



Poszłyśmy w odwiedziny do domu, gdzie są małe pieski. Po wyjściu pytam dziewczyn:
Diabli ogląda z pannami bajkę o dinozaurach. Koniec bajki, pojawia się Dr.Scott (paleontolog) :)) Diabli mówi:
Robię porządek w zdjęciach. Zmiksowałam zbiór fotek ze starych komórek. Jak będę wywoływać to wywołam też dwie takie zmiksowane fotografie. W większym rozmiarze jest za słaba jakość poszczególnych obrazków, a takie małe to tak nie razi. Wrzucę to do albumów dziewczyn. Pierwsze do Łucji, drugie do Lili.


Były. Strasznie mnie cieszy, że dziewczyny lubią te zajęcia. Rotacja wśród dzieci jest duża, bo raz po raz którejś niedoszłej baletnicy się odechciewa. A nasze trwają. Lubię myśleć, że w pewien sposób jest w tym jakaś moja zasługa 😉 No bo jak przychodzi dziewczynka z mamą i okazuje się, że nie ma jakiejś części garderoby to mamy nie powinny mówić: zostań w tych w których byłaś w przedszkolu. To przecież bez znaczenia. Lub jak przyprowadza tata i okazuje się, że nie wziął spódniczki i mówi: to ćwicz bez. A przecież zabawa falbankami to super sprawa. I przebranie jest ważną częścią tych zajęć! Brak stroju nie jest to przyczyną wszystkich rezygnacji, ale kilku z całą pewnością tak.
Jakby nie było siedziałam przed salą i czekałam. Wyjęłam gazetkę o tańcu, którą dostałam w paczce z nowymi rajstopkami do baletu. Lilka już zdążyła swoje podrzeć. Gazetka jest kolorowa, gruba i pewnie nigdy bym takiej nie kupiła, wiec ciekawiło mnie co w środku. I bardzo fajne były artykuły o nowych tańcach.
Bachata– która jest takim współczesnym tangiem. Powstała w Dominikanie pod koniec ’70: gitarowa muzyka, zmysłowy taniec i zakazane słowa. Się to tańczy tak:
Kuduro – techno, rodem z Angoli. Te wersje z afrykańskich ulic są trudne do słuchania. Muzyka to taki jazgot, a te ruchy które mają pokazywać chorobę, sex i śmierć są aż nieprzyjemne do patrzenia. Widać kunszt, technikę, ale to wogóle nie jest płynne. Za to taniec przyswojono europejsko i elementy pojawiają się chociażby w klipach Don Omara. I przykład takiego tańca inspirowanego kuduro:
Jak tak siedziałam w tym korytarzu to przyszła babcia z wnuczkiem. Bo on miał sobie wybrać zajęcia na które chce chodzić. W tym naszym domu kultury jest i modelarstwo, i kółko teatralne, i spotkania miłośników gier planszowych i kółko fotografii cyfrowej dla dzieci… no dużo, dużo różnych zajęć. To taki 10 letni, ładny chłopiec był. A on wybrał: hip-hop taniec nowoczesny! Bardzo to fajne. Za moich 10letnich czasów chłopakom nie wypadało umieć tańczyć… A proszę jak to się zmieniło! 🙂
– „Ewa”, Julian Tuwim
Zadzwonił do mnie wczoraj Krzycho, żebym mu wynalazła jakieś życzenia na 8 MAPTA. Wrzuciłam więc do ramblera i odkryłam setki stron z życzeniami. Parę wraz z linkami przesłałam tatuśkowi. Zachwycony wybrał kilka o kolektywie. Rzeczywiście takiej obfitości nie znajdziemy w żadnym innym języku. A mi się przy okazji przypomniało, że dziś nasze święto…
<><>
Jak byłam mała uważałam, że tata ma łatwiej, bo tylko siedzi w fotelu… A mama cały czas coś robi… Wzór wyniesiony z domu był tak silny, że pomijając pewne minimalne różnice w moim domu mam układ podobny. Co więcej: lubię robić wszystko co na mnie spada i widzę coś o czym Lutka nigdy nie wspominała: że jestem dzięki temu szczęśliwa. Mamy tę cechę jako kobiety, że chyba łatwiej poczuć się nam spełnione. Jesteśmy potrzebne, wszyscy nas kochają i jak to Diabli ostatnio zauważył dzieci zadają matkom milion pytań, a ojciec najczęściej słyszy jedno: Gdzie jest mama?
Im dalej w las, tym bycie kobietą wydaje mi się bardziej fascynujące. Podoba mi się, że nasze ciała się zmieniają, że można je nieustannie obserwować, podobają mi się nasze emocje i mechanizmy rządzące naszym mózgiem. Jestem pod wrażeniem tego jaką siłę mają kobiety jeśli chodzi o bronienie tych, których kochają. I mam nadzieję, że jak dziewczyny dojdą do wieku, że zaczną się zastanawiać czy ja mam fajniej, czy Diabli – uda mi się je przekonać, że JA! 🙂
Z okazji dzisiejszego święta ubrałam sobie Mieszka w koszulę. Tak żeby cały dzień był w pobliżu mnie ELEGANCKI MĘŻCZYZNA 🙂 Foty dwie. Wersja maślak i wersja prawdziwek:


Почему спешат мужчины?
Отчего им в марте жарко?
Закрутились, вот причина!
Дарят лучшие подарки!
Розы дарят, и конфеты.
Альпенголд и «Рафаэлло»
Выбирать мужчинам трудно…
Очень хлопотное дело!
Jak zapewne wiecie, życie toczy się u nas od jednej imprezy urodzinowej do kolejnej. Niedawno były Mieszka, potem Diabla, no a wkrótce Lilki. Zamawiamy już akcesoria cukiernicze, które się przydadzą i dużo o tym mówimy. I stała się rzecz straszna… Łucja odkryła, że NIEKTÓRZY nie tylko mają urodziny w sobotę, ale TEŻ we wtorek… I będą zanosić do przedszkola SŁODYCZE! Toż to jawna niesprawiedliwość! Nie dość, że Łucja ma urodziny OSTATNIA (bo dopiero w sierpniu), to TYLKO w sobotę! Rok temu to się na gości obraziła, a wczoraj jak wyszło z tym wtorkiem to schowała głowę w zagłębieniu fotela i chyba przez 10 minut tak siedziała… Nie jest łatwo być Łucją! :DDD
<><>
|-> |-> |-> Mam kolegę, który zawsze mówił, że nóż otwiera mu się w kieszeni jak słyszy jedno ze słów: wtopa, ściema i chyba ściapa. No więc te akurat mnie nie drażnią, ale nie znoszę słowa dosmaczyć. Co to za słowo jest??? Mamy fajne słowo przyprawić i doprawić. Mamy słowa związane z konkretną przyprawą, jak po-solić i do-solić. Po-pieprzyć i … tyle 🙂 Możemy czymś posypać, albo coś pocukrzyć. Smak to coś może mieć jak już proces doprawiania zakończymy. I wtedy coś jest albo smaczne, albo niesmaczne. Ooo!
<><><>
I zamyślona trójka. Lilka chwilę wcześniej zajmowała się craftem na twarzy. Własnej 😉

