Free Miki

W niedzielę zadzwoniłam do Diabla:

  • Jak droga? Jak w domu?
  • Mamy mysz.
  • Jak to MAMY mysz???
  • No wróciłem do domu i podniosłem namiot dziewczyn, ten który stoi na środku, a pod nim siedziała mysz. Najpierw myślałem, że to ich zabawka, bo taka ładna i szara. Nawet się zdziwiłem, że mają coś tak niezniszczonego, więc chciałem ją podnieść. A ona uciekła pod pianino.
  • Jedna jest?
  • Chyba tak.
  • One zawsze są parami.
  • Super, będziemy mieli małe myszki! Dziewczyny się ucieszą!
  • Musisz ją do jutra zabić.
  • Okej. Czy Ty widzisz jakie nasze córki są niesamowite? 
  • Widzę.
  • Nie nie widzisz. Jesteś z nimi na co dzień i tego nie zauważasz. One tak tańczyły dzisiaj jak nikt!
  • Mhm. Musisz ją zabić.
  • Kogo?
  • No MYSZ!!! Kupić łapkę i zabić. Gdzie ona teraz jest??
  • Oglądamy sobie telewizję.
  • MY??? To już się zaprzyjaźniłeś z nią???

Zreferowałam sprawę Lutce. Ta poradziła bym zadzwoniła do brata, bo on jakieś ekologiczne łapki rozstawiał. Dzwonię więc:

  • Cześć Mały.
  • Cześć.
  • Słuchaj mamy myszy.
  • Ale gdzie?
  • No w domu. Moim. Mama mówi, że Ty miałeś jakieś niezłe łapki.
  • Tak. Takie klatki. Mysz do nich wchodziła i się zamykało.Potem wypuszczaliśmy je na pole. One nawet skuteczniejsze niż te mechaniczne. Bo z tamtych to mysz potrafiła ściągnąć jedzenie i uciec. 
  • No pamiętam. A gdzie Ty je kupowałeś?
  • W Obim chyba… Tak, napewno w Obim.
  • A dobrze pamiętam, że one zawsze parami są?
  • Zawsze jest więcej niż jedna. Ale to nie ich pora. One na jesieni się schodzą.

Do tego momentu historia jest sielankowa. Ot, uroki życia na wsi, pokazujące, jak bardzo potrzebny jest człowiekowi kot mruczący głośno niczym silnik Disla. Nawet sobie sprawdziłam czy mam na trasie jakieś OBI, do którego mogłabym zajrzeć. A potem wyobraziłam sobie jak we wtorek rano idziemy z dziewczynami na pobliskie pole i wypuszczamy myszkę w świat.

Wczoraj jak wiecie wróciłam. Z duszą na ramieniu weszłam do domu (gdyby mi wyskoczyła jak wnosiłam karton z talerzami było by po nich), lecz założyłam, że ultradźwięki jakie wytwarzają dziewczyny i tupot jaki tworzy Miecho, sprawi, że każda szanująca się mysz, schowa się i nie raczy wyjrzeć do póki nie nastąpi spowrotem cisza.

Potem Diabli wrócił z pracy, chwilę pogadaliśmy, on puścił mi na lapie kilka kawałków (Klata, plecy, barki oraz dysko-błysko Cze Cze Re)

  • Jak znalazłeś ich na youtubie? Wklepałeś jak słychać?
  • Nie, ale tak też znajdziesz. Nieźli są, nie? To musi być nieźle zabawowy kraj ta Brazylia.
  • No. Drugi hit w tak krótkim czasie!
  • Dobra, jadę do tego Leroya po łapkę. 
  • Ja położę dzieci spać w tym czasie.
  • Kupię też żółty ser.
  • Po co?
  • Do łapki.
  • Myszy nie jedzą żółtego sera. Je się łapie na boczek. Boczku nie mamy więc położymy kiełbasę.
  • Kiełbasę?! Myszy lubią ser! Widać, że nigdy nie oglądałaś Tom&Jerry!
  • A Ty nigdy nie łapałeś myszy.

Pojechał. Kilka minut później zadzwonił:

  • Od dziś możesz mnie nazywać Pogromca Myszy.
  • Co się stało?!!?
  • Zabiłem ją.
  • Ale jak???
  • Jak wychodziłem to nałożyłem buty. Poczułem taki dyskomfort, jakby coś tam było. Więc pod sklepem zdjąłem buta, by go wytrząsnąć. Wkładam rękę a tam jakieś futerko… Wyślę Ci mms-a.
  • O Boshe…. Musimy kupić Ci nowe buty.
  • Dlaczego?
  • Nie możesz chodzić w takich pokrwawionych.
  • Tam nie ma krwi. Ona się udusiła.
  • Mogłeś tego nie mówić…

Czy słyszeliście kiedyś o równie przerażającym sposobie eksterminacji myszy????