Bo każda kobieta ma 10 kostiumów kąpielowych…

Się działo! :)) Wszystko zagrało ok, a parę rzeczy, których nie dałam rady (jak przygotowanie menu dla mam czy zrobienie playlisty dla dzieciaków) było po prostu niepotrzebne. Chciałam znosić zabawki, ale atrakcje ogrodowe były wystarczające. Przez pierwsze 40 minut dzieciaki zjeżdżały do wody na zjeżdżalni, potem jadły lodowe torty, potem malowały po „asfalcie”, a potem Diabli uczył ich dmuchać balony za pomocą pompki ;))) Bardzo to było ciekawe 😉

Dzieci była 15-stka. Mogło być więcej, ale tak jak w przypadku baletu część już się rozjechała. I dobrze. Łucja z rozmachem danym tylko jej, położyła czystą kartkę na stole w przedszkolu i kazała się wpisywać kto chce przyjść… Wpisała się cała grupa 😉 Dla Łucji jednak ważne było, że był jej ukochany (Bartek 😉 Ach, no i palce mnie bolą od wiązania balonów. Każdy dostał na odchodne po balonie na patyku, naszyjnik w hawajskim stylu i tiulowy woreczek z krówkami i zdjęciem „organizatorek”.

Jedzone były głównie słodycze, lody i popijano to wodą z sokiem. Mamuśki nic nie jadły, bo po prostu nie miałyśmy na to czasu.

zostało 23 godziny….

Jakieś 18 lat temu trochę chorowałam… Zrobiłam wtedy całą masę badań, z których wyszło głównie to, że pewne zaburzenia mogą występować przy hiperwentylacji. Czyli np. podczas dmuchania balonów. Zresztą nie znoszę tej czynności do dziś…

Dlatego… na jutrzejszą imprezę wynajęłam elektryczną pompkę do balonów! To najlepiej wydane 30 zeta w ostatnim czasie. Na próbę nadmuchałam pierwsze 15-ście i idzie to jak burza 😉 Wynajęłam też przy okazji urządzenie do robienia baniek mydlanych… Postawię je w rogu ogródka i będzie dmuchać bańkami! 🙂 Szczegóły jutro. Na razie tylko memo dla mnie co jeszcze zrobić:

Dziś:

  • dmuchamy balony i mocujemy je
  • szykujemy chate
  • załadowujemy bagaznik mojego auta, tymi hulajnogami i rowerami, zeby przed domem bylo pusto
  • robimy ogródek – TRAWA, TRAWA Łuki!!!
  • pozyczamy zjeżdżalnię
  • rozstawiamy kubeczki
  • ozdabiamy płot
  • wywozimy stary parasol do jakiś śmieci wielkogabarytowych
  • piekę paluszki z ciasta francuskiego (słone z sezamem i słodkie z cukrem)

Jutro:

  • rozstawiamy namioty i wykładamy je kocami
  • rozstawiamy dywanikowy tor kręglarski
  • dmuchamy i nalewamy wodę do basenów
  • przygotowujemy pomidory do bruschetty dla mamusiek
  • znosimy zabawki (zabawa tylko na dworze)
  • rozkładamy parasole
  • rozstawiamy instalacje z balonów
  • uruchamiamy bable makera
  • o 13 z minutami Diabli grzeje do lodziarni po tort lodowy.

Zakończenie roku (vol.2)

  • Łuczku, to co Wy będziecie tańczyć?
  • Nie wiem. Ale na koniec musimy zrobić ukłon.

