Późna jesień to tradycyjny okres bitwy o kołdrę. Diabli zawija się jak roladka, a sytuację pogarsza dochodzący Mieszko, którego kładę pomiędzy nami. I ponieważ w takiej konfiguracji ja nie mam zupełnie czym się przykryć, kładłam się w nogach, tak trochę po przekątnej… Dwa tygodnie temu Diabli wyjął drugą kołdrę i od tamtej pory ciało do ciała do nie przylega. Ponieważ rozwiązanie nie odpowiada żadnemu z nas, zakładamy że rozwiązanie jest tymczasowe, aczkolwiek nic innego nam do głowy nie przychodzić.
Są rzeczy, które warto mieć wspólne. Zawsze mnie zdumiewały pary, gdzie wszystko jest podzielone. Osobne konta i jedno wspólne, z którego pobierane są środki na opłaty i jedzenie, osobne telewizory i rodziny, gdzie każdy siedzi w swoim świecie, ale nie da się ukryć, że pewne rzeczy lepiej mieć własne. Btw. nigdy nie zapomnę z dzieciństwa kłótni rodziców, kiedy Krzycho używał dwóch konstrukcji. Pierwsza jak wypominał Lutce gdy coś zrobiliśmy: Te Twoje dzieci….! A druga, gdy czegoś szukał i zarzucał mamie: Gdzie są NASZE kalesony??!!
WSPÓLNE
- Kołdra – można kupić większą, albo okrywać się jedną narzuconą na drugą, bo małżeństwo to nie jest dwóch kolegów z pracy położonych w jednym łóżku na delegacji z braku większej ilości pokojów w hotelu.
- Telewizor – u nas na razie jest zdominowany przez dzieci, ale jeśli nawet w takiej sytuacji są plusy, gdy Diabli ogląda z dziećmi bajki (lubi „Super Piątkę”, czy historię drużyny koszykówki)
- Rozliczenia – wydaje mi się, że w prawidłowo działającym małżeństwie jeśli żona mówi do męża: kupmy Ci w końcu jakąś kurtkę, on podobnie zauważy, jeśli uzna, że ona czegoś potrzebuje. Raz jedno robi zakupy, raz drugie. Nie lubię myślenia o pieniądzach i ciągłe ustalanie kto za co i komu męczyło by mnie.
- Auto – w układzie jaki przerabialiśmy, że obie osoby dorosłe są w domu, jedno auto wystarczy. Nie mam problemu z dzieleniem się, nie emocjonuje mnie czy mi ktoś naśmieci, czy obdrapie o słupek (to na ogół robię ja). Dwa auta są przydatne logistycznie, ale nie jest to coś czym nie można się dzielić.
OSOBNE
- Laptop – mamy wspólny i nie znoszę tego. Nie znoszę zaglądania do mojej skrzynki, a Diabli nie znosi sprawdzania na jakie strony wchodził (TO NIE WCHODŹ! 😉
- Komórka – to z założenia jest rzecz prywatna. Jak majtki. Krzycho ma zwyczaj odbierania innych komórek i nie idzie mu wytłumaczyć, że tego się nie robi.
- Konta – nie ma to nic wspólnego z rozliczeniami. Po prostu są sytuacje gdy chcemy coś kupić. Ot chociażby prezent i warto by każdy miał jakąś przestrzeń, która jest nie ujawniana.
- Szafy – to jest temat rzeka… Trzeba mieć po prostu własną, by się nie licytować czyje ubrania zajmują więcej 😉

Mówię do Łucji:
- My jesteśmy taką super piątką! Nasza rodzina jest jak drużyna koszykówki!
- Nie. Bo tam jest jeszcze trener!
