Ileż to metrów nitki można dać do zrazów…

Czytałyśmy sobie z Lutką wywiad z Perfekcyjną Panią Domu. Najpierw ja przekartkowałam wyznania w stylu: „…nie mogę zasnąć jak obrazek krzywo wisi na ścianie…” i mówię: Beznadziejna. Jej mąż ma przechlapane. I dałam gazetę mamie. Lutka spojrzała na chybił trafił i trafiła na: „…U nas w domu jest same zdrowe jedzenie. Żadne buraczki z mielonym…”. I też mówi: Durna baba, tak jakby myślała, że dobre buraczki to łatwo zrobić! Sałatkę z fetą to łatwo.

I rzeczywiście. Ta nasza narodowa kuchnia nie jest łatwa. Rozmroziłam dziś wielki kawał polędwicy wołowej. Zawsze jak wyjeżdżam od rodziców to Lutka otwiera zamrażarkę i pyta: Mam trochę za dużo mięsa. Dać Ci coś? I ja dyplomatycznie mówię: Wszystko co Ci zbywa dzięki czemu mamy składniki na wyjątkowe dania… A więc polędwica… Z części zrobiłam rewelacyjnego boeuf strogonowa (miało być na dwa dni, ale poszło naraz) i zrazy. Tyle, że jak poowijałam je tą nitką, to potem nieszło tego rozwinąć :)) 

ON tu jest i tańczy dla mnie

W Once Upon a Time jest Kapelusznik z Alicji w Krainie Czarów. To taki serial bajka, zachciało mi się czegoś takiego odrealnionego i przedwczoraj skończyliśmy 1-sezon. Ogólnie nie polecam, aczkolwiek jest kilka ważnych obocznych skojarzeń. Np. ten Kapelusznik, którego przypadek wyraźnie pokazuje, że wszyscy dorośli martwią się o DUŻE rzeczy. Typu jak tym dzieciom zapewnić dobre życie i zabezpieczyć przyszłość. A JEDYNE czego pragną dzieci to by być z rodzicami. Patrząc chociażby na Mieszka, który jest zachwycony tym, że ma nas oboje prawie cały dzień trudno się z tym nie zgodzić.

Od rana Diali nas rozrywa Youtubowymi hitami. Jak ten, który królował całe lato: Ona tu jest i tańczy dla mnie 🙂 Nie uważacie, że piosenka staje się super-hitem dopiero jak powstaje układ choreograficzny do niej? Bo do tej akurat układ był, co zademonstrował mi dziś mąż 🙂 Powstał przypadkiem, dzięki instruktorce Zumby, która piosenkę wynalazła i „zagospodarowała”:

  • Ja -pokazujemy na siebie,
  • Ona tu jest – to falisty ruch ręką po trybunach,
  • Porwę ją – to ruch rozrywanej koszuli,
  • W sercu na dnie – to oczywiście pokazujemy gdzie to jest, itd…

Jakby się zresztą zastanowić to największe przeboje pop były słynne właśnie dzięki układowi, który powielali tańczący: lambada, macarena, czy ostatnie portugalskie kawałki. Samą piosenkę napisał koleś z Sejn (Podlasie, powiem to jeszcze raz, robi najlepszą muzykę w Polsce 🙂 i pod jego videoclipem są komentarze: Klikajcie lajki! To mój sąsiad! A ja Wam wkleję legendarny finał siatkówki plażowej ze Starych Jabłonek 🙂 Jak widać chłopaki- siatkarze nie dość, że sami nieźle się ruszają to wiedzą też jak tańczyć ten kawałek! Trybuny wtedy oszalały, tańczyli wszyscy łącznie z grabiącymi piasek i sędziami (co też jest uwiecznione na filmikach), a ja po raz kolejny powtórzę, że tańczący facet jest na wagę złota. Przecież są wspaniali! (ci siatkarze oczywiście 😉

