Dżemowisko

Jesienią nauczyłam się robić naleśniki. I być może pamiętacie, ale był taki okres, kiedy robiłam je niemalże codziennie. Z czym jadły dziewczyny? Z dżemem truskawkowym! Przetestowałam chyba wszystkie dostępne rodzaje. I w kwadratowych, i owalnych i podłużnych słoiczkach. Żaden nie był idealny. Co gorsza zdarzały się takie, które z dżemem miały wspólną tylko nazwę. No bo jak wyławiam cały owoc, który w ogóle jest niezmiękczony, to wyobrażam sobie wielką kadź, gdzie wsypywane są świeże owoce i od razu zalewane substancją żelującą.

Czytałam kiedyś o tych wszystkich związkach, które powstają przy duszeniu i odparowywaniu owoców. Niestety pogooglałam i nie znajduję tego artykułu… Merytorycznie nie podeprę się więc wiedzą fachową. Musicie mi jednak uwierzyć, że smak takiego domowego dżemu jest po prostu lepszy! Dziś na targu kupiłam łubiankę, a jako, że o tej porze roku truskawy już byle jakie, cały zakup władowałam od razu na patelnię. Dusiło się parę godzin, jutro dokupię kolejny cukier, dodam, pogotuję i rozleję!

<><>

Kilka obrazków Łucji. Najpierw królewska para, nad którą pracowała całkiem długo. Obrazki powstawały w notesie – jeden po lewej, drugi po prawej stronie. Jako taki wspólny portret. Podoba mi się zdecydowana kreska, zwieńczenia koron i korale królowej.

Kolejny DYPTYK powstał dzisiaj rano, jako odzwierciedlenie panującej pogody. Są do niego słowa: Wiatr pokonał słońce, usiadł na tronie i zrobił zimno. 🙂

O doktorach i hab-doktorach

Miałam kiedyś znajomego. Łączyła nas taka dość szczera, aczkolwiek życzliwa pomimo dużego cynizmu, relacja. Byliśmy razem na kilku wakacjach, on znał mojego bojfrienda, a ja znałam jego kolejne dziewczyny, z których wiele zostało moimi koleżankami. Jak poznałam Diabla, to on odczuwał tę znajomość jaką taką pozbawioną szacunku. Może i rzeczywiście tak było, a może był to idealizm świeżo zakochanego. Jakby nie było szlaki nam się wtedy rozeszły. W międzyczasie on zrobił dużą naukową karierę i czasem w mediach można usłyszeć jakiś wywiad z nim. Śmiesznie mi się słucha tych elokwentnych wywodów o sztuce przednubijskiej, albo wspomnień o wielomiesięcznych wyprawach archeologicznych do dzikich krajów, gdy przypominają mi się życiowe damsko-męskie mądrości Ancego: Pamiętaj Justyna, jak będziesz chciała spotykać się z facetem z dużym penisem, musisz spojrzeć na jego siostrę. Jeśli ma duży biust, to znaczy że mężczyźni w tej rodzinie mają duże fiuty. Albo: Kobiety z małym biustem bardziej się starają w łóżku czy: Kobiety prowadzą auta przysunięte do kierownicy, bo łatwiej się im rozchyla nogi. Tym niemniej jednak w tej zupie piwnego bełkotu zdarzały się kwiatki. Na ogół wulgarnie powiedziane, ale zawsze boleśnie prawdziwe. Bo baby są głupie. Sądzą, że jak odejdą, a potem wrócą, to on coś zrozumie.

W niedzielę przed domem sąsiadów zaparkowało dużo auto do przeprowadzek. Stopniowo zapełniało się meblami. Zapytałam:

  • Ooo… Wywozi Pani stare meble?
  • Nie. Wyprowadzam się.
  • Poważnie??? Ale na zawsze?
  • Miał roku czasu, żeby się zmienić.

Wow. Mowa o parze psychologów w wieku moich rodziców. Strasznie słaba sytuacja. Ona była  bardzo fajną sąsiadką. Właściwie to oboje byli, chociaż jeśli miałabym wybierać kto ma zostać, wybrałabym ją. To ona kosiła trawę i dbała o otoczenie. A wiadomo lepszy taki gospodarny sąsiad. Ale sądzę, że z racji wykonywanego zawodu świetnie wie, że baby to głupie są, bo zawsze wracają. Więc ona pewnie tego „błędu” nie popełni. A szkoda, bo to fajna babka w pobliżu była!

Starzy, starsi i najstarsi

Szła na tym festynie dziewczyna. Ładna, w grupie przyjaciół. Długie włosy, fajne klapki, okulary przeciwsłoneczne. Taka NOWOCZESNA. I mówi w którymś momencie do znajomych: Ooo!!! To mój dziadek.

