Nie założę mundurka!

-Lila dziś rano na propozycję stroju…

Ogólnie lubię lato. To czerwcowe lato. Dzieciaki latają po osiedlu, jedzenie jest pyszne a poranne ubieranie jest dużo krótsze. Właściwie to było by nawet idealnie, gdyby nie ta francowata alergia. Dopada mnie pod koniec maja i trzyma do połowy lipca. Swędzi, kręci i zapycha. Posiedzieć na łące się nie da (Kurpiowskie leżenie na trawie skończyło się zapaleniem spojówek), w ogródku nie zaszaleję (tyle moje co w maju zdążyłam) i właściwie najlepszym miejscem jest wanna, albo deska do prasowania z inhalatorem na nosie :/

No i jestem poirytowana i nieco „przymulona”. Dziś np. zapomniałam o przedszkolnej wycieczce do Świata Kucyków… Myłam głowę nad wanną i mnie olśniło, że dzieci miały być dostarczone wcześniej… Łucja się poryczała, że nie pojedzie i całe szczęście był jeszcze w domu tatin, który zgodził się gonić przedszkolny autokar. Potem jeszcze trzeba było tylko przekonać Lilkę, że ma nałożyć koszulkę ze Spartakiady (prosiły o to panie, by całe przedszkole było w jednym kolorze) i ruszyli! 

Ufff… I wystartował kolejny poniedziałek!