W kategorii Militaria

Kiedy na moim forum dyskusyjnym wypłynął po raz kolejny wątek S., tym razem poszerzony o ślady trotylu i nitrogliceryny, tradycyjnie jako leming, głosu nie zabierałam. Aleee, oczywiście czytałam co piszą inni. W którymś momencie padło: Kupmy w końcu ten czołg! Wraz z linkiem do aukcji. Więc kliknęłam. Czołg z przebiegiem 100 km, czyli prawie brandly new w cenie nowego mercedesa. Krzycho twierdzi, że to to tanio. Ten czołg. Ale będąc już w kategorii militaria, której nigdy wcześniej nie odwiedzałam, pokręciłam się w niej chwilę i odkryłam naszywki na ubrania. Dowolnej wielkości, dowolnej formacji wojskowej, z dowolną flagą i napisem. Mogą być na rzep, albo przyszywane. Więc zamówiłam! Mieszko ma niebieską z polską flagą, a Łucja żółtą z brytyjską (taką właśnie chciała). Lilla się nie zdecydowało, bo nie było wersji w kolorze „blady róż” 😉

Z tą decyzyjnością Lili nie jest łatwo. Panie wczoraj na zebraniu powiedziały, że Lila jest jedną z najbardziej asertywnych dzieci w grupie i nigdy nie ulega sugestiom dorosłych (może użyjesz czerwonej kredki?). A dziś rano po pół godzinnym wybieraniu spódniczki Diabli zabrał ją do przedszkola tylko w rajstopach. Do ręki wziął cztery ostateczne typy dołu i decyzję miała podjąć w szatni… Pomagały mu panie przedszkolanki, logopeda i księgowa. Na próżno :)) W końcu wybrała różową, ale wcześniej wykrzyczała pani dyrektor, że przedszkole to WIĘZIENIE dla dzieci :))))

5 tygodni

Za mną kontrola. Jakąś taką miałam cichą nadzieję, że zdejmą i już puszczą, ale zdjęli, zrobili rentgena i jeszcze raz to „białe kruszące się wszędzie” założyli. Ta goła noga była jak galareta. Plus taki, że się zrasta, a w przypadku śródstopia to wcale nie był pewnik. Zdjęcie opatrunku dopiero za dwa tygodnie, a nie za tydzień jak miało być. Choć będzie inaczej: najbliższy tydzień tak jeszcze ostrożnie, a potem spróbować się wspierać i poruszać tylko o jednej kuli.

Śmiał się ze mnie Diabli jak szliśmy na tego rengena, że czułam się bezpiecznie, a teraz się boję. On zahartowany w tego typu przygodach wie, jak to jest ja ci gips ściągną… Btw. nie chciałam tego ściągania, bo tamten już miałam wyślizgany i wyrobiony, zresztą ten mokry gips to zimny i nieprzyjemny przez pierwsze 2 dni, ale ponoć zrosty najlepiej oceniać na gołej nodze. Buuuu…. Lekarz, bo mu się awanturowałam, że nie chcę gipsu, zlecił wykonanie krótszego opatrunku. Był biały kozak, a teraz mam białego trampka.

Ale co najgorsze zdałam sobie sprawę w ciągu tej pół godziny „golizny”, że to dopiero początek. Boję się postawić tę nogę, zresztą ona słaba i trudno na niej polegać. Za czasów kiedy mieszkałam z bratem był taki piłkarz. Marek Citko, albo Marek Sitko. Złoty chłopiec budzący nadzieję na drugiego, tym razem polskiego, Maradonnę. I on miał jakąś kontuzję ścięgna. Nie wiem co teraz robi i czy wogóle gdzieś gra, ale wtedy po prostu zaczął się bać. Że ktoś go uderzy i znowu będzie niesprawny. Mały mówił: On już nigdy dobrze nie zagra

Do futbolu się nie wybieram, ale wiem o co chodzi z tym lękiem. Ech, pofatalizowałabym dalej, ale mąż mnie goni bym sobie drugą łydkę wydepilowała 🙂 Bo ten gips przez 5 tygodni to nieźle na porost włosów działał 🙂

Autorytety

Mając lat późno naście (16-17?) słuchałam, albo oglądałam program o autorytetach. Najpierw był słowotok jakiegoś mądralińskiego, a potem ludzie w ulicznej łapance. Kto jest dla Ciebie wzorem? Odpowiedzi były różne. Rodzice, papież, czyjś wujek albo chrzestny. Poszłam więc do kuchni do Lutki i z całą tą „mądrością” nastolatka zaczęłam prawić:

  • Wiesz, słuchałam właśnie program o autorytetach, gdzie na koniec pytali ludzi kto jest dla nich wzorem do naśladowania. Ludzie mówili, że papież, albo, że rodzice. I nie obraź się mamuś, bo wiesz, że bardzo Cię kocham, ale Ty nie jesteś dla mnie wzorem. Uważam, że wiele, rzeczy źle sobie układasz.

