
Wiele lat temu na naszym ślubie, w wielkim pudle od mojej chrzestnej, znaleźliśmy talerze. Właściwie cały komplet na 12 osób. Kwadratowe, z miseczkami, wazą i półmiskami (tu ich było kawałek widać). Nowoczesny, ale ładny. Z takimi prezentami jest tak, że w pierwszej chwili myślisz, że sam kupiłbyś sobie inne, ale już po miesiącu doceniasz, że był to naprawdę świetny upominek. I przez te sześć lat naprawdę nam się przydawał. Tyle, że trochę się już zdekompletował i poobtłukiwał. Od jakiegoś więc czasu planowaliśmy z Diablem, jakie będą kolejne talarze… Oboje byliśmy zgodni, że mają być okrągłe, klasyczne i może w kwiatki?
Zabrał mnie wczoraj Krzycho do słynącego z porcelany Ćmielowa. Jest tam sklep fabryczny i sklep wyprzedażowy… Z końcówkami serii i całymi partiami, które były wycofane, bo w kilku egzemplarzach były skazy. Kupując należy więc dokładnie obejrzeć kaaażdą sztukę… Punktem jestem zachwycona, bo kupiłam tam komplet w kwiatki! Dokładanie taki na jaki od dawna miałam ochotę! Talerze, sosjerkę i dzbanuszek. Była jeszcze cukiernica i waza od kompletu, ale uznałam, że one akurat nie są mi potrzebne. Lutka twierdzi, że latem i tak tam wszystko jest przebrane i jechać trzeba zimą. Pojadę więc i wtedy! 🙂


Na fali zakupowej wzięłam też dwa półmiski z innych serii. To jest coś ciągle jest mi potrzebne! :))

<><><>
Serial „Glina„. Jeden do drugiego:
- Chcesz kanapkę? Dobra. Z szynką. Żona mi zrobiła.
- To Ty masz żonę?
- Tak. A Ty nie?