Zabraliśmy się za wypełnianie Pitów. Tradycyjnie 1% leci do kogoś tam i tradycyjnie zastanawialiśmy się do kogo. W tym roku było wyjątkowo trudno, bo znaliśmy realnie osoby, którym można było przekazać. I takich osób mieliśmy kilka. Koniec końców wybrana została fundacja, która zajmuje się przekazywaniem noworodków rodzicom adopcyjnym. Jeśli kojarzycie temat to wiecie, że to ważne, żeby proces przebiegał szybko, bo każdy dzień zwłoki jest zły dla dziecka. Zresztą nie tylko dla dziecka, ale dla wszystkich trzech stron.
Siedzieliśmy na tegorocznego Sylwestra w takim większym gronie i wspominaliśmy jak obchodziliśmy ten wieczór kiedyś. Nam z Diablim przypomniał się taki, kiedy postanowiliśmy połączyć tradycje z całego świata. I łykać winogrona, i pić szampana, i jeść kaszę jaglaną, i całować się pod jemiołą, i pewnie coś tam jeszcze, a wszystko by zapewnić sobie przychylność losu na kolejny rok. I jeden z gości na imprezie podsumował naszą historię mówiąc:
Zdziwiliśmy się:
I on odpowiedział:
No tak. Głupio mi się zrobiło. Myśmy tak krótkowzrocznie zaklinali fortunę totolotka, a on myślał o takiej ludzkiej sprawie jaką jest dziecko. Ważnej sprawie. Może najważniejszej. I właśnie po to są takie fundacje. Czasami pojawia się dziecko i czasami jest ktoś kto o nim marzy. I nie zawsze jest to rodzic biologiczny.
Trudno mi określić z którą z bohaterek Gotowych na Wszystko czuję największą więź. Na pewno mamy coś wspólnego z Lynette – przynajmniej sporo dzieci i chaos organizacyjny jaki one powodują. Ale ona jest silniejsza niż ja. Mam wrażenie, że to typ, który nie zrezygnuje z siebie i jest TO zdecydowanie jej ogromną zaletą dającą kopa do życia. Może więc Bree? Na pewno podpisuję się pod zdaniem jakie powiedziała synowi: Nie wiesz do czego jestem zdolna, żeby wszyscy siedzieli równo przy stole. Ale daleko mi do jej doskonałej organizacji i pedantyzmu. Poza tym nie wierzę, że ktoś kto tam dba o dom, może mieć tak niewdzięczne dzieci 🙂 A jej idealne przyjęcia… W III sezonie jest napad na lokalny supermarket. Pojawia się telewizja, kilku z głównych bohaterów jest zakładnikami. Dwie podstarzałe sąsiadki pukają do drzwi Bree. Gdy ta otwiera, zaczynają na przemian mówić: Bree, wiesz co się stało?? Lecz ona przerywa im podsuwając pod nosy półmisek z przekąskami. Wchodzą więc dalej mamrocząc, że było wiadomo, że będzie mieć coś do jedzenia i widzą, że przed wielkim telewizorem zebrało się całe osiedle. A nieskazitelna gospodyni krąży między gośćmi z wielką tacą.
Ten rozmach amerykańskich przyjęć w ogóle są super. Gdy Lynette z Tomem robią kinder party jest i pinada, i kucyk i klaun, a tata od rana pompuje różnokolorowe balony helem. W innym naszym serialu jest przyjęcie zaręczynowe pod hasłem Fire&Ice, gdzie goście są ubrani na biało-czerwono i takież też jest menu. Męskie krwisto-czerwone marynarki, lodowe rzeźby i białe kwiaty we włosach. Ja wiem, że proza jest zupełnie banalna i na sąsiedzkich BBQ pojawiają się faceci w krótkich spodenkach i klapkach, ale filmowa rzeczywistość jest wspaniale inspirująca!
Miało być lekko i przyjemnie, o tym, że idzie wiosna…
////
Zawsze uważałam kolej za najbezpieczniejszy rodzaj transportu. Straszny taki wypadek.
Wczoraj wieczorem zderzyły się dwa pociągi w relacji: Warszawa-Kraków i Przemyśl-Warszawa. Jeden dosłownie wjechał na drugi. Szesnaście osób nie żyje, 54 osoby trafiło do śląskich szpitali.
Pożyczyłam od Krzycha naprawdę niezłą książkę o Indiach. Bardzo podoba mi się wiara w karmę – autorka słusznie zauważa, że Indie są bezpieczne. Że Hindusi nie zamykają drzwi na miliony zamków i nie boją chodzić nocą. Że ogradzanie się od biedy jest związane z tym że nie chcą na nią patrzeć, a nie z tym, że się jej boją. Porównuje sytuację do brazylijskich faveli, gdzie nawet w środku dnia, bez broni palnej strach jest wchodzić. Reinkarnacja i świadomość że odrodzimy się ponownie w postaci na którą zasłużyliśmy trzyma państwo w ryzach dużo bardziej niż jakiekolwiek prawne ograniczenia i normy.
To jest cecha wiary. Ja też wierzę, że postępując w określony sposób na coś zapracowuję, aczkolwiek bliższa mi jest chińska teoria równowagi. Że jeśli tu mamy więcej, to mu mamy mniej i że każdy czyn do nas wraca. A nagroda lub kara jest już za tego życia, a nie… w kolejnym 🙂
<><>
Lubi lalki i z grupy kolorów zawsze wybiera różowy. A dziś rano zrobił siostrom awanturę o opaskę. Co gorsza: WYGRAŁ! Co z niego wyrośnie??? 🙂


Zacina się programator. Od jakichś 10 dni. Na programie biały 90 (kapy, pieluchy) staje w czterech miejscach. Ostatnio jak się tak zacinał, to w niedługim czasie pralka przestała wypompowywać wodę. Wtedy (lat temu z 5) naprawialiśmy ją. Teraz nie ma to sensu. Jest stara (ma ponad 15 lat), rdzewieje, nie dopiera niezależnie od użytych proszków (mam porównanie z pralką Lutki) jest paskudna i naprawa będzie droższa niż jej wartość. Czas więc kupić nową. Za wybieranie (w necie) zabrał się Diabli:
Więc zabrałam się sama za wybieranie. No i okazało się, że chociaż nie ma na to miejsca, musimy mieć jednak wkładaną z boku (trzeba będzie przesunąć umywalkę). Bo takie są ekonomiczniejsze i pojemniejsze. Nie chcę kolejnej pralki na 4 kg. Potrzebuję taką przynajmniej na 8, żebym nie musiała wakacyjnego prania, w obrębie jednego koloru, dzielić na dwa. Poza tym na takiej będzie można kiedyś postawić suszarkę, o której marzę. Obroty, którymi się tak mój mąż podnieca, niech sobie będą 1200. A nawet 1400. Tym bardziej, że podobno pranie będę wyciągać prawie suche. Te liczne programy, zero zagnieceń, to mnie ani ziębi, ani grzeje na razie. No ale może się przydadzą? Jutro ruszamy obejrzeć w realu…