Odeszła od nich i podeszła do dziadka. Dziadek wyglądał jak dziadek. Był stary, miał spieczony kark, jakąś czapkę i zielony rower. Siedział w ostatnim rzędzie „trybun”, tyłem do nadchodzących. Podeszła i siadła obok niego:

  • Cześć dziadku. Jak Ci się podoba?

Dziadek się ucieszył i jak do do małej wnuczki powiedział:

  • Cześć Aniu. Kup mi loda.
  • A jakiego chcesz?
  • Wszystko jedno jakiego.
  • Ale czekoladowego, truskawkowego czy śmietankowego?
  • Takiego jak sobie.

I dał jej 10 zeta z kieszeni wiekowej marynarki. Dziewczyna poszła i po chwili przyniosła. Śmietankowo-czekoladowego. Oddała mu resztę i jeszcze coś tam zagadała o tym kto występował.

Razem ze mną scenę obserwowało jeszcze parę osób. W wieku bardzo różnym. I wszyscy się uśmiechali patrząc na nich. Wiecie, ja aż pożałowałam, że nie mam już takiego starego dziadka, którego mogłabym tak adorować. Bo cała sytuacja była bardzo pozytywna. Nie było żadnego wywracania oczami, w stylu: jakiż ten mój dziadek nieżyciowy, czy warczenia: gdzie Twoja matka. Ta dwójka naprawdę się lubiła. Bezinteresownie i zwyczajnie.

<><>><<><>

Idę z drożdżami na osiedlową ławkę. Na drodze leży ulotka. Przechylam głowę, żeby przeczytać co na niej pisze:

  • Obiady domowe. Weźmy. Może się kiedyś przyda.
  • A po co nam takie coś?
  • Jeśli z jakichś wzgędów, nie będziemy mieć obiadów w domu, Łuczku, to zawsze możemy podjechać i kupić u nich.

Za płotem odezwał się niewidzialny dotąd sąsiad emeryt:

  • Jakby co zapraszam do mnie na zupę. Robię bardzo dobrą. Bratanica zawsze u mnie jadała.
  • Proszę nawet nie proponować, bo my możemy rzeczywiście skorzystać! 🙂

Ludowizna w pierwszym rzędzie

Na Przegląd Kapel Kurpiowskich w Nowogrodzie trafiliśmy już rok temu. I była w nas chęć powtórki tego eventu. Pogoda dopisała i pomijając wielką awanturę jaką odbyliśmy w drodze w tamtą stronę (a poszło o kalarepkę :)) to pobyt był baaardzo udany.

Było „koniaście”. Były więc konie karmione bławatkami i przejażdżka nań.

Ta wciagnięta klata to Łuczy. Ona się po prostu tak spięła przy tym karmieniu :))

Obie jechały!

Było zrywanie kwiatków dla mamy na łące!

I ogólnie leżenie na łące:

Były wyznania miłości na hamaku...

I jedzenie, którego nie musiałam przygotowywać…

No i oczywiście dużo ludowizny z przytupem! Oczywiście w pierwszym rzędzie! :)))

Ludzi Północy nie łatwo złamać

Niesamowita jest ta Gra o Tron. Za nami kolejne trzy odcinki i ja już mam noce pełne lodowych murów, bezkresnych stepów, tańczących szermierzy i dworskich intryg. Z rozpoczęciem II-go sezonu czekaliśmy aż będzie całość. Żeby nie trzeba było czekać na żaden odcinek. Co więcej, ta wielowątkowość jest tak rozbudowana, że postanowiłam przypomnieć sobie początki serialu. Zastopowałam Gotowe na Wszystko i ruszyłam z pierwszym sezonem. Miałam plan podganiać i przewijać do przodu, ale delektując się idę bez pośpiechu. Ta siła dzieci Starków, które choć porozrzucane po świecie, są dumne i nieugięte, śnieżnobiała Khalessi, w której drzemie moc smoków i przyjaźń potomka króla i małej Aryi… Góra prania stopniowo maleje, układam wyprasowane ubrania w równe rządki i za moment będę pakować. Bo za parę godzin kolejna weekendowa wyprawa. Ponownie, i mam nadzieję nie ostatni raz tego lata,  na Kurpie. Ludowizna i dobra pogoda gwarantowane. Powrót w niedzielę.

