Cały czas układam sobie w głowie co też zrobię jak już będę sprawna. Nie tylko bez gipsu, ale taka jak przedtem. I im bliżej końca tym lista powiększa się o więcej rzeczy. Zapiszę je sobie i pewnie coś będę sobie jeszcze później dodawać.
- Kosmetyczka -> moje brwi. Wiem, że można sobie samemu z tym poradzić, ale ja nie potrafię. Boli, krzywo i nierówno. A tak podjeżdżam lub zachodzę, na ogół z jakimś dzieckiem pod pachą, 5 minut i gotowe.
- Wizyta w sklepie z mydłami. Chętnie wybiorę się tam z Łucja, której to obiecałam. Chodzi o to, że czas jakiś temu zakochałam się w mydle marsylskim (polecono mi i mogę teraz śmiało polecać innym). Jest wybitne, ale ma średni zapach, który zdominował całą łazienkę.
- Ciasto. Upiekę ciacho. Jakieś super. Może tego snikersa, co go robiłam już parę razy?
- Spacer z wózkiem. Chce mi się chodzić. Poczuć na udach chłód jesieni i się schodzić.
- Zakupy. Zrobię sobie duże zakupy. Takie bez listy zakupowej. Nawet jak nie będzie na niej bakłażana, a akurat mi się spodoba, to sobie kupię 🙂 I papiery pod choinkę w dużych ilościach :))
- Bank. Potrzebuję wyrobić sobie przedpłaconą kartę. Po co mi kolejna karta? Otóż jak byłam u rodziców i tak się snułam po necie trafiłam na strony travellersów i łowców tanich lotów. I na jednej było info o weekendowych- jednodniowych lotach. Takich, że lecisz i tego samego dnia wracasz. I ceny były właśnie takie mega, mega-mikro. Tyle, że by je kupić w tej cenie trzeba używać specjalnych, zwolnionych z opłat rezerwacyjnych kart. I mój bank taką właśnie kartę, współpracującą w Ryinaem posiada. A wymyśliłam, że kupię Diablowi taki wyjazd dla niego i dla jego kumpla, na piwo do Corku. Albo gdzieś do Szkocji. Rano poleci, wieczorem wróci 😉