Lutka przewróciła kolejnego kotleta, upiła łyka gorzkiej herbaty, która towarzyszy jej od zawsze i zapytała:

  • A kto jest?
  • No, nie wiem… Ja chyba nie mam autorytetu. Sama dla siebie jestem wzorem.

I teraz, wiele lat później dochodzę do wniosku, że podziwiam moją mamę. Jest dla mnie wzorem, mam nadzieję, że nie niedoścignionym i że kiedyś uda mi się osiągnąć tyle co jej. Podziwiam jej drogę zawodową, próbuję naśladować jej zupy i domową organizację. Ale najbardziej imponuje mi jej elastyczność i zdolności adaptacyjne. Córka złamała nogę? Okej. Damy radę. Przyjedź z dziećmi. Przyjeżdża do nich córka kuzynki Krzycha, ojciec wybywa na Ukrainą, a Lutka mówi: Zajmę się nią. Po prostu bierze te kłody i przeszkody i przerzuca nie odczuwając najmniejszego dyskomfortu z tytułu ich pojawiania się.

Powiedziałam jej to. Nie sądzę, by tamto wyznanie, wiele lat temu było dla niej jakoś istotne, ale ja dla siebie potrzebowałam jej powiedzieć, że już tak nie myślę. Od dawna nie myślę. Choć i tak mam wrażenie, że milsze i ważniejsze jest dla niej, że wnuczek mówi do niej: Babci:)

Jaka będzie nadchodząca zima?

Jak w górach wieje halny, to u dziadków za oknami robi się ciemno. Trawnik na nowo pokrywa się liśćmi, wiatr wieje, deszcz zacina, a drzewa w pobliskim lesie pochylają się już od połowy… Przejrzałam więc prognozy i teorie co przyniesie nam pogoda przez najbliższe pół roku… 

Fauna twierdzi, że będzie trudno. Kury znoszą wielkie jajka bez skorupek, co podobno świadczy o tym, że pozbywają się resztek wapnia, bojąc się chowania młodych w mroźne miesiące a koty tyją. Flora przekonuje, że zima będzie łagodna, bo cebula zawiera mniej łusek niż zwykle. A prognozy meteo? Listopad i grudzień będzie chłodny, wietrzny, ale raczej bezśnieżny. Zima ma przynieść huragany, wichury, a nawet cyklony. To akurat nie jest dobre. Wilgoć, temperatura powyżej zera i wiatr, przez który będziemy odczuwali duży chłód to idealne warunki do rozwoju różnych choróbsk. Styczeń i luty będą zimne, a sucha i ciepła wiosna przyjdzie dopiero w połowie kwietnia. Zagraniczne prognozy meteo wspominają o tym, że wiatr, który owieje Europę aż po Mińsk to będzie El Nino, który sprawia, że zimy będą źle odczuwalne. 

Jak widać wszystkie te sygnały nie wykluczają się nawzajem. Ziemia może być ciepła, więc rośliny zakopane w niej, się nie bronią, ale to co będzie na powierzchni będzie nieprzyjemne. Czeka nas zima nie miło-śnieżno-przyjazna, a porywająco-zaciągająca. Rajstopki dla całej trójki już mam, buty też, tylko czapki trzeba uzupełnić!

<><>

  • Mamo…
  • Tak Łuczku?
  • Czy myślałaś już w jakim domu będę mieszkać jak będę dorosła?
  • A jaki mam wybór?
  • No wiesz… W naszym domu, czy w domu babci?
  • A może wybudujesz sobie własny dom?
  • O tak! Nie musi być duży, ale musi mieć duży taras.
  • Duży taras?
  • Tak. Żebym mogła wychodzić do ogrodu.
  • To będzie piękny dom!