<><>

Mieszko na podłodze w kuchni. Najnowsza zabawa to wsypywanie do bułki tartej makaronu, mąki i ryżu… Czasem na to pozwalam. Jak akurat ładuję do zmywarki i mam do wyboru wyciąganie brudnych sztućców (Mieszko, ZOSTAW te widelce!!!), rozmazywanie jogurtu na podłodze (sam sobie wyciąga z lodówki, część zjada, a część rozmazuje) czy pluskanie się w sedesie (deskę podnosi sobie sam) to nie jest to najgorsze.  Tylko upominam, żeby miał jasność, że nie do końca mi się to podoba:

  • Mieszulku, czy Ty musisz mi tu grzebać teraz??? Zostaw makaron! Makaronu nie wysypuj!!!

Spojrzał się na mnie, uśmiechnął, podniósł rękę i rozkosznie zawołał:

  • Pa-pa!!! 🙂

Więc pozwoliłam mu wysypywać dalej :/

Klisza, erozja, kontrasty

Bawiłam się znowu programem graficznym. Wszystko przez Malami, która za pomocą instagramu (aplikacji na i-phona i androidy) poprzerabiała zdjęcia. Wygrzebałam więc na nowo photoscape i trochę podłubałam. Brakuje mi w tym programie klisz, ale jak gdzieś znajdę uzupełniająca aplikację, to Wam podlinkuję… Podoba mi się to i tak sądzę, że to niezły pomysł, żeby kolejne kalendarze dla dziadków zrobić w wersji retro. Btw. teraz jak wkleiłam to widzę, że muszę ramki wyciąć.

<><>

Wieczór. Mieszko i Łucja śpią, Lilka coś tam w prawie ciemnym pokoju gada. Zajrzałam do niej:

  • Chcesz koktajl?
  • Tak. A jaki?
  • Zielony. Z orzeszkami. Trzymaj sama szklankę, bo inaczej się oblejesz.

Diabli uchylił drzwi do sypialni dziewczyn. Machnął, żebym szła oglądać z nim Grę o Tron i zniknął. Lila:

  • Kto to był?
  • Jak to kto? Tata.
  • A wyglądał jak prawdziwy doktor.
  • Jaki znowu doktor?
  • Prawdziwy!

OO – Osobista Obserwacja

Dręczyła mnie Łucja w jakiej sukience najlepiej się będzie wyglądać na balu. Sąsiadka szła na jakąś galę i ubrała się na czarno. Więc młodą ciekawiło jaki kolor był by najlepszy. Powiedziałam jej, że napewno nie czarny. Na każdej imprezie, czy to festiwalowej czy weselnej, nie brakuje czarnych sukienek. Ale jeśli chce wyglądać naprawdę efektownie musi założyć suknię w innym kolorze. Np. czerwonym. Że jeśli wygląda się super i jest się ubranym na mocno czerwony, to nie ma osoby, która by Cię nie zauważyła (chyba, że wszyscy wpadną na ten sam pomysł). 

Brakuje mi badań o wpływu kolorów na rozwój dziecka. Moja wiedza o kolorach ogranicza się do:

  • elementarnej znajomości „mowy kwiatów”, czyli mądrości lokowanych gdzieś między horoskopem dziennym a chińskim ciasteczkiem (żółty znaczy zazdrość, czerwony namiętność)
  • podstawowej znajomości tajników kolorów jaką nabywa każdy przy pierwszym malowaniu mieszkania (jeśli biel ma być naprawdę biała, musi mieć domieszkę niebieskiego lub szarego)
  • kilku frazesów psychologicznych (czarny jest kolorem smutku, a wszędoobecna w szpitalach zieleń ma uspokajać)
  • i poprawności towarzyskiej o kolorach nowo-narodzonych bobasów (błękit dla chłopców, róż dla dziewczynek), chociaż jak pewnie wiecie są miejsca w Polsce, gdzie uważa się na odwrót (bo w końcu biblijnie rzecz biorąc niebieski był kolorem Maryi).

Bo moje osobiste obserwacje przekonują mnie, że kolor jest ważny. I nie chodzi o to w jakim kto kolorze wygląda dobrze (Łucja w ciemnej zieleni, a Lilka w niebieskim), chociaż być może i to ma znaczenie? Wydaje mi się, że w białych piżamkach zasypiają lepiej i że jak ubiorę ich na kolorowo to będą miały kolorowy dzień. I czy to subiektywne, czy dzieci ubrane na czarno są rzeczywiście trudniejsze?

<><<>><>

O tym jak to dzieci zawsze Cię wsypią

Robiłam coś tam w ogródku. Pomagał mi Mieszko. I przy okazji zjadł trochę ziemi. I wieczorem zrobił paskudną qpę. Na tyle paskudną, że cała pupa była podrażniona. Ale ponieważ zbliżała się pora kąpieli, umyłam go i puściłam bez pieluchy. I chwilę później Łucja woła mnie: Mamo! Mieszko zrobił qpę w Waszej sypialni! Zrobił na podłogę, więc szybko go złapałam, bo już zdążył w to wleźć i posprzątałam. Epizod wykorzystałam edukacyjnie tłumacząc, że jak ma się brudne palce nie należy ich wkładać do buzi, bo potem może boleć brzuch.

