W domu gdzie są dzieci zawsze są jakieś „chrupaki”. W domu gdzie są dorośli pewnie też, ale wymóg jest wtedy podyktowany łakomstwem a nie potrzebą 😉 Chrupaki to coś niesłodkiego co zawsze można awaryjnie dzieciom dać. Bo chcemy chwilę pospać, bo obiad będzie spóźniony, albo bo był późno i wiadomo, że kolacji robić nie ma sensu. Chrupaki można zabrać do auta (i liczyć później na wyrozumiałość męża, że znowu jest nakruszone), albo dłuższy spacer. I każda mama ma swój chrupakowy typ. Ja szukałam długo. Wafli ryżowych i kukurydzianych nie znoszę. Smakują jak tektura, a mała Lilka miała kiedyś na nie uczulenie. Flipsopodobne zamieniają się w twardą żółtą kulkę, a zresztą Mieszko ich nie jada. Płatki śniadaniowe są okej, ale ZAWSZE któreś je rozsypie. Sprawdzały się pieczywo-pochodne jak grissini czy paluszki, ale schodzą za szybko i wyjada je Diabli. I oto odkryłam (na nowo) wafle! Takie, które można przekładać. Kupiłam dwie paczki i poszły błyskawicznie, więc trzecia została już awaryjnie schowana. Można z nich wycinać serduszka i auta. A ponadto nie wiem czy pamiętacie, ale czasem na weselach podawany jest tort na kwadratach wafli. I to jest świetny patent! Zawsze na przyjęciach brakuje mi talerzy na tort (bo brudzą się wcześniej) a przecież mogę podać (przynajmniej dzieciom) na wafelkach!


<><>
Po kąpieli zabrałam się za obcinanie paznokci dzieciakom (60 sztuk zajmuje 10 minut). Przy okazji czyściłam im też patyczkiem uszy. Było to na życzenie Łucji, która w piątki w świetlicy ma zawsze zabawę w głuchy telefon ;)) Z dwójką poszło gładko, ale w dialog wdałam się z Lilką:
- Ałaa!!! Dotknęłaś mi patyczkiem mózgu!
- Nieprawda. Tylko tak tu po krawędzi jeżdżę.
- Mózg jest kulką. Dotkęłaś mi kulki!
- Mhm.
- Mamo, a wiesz, że mózg jest kremowy, a nie różowy?
- Ja wiem, ale skąd Ty wiesz?? 🙂
