Majówka start!

  • Mamo???
  • Tak, Łuczku?
  • Czy my mamy telewizor HD?
  • A dlaczego pytasz? W szkole o tym rozmawiałaś?
  • Nie. Ale mamy?
  • Tak.
  • A smartfona?
  • Tak.
  • A jak to wygląda?
  • To komórka. Taka jak taty.
  • A cyfrę plus?
  • Mamy.

Byliśmy czas jakiś temu z Diablim na imprezie. Staliśmy oboje w kuchni i gadaliśmy z kimś tam. Krążący po mieszkaniu gospodarz zagadał. Zachwyciliśmy się kuchenką, a on na to odparł:

  • A ja Was podziwiam. No wiecie… Tyle czasu nie ulec i mieć cały czas kineskopowy telewizor!

Na ogół na przyjęciach łatwo wpadamy w imprezowy słowotok, ale tym razem oboje nas zamurowało. Wróciliśmy do tematu później w aucie… No więc jest kineskopowy bo?? Bo działa/ bo nie czuliśmy potrzeby zmiany/ bo i tak nie oglądamy? Jakie to może mieć znaczenie? Chyba bardziej nas zdziwiło, że ktoś kto takie rzeczy jak telewizor rejestruje. Co innego w świecie dzieci. Tyle, że na razie mogę sprzedać Łucji przepytującej mnie przy podróży autem, każdą wersję, a kiedyś sama już dostrzeże, że coś konfabuluję :))

<><>

Nie lubię warsztatów samochodowych. Przeglądów, napraw i zmiany kół. Czekania, słupków opon i lawirowania po placyku przed serwisem. Wymieniłam dziś rano zimówki. Straszny tłok jak to w przededniu majówki. Potem załadowałam nas do auta i ruszyłam do dziadków. Dziadek już powiesił z wnukami flagę, a potem utknął przy książeczkach. To niżej to w właśnie on przywalony Lilką i opleciony Łucją 🙂 A czyta Lokomotywę :))

Królowa i jej świta

Czasem krzyknę. Lubię myśleć, że sporadycznie, zresztą raczej powodów brak. Ale dziś krzyknęłam na Łucję. Ona jest w takim okrutnym w mowie wieku. Poleciały po pięknych policzkach łzy… Do tej pory w takiej sytuacji Lilka zaczynała krzyczeć: AAAAAAAAAaa!! Przeproś Łucję, mamo!!! A dziś z pięściami naskoczył na mnie Mieszko. :)) Tak ją broni to rodzeństwo ukochane :))

<>

Ach, i u sąsiadów w błocie koło psiej budy znalazłam mój pierścionek zaręczynowy. Która winna nie wiem. Łucji takie rzeczy się zdarzają, ale jak pierścionek to chyba jednak Lilka 🙂 Metal jednak szlachetny bo nie zardzewiał :))

Jednak ruszamy!

Puściłam rano dzwońca bez pieluchy. Potem wzięłam się za porządkowanie mojej części szafy i zadzwoniłam sobie do Lutki. Chodzę i gadam i weszłam do łazienki. Nocnik pełny. Z brązowym konretem. Przerwałam rozmowę i krzyczę: Która do sedesu nie trafiła??! I okazało się, że to Mieszko, który przybiegł mi pokazać i woła: JA!! JA! 

Skoro tak, to chyba próbujemy. Chciałam jeszcze chwilę poczekać, żeby nie naciskać, bo potem można jakąś traumę w życiu dorosłym z tego podobno mieć, ale nie ma co.

Dzień cały chodził bez pieluchy. Siku złapaliśmy do nocnika raz pod wieczór. Ale z upodobaniem lubi jak to facet sobie posiedzieć i jakiegoś groszka wydusić. 🙂 Jutro dzień w rozjazdach, więc nauka się na jeden dzień wstrzyma, ale od poniedziałku ciąg dalszy!

<><>

Z warsztatów sprzed dwóch tygodni zdjęcia przysłali. Archiwizacyjnie wklejam! Widać jednak, że dobry aparat to inna jakość fotografii. 