Mieszko dostał probiotyk i o całym wydarzeniu zapomniałam. Do dnia kolejnego, gdy Łucja wieczorem referował mi przygody z przedszkola: I wiesz mamo opowiedziałam Esterze, że Mieszko zjadł dżdżownicę, a potem zrobił qpę w Waszej sypialni i się na niej przewrócił. I Estera bardzo się śmiała… :0

Moja babcia mawiała, że małżeństwo można uratować tylko w jednym pokoju. W sypialni.

Gotowe na Wszystko, s06e15

Diabli wrócił ze szkolenia z nową garścią świńskich dowcipów. I zaczyna mi opowiadać: Poszła baba do lekarza i mówi: Panie Doktorze… Mam bardzo mały biust.Co mam z tym zrobić? Doktor spojrzał i mówi: Rzeczywiście. Musi pani go masować. Najpierw 6 kółek w tą stronę, a potem 6 w lewo. Kipi kasza, kipi groch. I musi to pani robić regularnie przez 5 lat. Codziennie o 15-stej i proszę przy tym mówić: Kipi kasza, kipi groch. Minęły dwa lata. 670 dni… Babka masuje codziennie. Kipi kasza, kipi groch. Ale szef wysłał ją do sądu po 14-stej. I jedzie tramwajem. I w tym momencie zadzwonił budzik-przypominacz. I baba myśli: Co mam zrobić? Przerobiłam 670 dni! Bo do tego badania musi się rozebrać… Diabli efektownie przerwał i rozejrzał się dookoła. Na fotelu obok nas siedzi Łucja z wypiekami i SŁUCHA 🙂

Wyszliśmy więc do drugiego pokoju, gdzie Diabli spuentował. On opowiadając dowcipy pod koniec się śmieje, ale to dość zaraźliwe 🙂 Więc pośmialiśmy się i wróciliśmy do dzieci.

I najlepsza część tej historii nastąpiła później. Bo o tym, że Łucja ma gumowe ucho to wiedzieliśmy, ale 3 dni później Lila mówi do mnie: Kipi kasza, kipi groch :)) Czyli też jest już z niej mały podsłuchiwacz :DD

Chodź pokażę Ci mój skarb!

Pamiętacie takie zabawy z dzieciństwa, kiedy pod kawałek szkiełka wkładało się kolorowy papierek i kwiatki? Zakopywało się to w piaskownicy, na grządkach i pod balkonami. U nas nazywało się to „skarb”, a u koleżanki z Mazur „widoczek”. I dowodem wielkiego zaufania do przyjaciela było właśnie pokazanie mu (ujawnienie) owej tajemnicy… Co ciekawe wielkomiejskie dzieci (jak Diabli) zabawy nie znały.

Cieszy mnie, że dziewczyny też czują magię tych małych, sekretnych instalacji. Podprowadzając dziadkowi parasolki do drinków z barku, budowały w ogródku „domki dla wróżek” 🙂

Girls best friend

Poprawiałam ten wzorek na paznokciach ze 4 razy… Wszystko dlatego, że nie miałam siostry! Brat nie jest zły, ale siostra się po prostu przydaje. Bo siostra to ktoś dzięki któremu człowiek uczy się babskich rzeczy szybciej. Zresztą dziewczyny już sobie malują paznokcie nawzajem… Tak… Zdecydowanie najlepszą na świecie rzeczą dla dziewczyny jest posiadanie siostry! 🙂

<><>

  • Mały miałeś jakąś tekturkę?
  • Tak. Czerwoną.
  • Czyli fragment czego?
  • Jakiejś flagi. Ale nie wiem jakiej. Prawie każdy kraj ma czerwony we fladze.
  • Włochy nie mają.
  • Mają.

Lutka się włącza:

  • Turcja nie ma.

Krzycho odbija:

  • Turcja nie gra. Marcin, a jaką mieli tekturkę przed Tobą?

Mały:

  • Czerwoną. I za mną też czerwoną. I obok mnie, i ten za nim i jeszcze kolejny też miał czerwoną.

Drążę:

  • Ale siedziałeś wysoko, może to był skraj flagi? Górna krawędź?
  • Byli jeszcze wyżej.

I słuchajcie cały czas nie udało się nam ustalić jaką flagę ten mój brat tworzył :DD