Och nie! Tylko znowu nie o klockach!

A jednak 😉 Bo są niesamowite. Znalazłam u Krzycha Lego-folder z początku ’80. Na sześć grup klocków tylko w dwóch pojawiają się dziewczynki. Bobas bawiący się duplo (a to wtedy były takie klocki-klocki) i dziewczynka przy Fabulandzie. A dziewczynki przecież klocki uwielbiają! Mało tego, one są przydatne przy różnych rzeczach. Taka np. Łucja, która obgryzała paznokcie pokonała nałóg dzięki temu, że ma stale zajęte dłonie. Gapi się w telewizor, albo zamyśla i zaczyna budować. Bo przecież cały czas budujemy. I to nie duplo, bo to zostało w domu, ale małe Lego, które gromadzimy u dziadków. Buduje i Łucja, i Lila i nawet Mieszko! Po świętach pewnie przerzucimy całość klocków do nas.

Uważne oko dostrzeże, że użytkowane są nie tylko Friendsy i City,ale też starsze serie. Fabuland, pierwsze Legoland (ludziki mają nieruchome nogi i ręce) i nie LEGOwe Hello Kitty. Tych ostatnich zresztą nie polecam. Są z twardszego plastiku i elementy niekoniecznie do siebie pasują. A w Lego można liczyć, że czy to długi element, czy figurka, wszystko jest idealnie wyliczone. Ale to też się rozwijało, bo w starszych seriach tak jeszcze nie było… Gdybym chciała połączyć Fabuland-owe części w motorze: podnieść miejsce na nogi i długą płytką połączyć z fotelem(by stworzyć długą kanapę), to się nie uda. We współczesnych seriach takie coś nie miało by miejsca. 

Przy okazji w posiadanych klockach odkryłam „kolekcjonerski rarytas” 🙂 Komplet Kitchen z serii Homeland, który wyszedł w 1973 roku i posiadał 212 części (tu). Krzycho przywiózł mi go ze Stanów ok 1979 i podejrzewam, że po prostu zalegał w jakimś sklepie. Co ciekawe figurki w Homelandzie były przed pojawieniem się klasycznych znanych nam dziś ludzików. Nazywano je maxi figs i głowa była połączona z górą częścią tułowia. Włosy miały dwie opcje i były ściągane. Fryzura męska miała elegancką grzywkę (tata), ale jeśli się ją zdjęło i założyło tyłem do przodu to powstawała zadziorna grzywka (syn). Na początku ’70 (a co ciekawe nie jest znana data pojawienia się serii!) do zestawów zaczęto wprowadzać małe ludziki z ruchomymi nogami, które uosabiały małe dzieci i niemowlaki (w tym zestawie też taki był). A pierwszy samodzielny mały ludzik jako bohater dorosły to policjant w zestawie z 1978. Na stole w tym zestawie stały dania: płytki z pomalowaną na nich potrawą – jajko sadzone ze szpinakiem (nie zachowały się). Pojedyncze elementy Homeland można znaleźć w necie i ceny są naprawdę niezłe 🙂 Co nie zmienia faktu, że w naszym zestawie dziecięcych klocków zostaje. Niech się dzieciaki z „antykami” oswajają 😉

<<>>

Dziewczyńskie zabawy (vol 2 😉

Lilka wchodzi do szafy, Łucja przed lustrem poprawia włosy i pyta:

  • Lustereczko powiedz przecie kto jest najpiękniejszy w świecie?

Lilka z szafy recytuje:

  • Tyś królowo najpiękniejsza, ale Lilianka jeszcze piękniejsza.

Łucja rozsuwa drzwi i krzyczy:

  • LILA!!! NIE!!! JESZCZE RAZ!

