- Już zapakowana?
- Jeszcze nie. Rano prasowałam, więc jeszcze looknę na pogodę.
- Pożycz mi jakąś książkę na wakacje z biblioteki.
- Ok. Słuchaj jest jeszcze jedna.
- Kto?
- No, mysz.
- Skąd wiesz?
- Rano jak siedziałyśmy sobie tak cichutko z Łuczynką to ktoś urządził mega raban w gospodarczym. One są głośne.
- No to kupimy te łapki.
- Ale to po powrocie.
- Pewno, że po powrocie. Na razie rozstawmy buty.
- Mój twardziel! 🙂
Jak by tych atrakcji na dzisiaj było mało złapałam gumę. Coś mi tak łopotało, a jak podjechałam pod pralnię to facet mówi, że mam mało powietrza. I że on by już dalej nie jechał i od razu na zapas zmieniał. Więc ja w te pędy do wulanizatora i wyjęliśmy z opony śrubę wielką jak do mebli ogrodowych!
Mam nadzieję, że to już koniec niespodzianek, bo muszę się w końcu zapakować! O 5 rano ruszamy na Wielkopolskie jeziora. W rodzinne strony Krzycha, z dziadkami w komplecie! Powrót za tydzień. Z netem może być krucho, ale z jeden wpis powinnam dać radę po drodze zrobić! 🙂