Czy w Waszych supermarketach też skończyły się bombonierki? Wczoraj na zakończenie roku okazało się, że pomimo tego, że było mówione, że wychowawcy dostają prezent od wszystkich każdy przygalopował z własną paczuszką. Każdy oprócz nas :/ Rzuciłam się więc do sklepu by dzieci doniosły w piątek, ale słodycze wywiało…

Upolowałam jakieś rafaello, lecz zużyliśmy je dziś na koniec roku baletowego… Bo przebierając dziewczynki przed zajęciami w Domu Kultury znowu przytomnie odkryłam, że każdy coś ma… Więc zadanie na jutro znaleźć jakieś ekskluzywne delikatesy, gdzie takie dobra jak bombonierki się ostały 😉

Dziś dla rodziców, małe baletniczki zatańczyły Jezioro Łabędzie! Z nasto-osobowej grupy na przedstawienie stawiła się tylko piątka… Powód? Korzystając z tego, że z zerówek można się jeszcze bezkarnie urywać, wielu rodziców sześciolatków jeździ na wakacje przed początkiem prawdziwego sezonu.

Na początku Lilka była tradycyjnie przyblokowana, ale potem jakoś się rozkręciła. Co zresztą świetnie widać na zdjęciu pamiątkowym ;))

Wstępnie zadeklarowaliśmy się na przyszłoroczne zajęcia. Bo będą i bardzo mnie to cieszy. Dziewczyny też chcą chodzić i widzę, że naprawdę balet lubią. Pani nie tylko ma świetne podejście do dzieci, ale też jest „szczególarą”, czyli dba o różne błahostki, dzięki którym panny czują się wyjątkowe. Dopilnowuje „realnej otoczki” i przygotowuje je, że próby są zwieńczone przedstawieniem (!) Na dzisiejszy występ przyniosła spinki oraz tiary oraz sama uczesała i pomalowała (!) wszystkie dziewczynki! 😀

Zakończenie roku

Serdecznie witamy bardzo miłych gości,
A mamusie i tatusiów w szczególności.
Dziś na naszej małej scenie… Mamy dla Was przedstawienie!

Tą kwestią Łucja rozpoczęła powitanie rodziców w przedszkolu. Tańczyła, śpiewała i recytowała! Dziś było oficjalne zakończenie roku. Chodzić będą do piątku, ale gala pożegnalna już odbyta!

Bardzo fajne jest nasze przedszkole i te trzy lata Łuczy minęły błyskawicznie. W mijającym roku najlepszą koleżanką była Estera, a najlepszym kolegą Szymon. Zakochana jest co prawda w Bartku, ale raczej się z nim nie bawiła 😉

Dziś na przedstawieniu tańczyła piosenkę o Barbie, którą zakończyła zgrabnym klapnięciem na kolano Kena (czyli Oliwiera 😉

Tańczyła też  Pasodoble, zamaszyście wymachując czerwoną chustą:

I słów kilka o Lilce

1. Lila w oczekiwaniu na swoją rolę (której nie wypowiedziała):

2. Lila, która nie wypowiedziała swojej roli i obróciła się do wszystkich tyłem (i tak już została do końca przedstawienia)

3. No dobra 🙂 Raz na jakiś czas poprawiała sobie sukienkę 😉

  • Lilu, a dlaczego stałaś obrócona tyłem?
  • Ja stałam na chmurce. Wstydziłam się i nie miałam ochoty na przedstawienie…

Pierwszy rok przedszkolny Lili też minął dobrze. Bardzo pomocna była Łucja. Przytulała się do niej jak się spotykały na placu zabaw, albo na wycieczkach. Podczas podróży autobusem zawsze siadały razem. Lila spokojnie pozwalała sobie na chwilę smutku czy tęsknoty, bo zawsze wtedy nadciągała z pomocą starsza siostra.

Warto też wspomnieć, że obie w drugim semestrze zaczęły jeść. Jadły zupy, drugie dania i podwieczorki. Panie kucharki były nimi zachwycone! Wychowawczynie zresztą też. Dziewczyny są grzeczne, pomocne i niekonfliktowe. Ach, i dodam jeszcze, że tak jak Łucja na spacerach zawsze spacerowała z jakimś dzieckiem, tak Lilka zawsze spacerowała z którąś panią 🙂

Archiwizacyjnie Lilka:

  • ulubiona potrawa (nie słodka) to tak jak u Łucji ryba (podejrzewam jakieś paluszki rybne)
  • najlepsza koleżanka: Ola i Natalka
  • najlepszy kolega: kilku, aczkolwiek imion ich nie znamy.

