Lutka zwykła zastrzelać mnie i brata niektórymi swoimi rozważaniami. Np. zawsze dziwiła się urodzie dzieci jednych ich znajomych. Oboje niby normalni, Jola całkiem ładna, Benek taki jak to facet, a dzieci im takie nieciekawe wyszły... Tłumaczyliśmy: wyszły jak wyszły. Są zwyczajni. I komentowaliśmy to potem między sobą, że czepia się ta Lutka…
Minęło troje dzieci później i też mnie to zaczęło zastanawiać. Patrzysz czasem na rodziny i myślisz, co sprawia, że jedni mają ładne dzieci, a inni takie przeciętne? Oboje zwyczajni, a dzieci doskonałe. Patrzysz na elementy: nos chyba po niej, a budowa ciała po nim… Ale skąd ten efekt?? Albo w drugą stronę… Mamy np. w przedszkolu parę. Ona jest oszałamiająca. Efektowna, proporcjonalna i robiąca wrażenie absolutnie na każdym. On jest też niczego sobie. A dzieci? Może, nie to że brzydkie, ale takie – takie … zwyczajne…
Przy tych wodnych atrakcjach oglądasz obce dzieci w pełnej krasie. Btw. nie wiem czy to już jest zboczenie, ale wspaniałe jest patrzenie na takich małych golasów. I znowu tak sobie próbujesz znaleźć jakiś klucz.
Wiele lat siedziałam w jakimś namiocie na plaży w Ustce. Wiało, gorąca herbata parowała i wogóle nie czuło się lata. To jeszcze z ex było. I biegła plażą trójka ładnych dzieci. Ja wogóle nie miałam wtedy fazy na dzieci, ale mówię do niego:
- Ale ładne dzieci.
- To moje. Twoje są te grube tam.
- Ha, ha, ha.
Zawsze chciałam mieć ładne dzieci. Ale chyba wszyscy chcą. Więc jak to jest rozdzielane???
<><>
- Mamo?
- Tak Łuczku?
- A nie chciałaś mieć czwórki dzieci? Mogłabyś je nazwać Nikola i Nikolas i Wiktor i Wiktoria.
- No, nie pomyślałam 🙂
