I znowu wakacje!

Strasznie będziemy mieć poszarpane te wakacje. Grafik pomiędzy poszczególnymi wyjazdami będzie wzbogacony jakimś konsultacjami lekarskimi dla dzieciaków, a i same wyjazdy  będą krótkie. Za nami już wizyta u dentysty (Łucja zrobiona, Lilce jeszcze coś tam zostało) i dzisiejsza u okulisty (obie panny ok, choć Lilę trzeba pod koniec roku ponownie sprawdzić). W środku lata będzie jeszcze ortopeda  i fizjoterapeuta Łucji, laryngolog i dentysta Lilki, pediatra i bilans sześciolatka, szczepienie Mieszka i jeszcze coś tam. 

Fajnie by było jeśli dalibyśmy radę zrobić przeróbkę pokoju dziewczyn, a z całą pewnością trzeba wyprowadzić z dorosłej sypialni Mieszka. Wisi nad nami nieśmiertelna szafa i koniec z remontem poddasza.

Pierwszą turę zaczynamy od wizyty u dziadków. Idzie fala upałów, więc poleżymy sobie nad jakąś rzeką. Wyjazd dobrze nam zrobi, bo poimprezowo mamy taki sąsiedzki foch. Że nie było na naszym party czyichś dzieci. Nie działa argument, że chociaż nazywało się to Powitanie Lata, to było imprezą pożegnalną Łucji z jej przedszkolną grupą. Chciałam tak załagodzić i zapraszałam sąsiadów na 16-stą po przetoczeniu się głównej stonki, ale Diabli miał rację, że o 16-stej to już imprezy nie było. Niedobitki nie odebrane jeszcze przez rodziców leżały bezsilne w namiotach w ogródku i zabawy nie było już żadnej 😉

Co by nie było jutro musimy wyruszyć wcześnie. Biometr pewnie będzie słaby, ale pogodynka zapowiada ponad 30 stopni na cała Polskę. Sprzęty po imprezowe już oddane, a audiobooki na podróż pożyczone. Dzieciaki brykają, a na mnie czeka góra prania. Ale to GÓRA!