-Matka Teresa 🙂
Dzisiaj rano do swojego kraju wróciła jedna moja dość odległa kuzynka. Po 32 latach, osiągnąwszy 40-stkę postanowiła odwiedzić kraj swojego dzieciństwa. Ze względu na dzieci i moją nogę byliśmy zwolnieni z obowiązku opieki nad nią, ale na jeden obiad do nas ją przywieziono. Jej wrażenia z 10 dniowego pobytu są wielką niewiadomą, ale ponieważ okazał się to być typ wyjątkowo skomplikowany, mam inną refleksję.
Wpływ rodziny i rodziców na osobowość człowieka jest gigantyczny. Nie da się stworzyć człowieka przystosowanego jeśli się w niego nie inwestuje. Nawet nie środkami, a zainteresowaniem i wzorcami. Jeśli kobieta mając w życiu jako jedyną stałą dziecko, postawi na poszukiwanie miłości i mężczyzny idealnego, a nie na dbanie o tą mikro rodzinę, którą już ma, to dzieje się katastrofa.
Ludzie się czasem rozstają. Nie wiem co sprawia, że jedni są razem, inni nie wytrzymują tej codziennej prozy. Kiedyś sądziłam, że przyciągają się podobieństwa. Że musi być przynajmniej jedna wspólna, niekoniecznie pozytywna, cecha. Jak to mawia Gabi Solis o swoim związku z Carlosem: To co mamy nie jest ładne, ale działa (s08e10). Ale ostatnio rozstała się jedna bliska nam para, która właśnie wydawała mi się idealnie dopasowana… Lecz co najważniejsze, tam gdzie są dzieci wybaczenia i elastyczności musi być dużo więcej. Bardzo podoba mi się model amerykański, gdzie rozstający się rodzice wyprowadzają się z domu i dochodzą wahadłowo w dni opieki nad dziećmi. Dzieci są jedynymi stałymi rezydentami domu. Ale taki wariant wymaga dużo dobrej woli.
Jedna znana mi psycholog powiedziała mi na początku tego roku: Podstawowym błędem kobiet jest, że patrzymy na siebie jako połączone z kimś. Ja i dzieci, ja i rodzice. Zawsze jesteśmy w bańce z kimś innym. A powinnyśmy tak jak mężczyźni wyobrazić sobie siebie w takiej wysokiej tubie, w której jesteśmy same. Ale ona nie miała racji. Właśnie poznałam przypadek osoby wychowanej przez kobietę w solo-tubie. I było to nie było dobre.
