Ileż to metrów nitki można dać do zrazów…

Czytałyśmy sobie z Lutką wywiad z Perfekcyjną Panią Domu. Najpierw ja przekartkowałam wyznania w stylu: „…nie mogę zasnąć jak obrazek krzywo wisi na ścianie…” i mówię: Beznadziejna. Jej mąż ma przechlapane. I dałam gazetę mamie. Lutka spojrzała na chybił trafił i trafiła na: „…U nas w domu jest same zdrowe jedzenie. Żadne buraczki z mielonym…”. I też mówi: Durna baba, tak jakby myślała, że dobre buraczki to łatwo zrobić! Sałatkę z fetą to łatwo.

I rzeczywiście. Ta nasza narodowa kuchnia nie jest łatwa. Rozmroziłam dziś wielki kawał polędwicy wołowej. Zawsze jak wyjeżdżam od rodziców to Lutka otwiera zamrażarkę i pyta: Mam trochę za dużo mięsa. Dać Ci coś? I ja dyplomatycznie mówię: Wszystko co Ci zbywa dzięki czemu mamy składniki na wyjątkowe dania… A więc polędwica… Z części zrobiłam rewelacyjnego boeuf strogonowa (miało być na dwa dni, ale poszło naraz) i zrazy. Tyle, że jak poowijałam je tą nitką, to potem nieszło tego rozwinąć :))