Pamiętacie takie zabawy z dzieciństwa, kiedy pod kawałek szkiełka wkładało się kolorowy papierek i kwiatki? Zakopywało się to w piaskownicy, na grządkach i pod balkonami. U nas nazywało się to „skarb”, a u koleżanki z Mazur „widoczek”. I dowodem wielkiego zaufania do przyjaciela było właśnie pokazanie mu (ujawnienie) owej tajemnicy… Co ciekawe wielkomiejskie dzieci (jak Diabli) zabawy nie znały.
Cieszy mnie, że dziewczyny też czują magię tych małych, sekretnych instalacji. Podprowadzając dziadkowi parasolki do drinków z barku, budowały w ogródku „domki dla wróżek” 🙂

