Ponieważ wiecie, że lubię szukać dobrych stron tam gdzie ich na pierwszy rzut oka nie widać, podsumowanie co dobrego miałam z mojej „gipsowej przygody”.
- My. Od momentu kiedy postanowiliśmy, że budujemy wiedzieliśmy, że musimy coś dla nas samych zrobić. Plan
- a) był taki, że lecimy we dwójkę do Wenecji. Ja odstawiam Mieszka, kupujemy kalosze i w listopadzie, w sam środek aqua alta lądujemy we Włoszech. Słuchamy kiedy ryczy syrena sygnalizująca nadejście fali, brodzimy po zalanych placach, jemy pasty i przytulamy się w wilgotne noce. Ale OLT Express jak wiecie zbankrutowało pozbawiając miliony Polaków szansy na tanie dotarcie do słonecznej Italii.
- b) wymyśliliśmy więc plan kolejny: że jedziemy na winobranie na Węgry. Szlakiem Tokaju i Egeru. Wnuki po drodze zostają u dziadków…
- c) a potem pojawił się plan c, chyba zresztą najbardziej realny, że kupujemy na grouponie romantyczny wyjazd dla dwojga do jakiegoś dolnośląskiego Spa.
Wszystkie warianty zaplanowane były na listopad, a jak wiecie w ten miesiąc i tak by nic z tego nie wyszło. Mieliśmy natomiast dwa miesiące w domu. I było absolutnie idyllicznie. Bezkonfliktowo, ze wspólnymi śniadaniami, urządzaniem i planowaniem. Terapia doskonała.
- Poczucie, że jest tyle osób które chcą mi pomóc. A mówiąc tylko o trzech najmniejszych: Łucja, która była ogromnym wsparciem. Odbierała telefony, przynosiła mi laptopa jak był na innym poziomie, roznosiła talerze z jedzeniem i sprzątała. Mieszko, który nie uciekał a jak zrobił kupę to przychodził i to komunikował (pappa). Następnie szedł do łazienki i stawał koło wanny czekając aż przyjdę, wstawię go do środka i umyję. Podawał mi też kule jak chciał, żebym z nim gdzieś poszła. I Lila, która również była pomocna, aczkolwiek chwilowo nie przychodzi mi do głowy żaden przykład.
- Plecy. Przestałam się garbić. Nie da się poruszać o kulach zgarbionym. Łopatki muszą być ściągnięte do tyłu. Inaczej nie da się dobrze wybić. Całe lato nosiłam pajączka i efekt nie był tak zaskakujący. Nie wiem czy uda mi się to utrzymać, ale na razie jestem prosta jak struna 🙂
- Brzuch. Dobiję Was jeszcze bardziej 😉 Nie mam tej poporodowej fałdy, co to myślałam zostanie już ze mną na zawsze. I to też zasługa kul. Czy kojarzycie takie urządzenie z siłowni na którym podpiera się rękami i łokciami? I podnosi się nogi do przodu? Podobnego rodzaju ruchy wykonuje się chodząc o kulach. Zresztą to nieustanne kucanie też nie było złe, chociaż nie lubiły tego moje kolana.
- Cera. Zastrzyki, które dostawałam co wieczór miały kilka pozytywnych efektów ubocznych. Krew krążyła szybciej, więc nie tylko nie było mi zimno (za to jest mi teraz jak je odstawiłam), ale też dotlenione zostały wszystkie zakątki mojego ciała. Przez cały okres brania zastrzyków nie musiałam używać korektora po oczy, bo sińce po prostu zniknęły.
- OdPIMPowana chata. Pomijając remonty znudzony Diabli przywiesił wszystkie stojące gdzieś obrazki, zamalował każdą plamkę na ścianie, przykleił każdą brakującą listwę i zamocował wszystkie półki i wieszaczki. Gdyby było lato pewnie by poprawił kostkę przed domem i pomalował pergolę 😉

