż PKS (który też jest super ekonomiczny) to jeszcze na pokładzie udostępniają bezpłatne wifi. Więc w podróż do dziadków zabrałam tableta (pożyczyłam od Łuczy), by zająć czas i nauczyć się toto obsługiwać. I powiem Wam, że nie jest łatwo…
Końcówka ’80 to była złota epoka video i Atari. Znałam w szkole średniej takich dwóch gości – braci Orpen. To byli królowie VHS. Byli najlepsi. Każdy chciał się z nimi wymieniać, mieli każdy film i własny regulamin wynajmu. Młodszy z nich mawiał: Mi joystick wystarcza na dwa miesiące... Ale te gry Atari to były takie rozwalanki ze strzelaniem. Szybko, szybko, szybciej – i rzeczywiście rozwalało się te joysticki raz za razem.
Teraz rośnie nam pokolenie touchpadowców. Ludzi, którzy będą umieli nawigować samym opuszkiem. Pokolenie precyzyjniejsze. Takie, które potrafi przesuwać palcem po powierzchni z idealnym wyczuciem, w którym miejscu nacisnąć by uruchomić odpowiednią aplikację. Czy wiecie, że są już operacje przeprowadzane przy pomocy takich urządzeń? Ja mam z tym poruszaniem się po tych ekranikach problem, ale jak widzę jak panny chwyciły odzyskanego razem ze mną tableta i z jaką łatwością sobie z tym radzą, czuję, że dla ich pokolenia to będzie żaden wyczyn. 🙂
