Wyobraź sobie coś co gasi pragnienie w upalny dzień i rozgrzewa w mroźny poranek. Coś dzieki czemu jesteś syty, ale pomoże też przy bólu brzucha. Coś co uspokaja, pociesza i wycisza. Coś dzięki czemu czujesz się bezpiecznie i dobrze. Coś co może Cię wyleczyć i bez czego nie wyobrażasz sobie dnia…
Narkotyk doskonały? Nie to to karmienie… Nie mam powera, żeby odstawić Miecha. Cieszę się, że nie karmię go już w dzień, bo mogę nosić normalne, nie porozciągane staniki, ale noce stale należą do nas. Fajnie by było gdyby je przesypiał, ale i tak jest lepiej niż kiedyś. Poza tym tak mało uwagi mu poświęcam w ciągu dnia, że lubię te nasze parę minut wieczorem. Oboje lubimy :))
<><>
A macie przepis na pudding figowy?:
- Opakowanie suszonych fig – w przepisie mam 250g,ale na ogół biorę to mniejsze i też jest ok
- 1 łyżeczka sody
- 2 jajka
- masło – 1/4 kostki + margryna 1/4 kostki – w oryginale jest same masło, ale nie chciałam zużywać całej kostki
- 1 szklanka cukru (duża)
- 1 szklanka mąki (duża)
- łyżeczka proszku do pieczenia
- i 3/4 laski wanili
Sos:
- 1 średnia szklanka trzcinowego cukru
- 1/4 kostki masła+ 1/4 kostki margaryny (może być tak jak wyżej samo masło)
- 2-3 łyżki mleka
- 1/4 laski wanili
Figi dusimy ze szklanką wody i z sodą. Jakieś 20 minut, potem mixujemy. Dodajemy wszystkie składniki wraz z wyskrobaną wanilią i rozpuszczonymi tłuszczami. Przekładamy (to gęste, kleiste jest) do foremek, lub specjalnej puddingowej foremki i na 25 minut do piekarnika. Na 190 stopni. Wykładamy. Sos rozpuszczamy w międzyczasie i polewamy! :))

Tester I zjadł całą puddingową babeczkę. Tak sobie myślę, a może uda mi się wyhodować grubaska?? 🙂