Każdy człowiek czasem marzy o tym, żeby móc zacząć wszystko od zera

– Beauty and The Beast – mój nowy serial do prasowania 🙂

Miała Łucja w szkole przygodę. Coś tam gadała z koleżanką i mówi do niej: Weź swój zeszyt. I machnęła na niego ręką. Ale tak niefortunnie, że najbardziej wyprostowany był jeden palec. Koleżanka (Olga) natychmiast powiedziała kolejnej (Zosi), która powiedziała koledze (Maćkowi), a ten powtórzył pani. Pani chyba zwróciła uwagę, a Łucja poszła do łazienki, gdzie spędziła dłuższą chwilę wypłakując niesprawiedliwości tego świata.

W domu nie chciała mi nic powiedzieć i choć wyznaję zasadę, że jak będzie chciała to mi powie, to rację ma Diabli, który mówi, że jeśli dziecko ma tajemnicę tzn. że coś je gnębi. Ale w końcu opowiedziała mi co się stało. Mówię tak enigmatycznie, że nie wolno pokazywać palcem. Ale nie pasowała mi reakcja otoczenia. Więc się pytam: A jak Ty to pokazałaś? I ona machnęła ręką i okazało się, że ten wyprostowany to był środkowy…

I strasznie mi się jej żal zrobiło. Gestu nie używamy (oboje) i właściwie to nawet nie przyszło nam do głowy, by dziecku takie info do głowy wrzucać. Że środkowy palec to gest wulgarny. Miałam kiedyś koleżankę ateistkę i ona opowiadała, że to nie było tak, że mama jej mówiła, że Boga nie ma. Tego tematu po prostu nie było. No i u nas pewnych tematów nie ma. No bo po co niby miała by jej być taka wiedza?

<><>

Mam nowe zastosowanie do tych chorągiewek co to je rok temu uszyłam 🙂 Zawiesiłam od płotu do płotu i w naszym zakątku osiedla powstał prowizoryczny plac zabaw. Linia sprawia, że żadne za nią nie przechodzi, a tak długo jak ziemia zimna i w ogródku pozimowy bajzel to zabawy z przodu domu nie są złe. Zresztą, pomimo ogromnej pasji dorosłych do zabaw ogrodowych, dzieci ten asfalt czy kostkę uwielbiają 🙂

<><><>

Ach i filmik Wam wkleję. Z tego serialu co teraz oglądam. Uczcie się chłopaki jak Walentynki ukochanej robić! 🙂

Testowanie

Podczas kiedy Lilka czyściła zęby papierem toaletowym (bo były mokre), Łucja dręczyła mnie co to znaczy, że ktoś się zabujał („Tak tylko się pytam”), a Mieszko obsłaskawiał sąsiedzkiego kota (cudowne są te pory roku, gdy drzwi są otwarte na oścież), wytestowałam niezły przepis. Mini serniczki. Idea jest taka, żeby znaleźć kilka potraw, które będę mogła robić dzieciakom latem (takich samoobsługowych). Kanapek nie jadają, a mix ser i żółtka wydawał mi się odpowiedni. I wyszło. No może tak nie do końca, bo uparłam się, żeby nie dawać budyniu, a po łyżce mąki (zwykłej i ziemniaczanej) i to chyba było za mało (spróbuję kolejnym razem dać dwie pszennej). No i nie miałam wanili, więc zrobiłam z kardamonem. Ale zjadły! :))

I odkryłam gogiel traslatora.  Zawsze z automatu opcję tłumacz stronę, niczym wyskakujący baner, zrzucałam. Lecz kiedyś, kiedyś szukałam o pewnych herbatniczkach i wywaliło mi same niemieckie strony. Kliknęłam na tłumacz i okazało się, że na niemieckich blogach mamuśki masowo je testowały i sobie chwalą (maine klaine familie wytestowała i poleca! ). A parę dni temu zastanawiałam się gdzie zaginęła przesyłka z chińskimi sukienkami dla dziewczyn. Sprzedawca miał na stronie przedmiotu linka do trackingu przesyłek. Zrzuciło mnie na stronę z chińskimi krzaczkami. Tłumacz podpowiadał, że to prosty chiński i może przetłumaczyć. Zgodziłam się i udało się! Niesamowite!!! Dowiedziałam się, że przesyłka od marca jest w Polsce. Przyszła dziś i okazało się, że rzeczywiście była, bo pierwszy stempel z Polski jest z 14 marca. Tyle, że ją na cle przetrzymali 🙂