Lila podobnie jak wujek Marcin w dzieciństwie dzieci nie rozróżnia. Skąd masz cukierka Lilku?- Jakieś dziecko miało urodziny.- Ale kto? – Nie wiem jak ma na imię…

KOLEJNY ROK PRZEDSZKOLNY ZA NAMI! 😀

Temple

Słuchałam kiedyś w radiu wywiadu z J.Lo. W którymś momencie powiedziała: Zdarzają mi się czasem takie dni, że myślę: Boże, pomóż mi dotrwać do końca tego dnia. I on pomaga.

Bardzo to ludzkie, że nawet najwięksi z celebrytów, którzy przecież mają armię ludzi do pomocy miewają chwile, kiedy są wykończeni. Dziś ja miałam taki dzień. Jestem taka wypompowana, że leżę. Na szczęści niczym mityczni Herosi zrodzeni przez Ziemię mam miejsce, gdzie niczym przez korzenie wracają mi siły. To dom. Obecnie to łóżko w naszej sypialni, ale zaraz wstanę i zacznę się kręcić. I to też będzie takie witalnie uzdrawiające. Cała ta przestrzeń jest jak Świątynia Życia dla mnie.

  • Co Ci stało mamo?
  • Nic Łuczku. Miałam dziś straszny dzień. Rano byłam na takim szkoleniu i taka głupia baba tak mnie zrąbała, że się spóźniłam. Nie chciało mi się jej tłumaczyć, że nie dałam rady inaczej…
  • Nie myśl już o tym. Pomyśl o czymś miłym. Pomyśl o dzieciach.
  • Kocham Cię królewno! Jesteś taka mądra!
  • Ja też Cię kocham! Przytul się do mnie.

Widzicie jej słowa? Pomyśl o dzieciach? Przytul się do mnie?? Jest niesamowita to nasza Łuczyna! Zastanawiałam się kiedy dzieci będą wsparciem, a one już są 😀

Nie założę mundurka!

-Lila dziś rano na propozycję stroju…

Ogólnie lubię lato. To czerwcowe lato. Dzieciaki latają po osiedlu, jedzenie jest pyszne a poranne ubieranie jest dużo krótsze. Właściwie to było by nawet idealnie, gdyby nie ta francowata alergia. Dopada mnie pod koniec maja i trzyma do połowy lipca. Swędzi, kręci i zapycha. Posiedzieć na łące się nie da (Kurpiowskie leżenie na trawie skończyło się zapaleniem spojówek), w ogródku nie zaszaleję (tyle moje co w maju zdążyłam) i właściwie najlepszym miejscem jest wanna, albo deska do prasowania z inhalatorem na nosie :/

No i jestem poirytowana i nieco „przymulona”. Dziś np. zapomniałam o przedszkolnej wycieczce do Świata Kucyków… Myłam głowę nad wanną i mnie olśniło, że dzieci miały być dostarczone wcześniej… Łucja się poryczała, że nie pojedzie i całe szczęście był jeszcze w domu tatin, który zgodził się gonić przedszkolny autokar. Potem jeszcze trzeba było tylko przekonać Lilkę, że ma nałożyć koszulkę ze Spartakiady (prosiły o to panie, by całe przedszkole było w jednym kolorze) i ruszyli! 

Ufff… I wystartował kolejny poniedziałek!

adaptacja rzeczywistości

Lilka dłubie sobie w strupku po starym ugryzieniu komara. Odkrywa kolejne warstwy naskórka…

  • O, wyszło mi coś białego. To chyba żołądek! 🙂

<><>

Trafiliśmy dziś na bardzo ekskluzywną imprezę… I powiem Wam, że łatwo się przyzwyczaić do takiego zbytku 🙂 Łatwiej niż nawet później świętować w standardowych realiach 😉

Kwiaty dla Taty

Dziewczyny! Jakie cechy ma mieć idealny tata?

