Na końcu języka

Z łatwością mogę sobie wyobrazić tęsknotę za jakimś smakiem. Dania stałe pomińmy, i przy upałach skoncentrujmy się na napojach. Goryczką piwa, jakie wciągają spragnieni mężczyźni, albo zimną herbatą, której nie sprzątnęliśmy po śniadaniu. Pamiętam jak mając lat naście pijałam pokrzywę. Albo to jakiś bratek był. Albo dziurawiec. Na cerę. Wiele miesięcy. I to jak wracałam ze zdanego egzaminu na prawo jazdy. Był początek lipca i było gorąco. Szłam od dworca, bo zdawało się wtedy w miastach wojewódzkich i marzyłam, że jak wejdę do domu to wypiję moją zimną, rano nie dopitą ziołową herbatkę. Szłam i język mi aż cierpł, jak wyobrażałam sobie jak będę ją pić.

Ostatnio takie uczucie miałam na Kurpiach. Serwują tam piwo kozicowe. Smakowo to taki rozgazowany kwas. Zobaczyłam te żółte baniaki i też mi język aż fikołka wywinął wspominając jak to smakuje.

Próbuję w sobie znaleźć jakąś pitną fantazję, ale przy tych upałach nawet tyle nie umiem z siebie wykrzesać… Za to błądząc po akcesoriach basenowych fajny obrazek znalazłam 😉