Nocnik cz.I

Mam  świetną metodę na odpieluchowywanie. Może i zresztą nie świetną, ale u dziewczyn zadziałała. Ściągam i pieluchę i puszczam bez. Warunek ma być ciepło i ma być lato. I tak mija dwa tygodnie, bez upominania i ćwiczenia. Obie panny z automatu najpierw po staropolsku wynosiły siku na dwór, potem do baseniku, a potem siadały na nocnik. 

No więc tak sobie trwałam w oczekiwaniu na lato z Mieszeczkiem. Ale strasznie sobie odparzył pupę i nie chciał zakładać pieluchy. Pomyślałam więc, że spróbujemy!

Do zadania jesteśmy przygotowani. Mamy kilka par męskich majtek (up) i dużą górę damskich, które jakby co też możemy używać 🙂 Proszę zwróćcie uwagę też na „męskie” stopy w granatowych skarpetkach na zdjęciu :))

Dzisiejsza próba trwała dwie godziny. W tym czasie zasikana została podłoga i łóżko dziewczyn :/ Sukces jest taki, że donosi do łazienki. Ale o siadaniu na nocnik nie ma mowy. Tym niemniej jednak epizod z odpieluchowywaniem uważam za udany. Kolejne podejście w lecie! :))

Bo każdy jest genialny!

Przeczytałam właśnie, że mamy narodową cechę niedoceniania się. Większość Polaków zapytana o swoją największą umiejętność czy talent burczy: Ja to jestem taki… przeciętny… Siedzi to w nas mocno i przekładamy to na dzieci. Gdy przychodzi z szóstką z historii i lufą z matmy, to pierwsze co robimy to zapisujemy na korki z tego drugiego. A przecież należałoby je wtedy zapisać do kółka historycznego (równolegle, albo nawet zamiast!). Na to nakładamy, uważaną za właściwą, skromność i uzyskujemy człowieka, który uważa, że podkreślanie sukcesów jest w złym tonie. 

Skopiuję Wam ze strony tego artykułu system siedmiu kroków. Pochodzi z Gazety Praca, więc jest na jedno kopyto (zawodowe), ale po odcięciu stylistyki pracowej uzyskujemy temat uniwersalny. Zestaw zadań ma nam pomóc w znalezieniu tego co robimy dobrze. Dobrze myślę, było by to przełożyć na dzieci i też je tak obserwować. Oraz wyszukiwać strony mocne!

  1. Przypomnij sobie, za co i w jakich sytuacjach inni najczęściej cię chwalą
  2. Wymień sytuacje, w których odnosiłeś sukcesy. Zdefiniuj, co nazywasz sukcesem i co się wydarzyło, że go osiągnąłeś.
  3. Czy wykonane działania przyszły ci z łatwością? Musiałeś zastanawiać się, co robić, czy działałeś intuicyjnie?
  4. Co konkretnie robiłeś, żeby odnieść sukces?
  5. Czy podobała ci się twoja droga do sukcesu?
  6. W czym jeszcze na polu zawodowym możesz wykorzystać zdobyte umiejętności?
  7. W jaki sposób mógłbyś wprowadzić umiejętności do swojej kariery? Jakie działania podejmiesz w tym celu?

