Must Do

Cały czas układam sobie w głowie co też zrobię jak już będę sprawna. Nie tylko bez gipsu, ale taka jak przedtem. I im bliżej końca tym lista powiększa się o więcej rzeczy. Zapiszę je sobie i pewnie coś będę sobie jeszcze później dodawać.

  1. Kosmetyczka -> moje brwi. Wiem, że można sobie samemu z tym poradzić, ale ja nie potrafię. Boli, krzywo i nierówno. A tak podjeżdżam lub zachodzę, na ogół z jakimś dzieckiem pod pachą, 5 minut i gotowe.
  2. Wizyta w sklepie z mydłami. Chętnie wybiorę się tam z Łucja, której to obiecałam. Chodzi o to, że czas jakiś temu zakochałam się w mydle marsylskim (polecono mi i mogę teraz śmiało polecać innym). Jest wybitne, ale ma średni zapach, który zdominował całą łazienkę.
  3. Ciasto. Upiekę ciacho. Jakieś super. Może tego snikersa, co go robiłam już parę razy?
  4. Spacer z wózkiem. Chce mi się chodzić. Poczuć na udach chłód jesieni i się schodzić.
  5. Zakupy. Zrobię sobie duże zakupy. Takie bez listy zakupowej. Nawet jak nie będzie na niej bakłażana, a akurat mi się spodoba, to sobie kupię 🙂 I papiery pod choinkę w dużych ilościach :))
  6. Bank. Potrzebuję wyrobić sobie przedpłaconą kartę. Po co mi kolejna karta? Otóż jak byłam u rodziców i tak się snułam po necie trafiłam na strony travellersów i łowców tanich lotów. I na jednej było info o weekendowych- jednodniowych lotach. Takich, że lecisz i tego samego dnia wracasz. I ceny były właśnie takie mega, mega-mikro. Tyle, że by je kupić w tej cenie trzeba używać specjalnych, zwolnionych z opłat rezerwacyjnych kart. I mój bank taką właśnie kartę, współpracującą w Ryinaem posiada. A wymyśliłam, że kupię Diablowi taki wyjazd dla niego i dla jego kumpla, na piwo do Corku. Albo gdzieś do Szkocji. Rano poleci, wieczorem wróci 😉