Dziadki zabrały się za remont przed domem. Dawno temu zabrakło im płytek na podjeździe więc dołożyli łazienkowe. I na nich właśnie, śliskich jak ślizgawka przy byle deszczu, wywinęłam jesienią sławetnego gipsowego orła. Ekipa, która u nich robi jest pierwszą w historii dziadkowego małżeństwa, która uważa Lutkę za szefa. I babcia opowiedziała mi niedawno zabawną historię jak zadzwonili do niej do pracy… Odebrała i słyszy:
- To my CHŁOPAKI.
- ????
- No, chłopaki z domu!
- ???
- Ci co robią Pani podjazd.
- Tak, tak. O co chodzi?
- Bo tu przyjechał Michał z paletą…
I tak się pośmiałyśmy, że TAKIMI znajomościami to można nieźle szyku w biurze zadać :))