I zasuwa, więc zabawa trwa dalej 🙂

Słodki liŚciopad

Luda mawiała o Łucji: сладкоешка. Bo tak jak ona wyszukuje słodycze po domu, to nikt inny tak nie potrafi. Przy czym wie, w których domach warto szukać. My radzimy sobie z tym tak, że po prostu nie kupujemy. Nie to, że zabraniamy całkowicie, bo wata cukrowa, czy lody, czy ciacha, czy nawet cukierki od czasu do czasu są dostępne. Natomiast w trybie codziennym po prostu nie kupujemy i panna wie, że myszkowanie nic nie da. Za to u dziadków słodycze są. Lutka by mnie przekonać, że Łucja zje kanapkę kupiła nutellę. I kolejnego dnia słoik „mutelli”, jak to ją dziewczyny nazywają zniknął. I wczoraj Lutka słoik znalazła. PUSTY 🙂 Za firanką 🙂 Lilka twierdzi, że Łucja zjadła sama, a tłumaczy to brak apetytu jednego dnia. 

Rozmawiałam o tym z pediatrą dzieciaków i uspokojono mnie 🙂 Podobno wszystko jest teraz dosładzane, a cukier powoduje uzależnienie. Im więcej go jesz, tym na większą ilość masz ochotę. Jego brak, albo ograniczanie może powodować rodzaj głodu, przez co dzieciaki niedostające słodyczy są rozdrażnione. Więc wielkie uff i jeszcze większa konsekwencja!

<><>

Śnieg stopniał i babcia zabrała się za listopadowe (liścio-pad) grabienie liści. Pomagały jej wnuki, które obserwowały wiewiórki na drzewach.

Początkowo pomagały, a potem okazało się, że to one potrzebują ciągle pomocy.. Bo np. Mieszko zgubił buta 🙂

Babcia zmyła się więc do domu, a dzieciaki zajęły się zabawą same. Btw. dom, który można obejść tworzy zupełnie nowe warunki gier polowych. Można chodzić w kółko, można obserwować wyziębione dżdżownice, które omyłkowo wydostały się na powierzchnię, albo się szukać (chodząc również w kółko). Dziś Łucja przeprowadziła także rekonstrukcję zdarzeń przed rodzeństwem… To tu mama się wywaliła! :)))

 <><>

Łucja z Lilką grają w szachy. Przesuwają figury na kolejne pola i co chwila zmieniają zasady. W końcu Lilka pyta babcię:

  • A gdzie jest kostka?

Dzień wspominek

Genezą Zaduszek były uroczystości pogańskie. Jak w ogóle palenie świeczek na grobach. Ogień miał odstraszać złe duchy, a zmarłym pokazywać drogę w zaświaty. A pamiętacie Dziady? Palenie ognisk na skrzyżowaniach dróg i leśnych duktach? Odprawiane po to by nawiązać kontakt z duszami zmarłych i by pozyskać ich przychylność. Odprawiano jest 2x w roku, wiosną i jesienią. Jeśli jesienią to w pierwszą listopadową noc zwaną właśnie Zaduszkową. 

<><>

Dziewczyńskie sny

Lilka: Śniło mi się dziś, że siedziałam na ziemi. Z nieba spadały gwiazdy, a ja trzymałam na kolanach białego króliczka. Było pięknie! (Matrix? 😉

Łucja: Śniło mi się, że płynęliśmy łodzią. I łódź zaczęła tonąć. I Lila była pod pokładem. I tata nas wszystkich uratował. 🙂

Tymczasem na południu Polski…

 

Jako dziecko uwielbiałam biegać po cmentarzu w mieście chrząszcza. Ganialiśmy się z bratem, wszędzie świeciły się światełka, a dorośli rozmawiali o szkolnych czasach. Maczaliśmy palce w wosku w świeczkach i wracaliśmy z rodzicami do domu babci na ciepłą herbatę. Zawsze było jakieś ciacho i chyba zawsze zostawaliśmy tam na noc. I cieszę się, że tak to się to w tym roku wyszło, że udało mi się tam zabrać dzieciaki 🙂

No dobra 😉 Mieszkowi było wszystko jedno, Łucja marudziła, że ją bolą nogi, ale Lilka była zachwycona. Późniejszymi ptysiami zresztą też 🙂

Smakołyków było zresztą więcej… Okazało się, że znalazłyśmy w ogródku krzew z malinami z nieoberwanymi owocami! Może nie były jakoś super słodkie, ale były! 🙂

I jeszcze w bonusie fragment tej co dziś jako jedyna nigdzie dziś nie poszła 😦

Ale i tak spędziła wspaniały dzień :)))