Wiecie już na pewno, że życie to sinusoida. Są chwile piękne i wzruszające, o których niestety szybko się zapomina, i są momenty trudne i straszne, które mogą gryźć nas miesiącami. Nie wierzę w romantyczny frazes, że w takich chwilach pomaga nam kochający partner. To coś na zbiera do do kupy to miłość do własnych dzieci.
Być może przyjdzie moment, że będę waliła głową w mur krzycząc: Gdzie popełniłam błąd!? Lecz na razie w mojej relacji mama-dziecko ja głównie biorę. Dzieci to taki bezpieczny backup… Zawsze w trudnych chwilach myślę o nich i każda sprawa staje się jeśli nie błaha, to przynajmniej nie tak dramatyczna.
Równo 8 lat temu siedziałam na słonecznym tarasie i rozpaczałam, że nie udało mi się zostać mamą. Nie rozumiałam czemu ktoś na górze nie dał mi szansy. Diabli robił porządek w ogródku, czułam się kochana i otoczona opieką, ale gul żalu jaki miałam w sobie był tak wielki, że nie cieszyło mnie absolutnie nic.
Z samego rana wręczono mi trzy laurki. Pełną wyznań miłosnych od Łucji, zamalowaną serduszkami od Lili i pełną KÓŁEK od Mieszka (Co to jest Mieszulku? KÓŁKA!). I to bardzo fajne prezenty są. Chociaż jak wiecie, drogie mamy, nagrody za naszą najważniejszą rolę otrzymujemy codziennie. Co godzinę. Co minutę. Co chwilę! 🙂
<>
Ach i żeby nie było tak patetycznie rysunek jak dobrze możemy DZIŚ nasze święto odświętować :))

