OO – Osobista Obserwacja

Dręczyła mnie Łucja w jakiej sukience najlepiej się będzie wyglądać na balu. Sąsiadka szła na jakąś galę i ubrała się na czarno. Więc młodą ciekawiło jaki kolor był by najlepszy. Powiedziałam jej, że napewno nie czarny. Na każdej imprezie, czy to festiwalowej czy weselnej, nie brakuje czarnych sukienek. Ale jeśli chce wyglądać naprawdę efektownie musi założyć suknię w innym kolorze. Np. czerwonym. Że jeśli wygląda się super i jest się ubranym na mocno czerwony, to nie ma osoby, która by Cię nie zauważyła (chyba, że wszyscy wpadną na ten sam pomysł). 

Brakuje mi badań o wpływu kolorów na rozwój dziecka. Moja wiedza o kolorach ogranicza się do:

  • elementarnej znajomości „mowy kwiatów”, czyli mądrości lokowanych gdzieś między horoskopem dziennym a chińskim ciasteczkiem (żółty znaczy zazdrość, czerwony namiętność)
  • podstawowej znajomości tajników kolorów jaką nabywa każdy przy pierwszym malowaniu mieszkania (jeśli biel ma być naprawdę biała, musi mieć domieszkę niebieskiego lub szarego)
  • kilku frazesów psychologicznych (czarny jest kolorem smutku, a wszędoobecna w szpitalach zieleń ma uspokajać)
  • i poprawności towarzyskiej o kolorach nowo-narodzonych bobasów (błękit dla chłopców, róż dla dziewczynek), chociaż jak pewnie wiecie są miejsca w Polsce, gdzie uważa się na odwrót (bo w końcu biblijnie rzecz biorąc niebieski był kolorem Maryi).

Bo moje osobiste obserwacje przekonują mnie, że kolor jest ważny. I nie chodzi o to w jakim kto kolorze wygląda dobrze (Łucja w ciemnej zieleni, a Lilka w niebieskim), chociaż być może i to ma znaczenie? Wydaje mi się, że w białych piżamkach zasypiają lepiej i że jak ubiorę ich na kolorowo to będą miały kolorowy dzień. I czy to subiektywne, czy dzieci ubrane na czarno są rzeczywiście trudniejsze?

<><<>><>

O tym jak to dzieci zawsze Cię wsypią

Robiłam coś tam w ogródku. Pomagał mi Mieszko. I przy okazji zjadł trochę ziemi. I wieczorem zrobił paskudną qpę. Na tyle paskudną, że cała pupa była podrażniona. Ale ponieważ zbliżała się pora kąpieli, umyłam go i puściłam bez pieluchy. I chwilę później Łucja woła mnie: Mamo! Mieszko zrobił qpę w Waszej sypialni! Zrobił na podłogę, więc szybko go złapałam, bo już zdążył w to wleźć i posprzątałam. Epizod wykorzystałam edukacyjnie tłumacząc, że jak ma się brudne palce nie należy ich wkładać do buzi, bo potem może boleć brzuch.

Mieszko dostał probiotyk i o całym wydarzeniu zapomniałam. Do dnia kolejnego, gdy Łucja wieczorem referował mi przygody z przedszkola: I wiesz mamo opowiedziałam Esterze, że Mieszko zjadł dżdżownicę, a potem zrobił qpę w Waszej sypialni i się na niej przewrócił. I Estera bardzo się śmiała… :0