ŁUCJA

  • Ma być fajny. I nasz taki jest jest.
  • Ma być ładny. I nasz taki jest.
  • I miły. I taki jest.

LILA

  • Ma być duży. Przytulaśny… I kochany!

Wychodzi na to, że z ojca bardziej zadowolone niż z matki! 🙂

Wykrochmalić!

  • Mamuś, a jak Ty robisz krochmal?
  • Chcesz pościel prać?
  • Tak. Ty pierzesz.
  • No to chyba masz za dużo czasu… Ale potem musisz oddać do pralni!
  • Tak wiem. Wymaglować. Ale postanowiłam, że spróbuję wyprać sama i do pralni oddam sam magiel. Tym razem.
  • Ale to trudno schnie.
  • No ja wiem, ale lato jest to może mi wyschnie. Powiesz mi jak to robisz, czy nie?
  • Tak, powiem. Piorę pościel, a potem ustawiam na samo płukanie. I do tego płukania wlewam krochmal. 
  • A w jakiej temperaturze pierzesz? 40-stu?
  • Nie. 60. Krochmal robię tak, że do garnka wrzątku, wlewam kubek z rozrobioną w zimnej wodzie mąką ziemniaczaną.
  • To to spróbuję!

W malarstwie holenderskim XVII wieku świetnie widać panującą wtedy potrzebę mieszczańskiej czystości. Jest taki obraz, którego nie mogę teraz znaleźć, gdy kobieta układa w szafie pościel. Szafa jest wielka, ciężka, rzeźbiona, a pościel sztywna i śnieżnobiała. Każda sztuka jest podejrzewam zdobiona misternym haftem i samo jej dotykanie jest przyjemne.

Każda kobieta gromadząca dobra użytkowe ma jakieś swoje słabości. Jedna lubi ręczniki dopasowane kolorami, inne uwielbiają ekskluzywne garnki, a jeszcze inne narzuty czy poduszki. Lutka uwielbia obrusy. Ma ich kilka szafek. Świąteczne, tarasowe, białe, koronkowe i wielokolorowe. I zakup kolejnego zawsze łatwo tłumaczy: wzięłam taki obrusik, bo będzie pasował…/ bo taki był mi potrzebny…/ bo ten amerykański w kratę się opatrzył…, itd.

Ja kocham pościel! Trochę jej mam, lecz gdybym się zastanowiła co kolejne chcę kupić do domu,bez wahania wykrzyknę: KOLEJNĄ POŚCIEL! Bo, lada moment Mieszko będzie miał duże łóżko i trzeba dokupić komplety dla dzieciaków, no i marzy mi się dla nas jakaś taka nie kwiatowa, a np. w pasy.

Lubię pościel sztywną, wykrochmaloną i idealnie gładką (jeśli chodzi o fakturę, a nie wzór!). Pamiętam, że syn mojej higienistki w podstawówce miał zmienianą pościel co tydzień. Chyba mu tego nie zazdrościłam, ale uczucie leżenia w takiej świeżej pościeli jest wspaniałe…

No i dziś zabrałam się za pranie… Woda na krochmal już się gotuje! 🙂

Wianki wić, bo lato nadeszło!

No to mamy LATO! Po zimnej i długiej zimie i krótkiej i mokrej wiośnie jest! Czekamy na motyle i maliny! I porzeczkę! Dwie lotne instalacje:

Pamiętacie, że co roku 21 czerwca, obiecuję, że jak panny będą starsze zabiorę je na Noc Kupały do Białowieży? W tym roku też obiecam! Będziemy kręcić wianki i skakać przez ognisko (może się nie wywrócę :)) Muszę tylko pamiętać, żeby zabrać kogoś kto potrafi wianki wić! :))