Nawyki

Około wyjazdowo jeszcze jeden wątek mi się przypomniał. Jak wiadomo pakowanie i wyjeżdżanie to w każdej rodzinie duży stres. Znam takie, w których napięcie trwa już tydzień przed wyjazdem, znam też takie, które zawsze są tak zmęczone pakowaniem, że po załadowaniu auta, przesuwają wyjazd na kolejny dzień. U nas konflikt powstaje przy niemalże wychodzeniu, kiedy Diabli stwierdza, że w domu trzeba zostawić porządek. Wyciąga wtedy odkurzacz, ja rozpakowuję zmywarkę i ścielę łóżka. On tak przebiega po całym domu i cały czas coś wynajduje. Dzieci chowają zabawki, ja wyłączam termę i zmniejszam ogrzewanie (w okresie grzewczym). W sobotę przy takim przebiegu Diabli zauważył białą pokruszoną bułkę na schodach. A jako, że jest w tym biegu nabuzowany to krzyczy:

  • Co to za białe gówno na schodach??!!??

I Łucja z pokoju się odzywa:

  • Gówno. G-ó-w-n-o! Jakie U??!

Rozwaliło nas to i całe napięcie zniknęło :))))))

<><<>><>

I coś co Wam gorąco polecam. Zeitgeist Moving Forward. Nie wiem jak to nazwać… Grupa naukowa, filozofia??? Wczoraj przed snem oglądaliśmy to przez półtorej godziny. Takie odkrywcze i takie logiczne. To nie geny kształtują człowieka, a środowisko. Nie ma co liczyć, że geniusze rodzą się samoistnie. Tak samo jak ludzie szczęśliwi. Ich trzeba stworzyć! 

Pomijając dział o rozwoju człowieka, wstrząsający jest też dział/filmik o gospodarce. Ludzkość idzie w złym kierunku. Ta machina: kupować, produkować, sprzedawać ona się wypali. Diabli był na szkoleniu ostatnio gdzie usłyszał: kiedyś praca była przymusem (mieli ją wszyscy), dziś jest przyjemnością (to coś co powtarzam dziewczynom: praca to coś co robimy dobrze i jeszcze nam za to płacą), a kiedyś będzie przywilejem.

Gody jakie? Rubinowe!

Na 35-tą rocznicę ślubu dziadki dostały od synka zaproszenie do Kazimierskiego spa. Podobało się im, więc doszli do wniosku, że 5 lat później na kolejną rocznicę zaproszą gości właśnie tam! 🙂 Super! My z dzieciakami ściągnęliśmy do dziadków już w sobotę i rozpoczęliśmy cudowny weekend w Kazimierzu Dolnym 🙂

Na płotach porozwieszane były koronkowe obrusy, z licznych galerii spoglądały ciekawe figurki, a z kawiarni ciągnął się zapach ciast. Łucja wspinała się na kamienne mury, a w wąskich przejściach, tak po grecku, drzemały wielkie ciapkowate psy.

Na rynku odbywał się zlot posiadaczy Porshe, a plakaty zapraszały na koncert w synagodze. 

Wszędzie były ptaszki, kurki i koguty. Porcelanowe ptaszki dostali uczestnicy imprezy, a kogutkowe lizaki pomagały nam wspiąć się na górę zamkową (gdzie z zaskoczenia Łucja zrobiła nam zdjęcie) :))

Lilka tak przekornie do ptasich interesów naciągnęła babcię na kratkowego kotka. 🙂



Tak schodzeni z przyjemnością wylądowaliśmy na hotelowym basenie i w saunie (nazwanej przez Lilę, która tam nie wchodziła: ciepłym salonikiem). No i w jacuzzi. Z tym ostatnim wyszła niezła historia. Absolutnie zakochała się w nim Lila. Zrobimy sobie taką wannę w domu? I tak ją wciągnęła obsługa urządzenia, że do 12 w nocy rozemocjonowana mówiła do siebie: To jest jacuzzi. Co chcesz? Bąbelki, światło czy pryskanie? To wyłączę Ci pryskanie, a włączę światło. :))

A kolejnego dnia chodziła w okularach do pływania 😉

Na niedzielnym obiedzie Krzycho powiedział, że tyle lat razem to zasługa ogromnej cierpliwości Lutki. A Lutka dodała, że jak brała ślub nawet nie próbowała tak daleko sięgać. Ale jak widać dało radę! Sto lat razem, kochani rodzice!!! 🙂