Dziś cała Polska biegnie. Od kilometra do 15 km, od Legnicy po Białystok, od Zakopanego po Gdynię. Niektóre biegi mają po 50-60 zawodników, inne po parę tysięcy. Ważne, że biegną. Dzieci, dorośli, regularni i weekendowi biegacze. Jest narodowy zew na start, więc pobiegł i Diabli. Nie mogę go jeszcze dziś coachować tak jak planowałam, ale duchem jestem na trasie. Diabli postawił mi za przykład żonę Agenta Van Aldena z Zakazanego Imperium, która nocami zachęcała męża by był lepszym sprzedawcą, ale biorąc pod uwagę jak jej mąż nie wytrzymał presji zawodowej i przypalił żelazkiem twarz koledze w pracy dochodzę do wniosku, że we wszystkim musi być umiar 🙂
Mój doping ograniczył się więc do propozycji śniadaniowej. Chciałam mu zrobić energetyczną jajecznicę, ale okazało się, że maratończycy mają jadać przed biegiem lekkostrawne kanapki z dżemem popite herbatą. No nic, wrąbie więc pewnie junk-fooda zaraz jak dotrze na metę.

