A na marzec? Obrus!

W pozornej stercie moich obrusów użytkowałam dwa. No, dobra – cztery. Jeden jest gruby w gwiazdki leży na stole w jadalni w zimie. Jeden jest taki czerwony -kusawy w wielkie białe grochy i kładę go na Walentynki. I są dwa obrusy imprezowe. Na tyle duże, że po rozłożeniu stołu też go zakrywają. Jeden jest amerykancki w kratę (dostałam go od Lutki), drugi mięsisty ciemnoczerwony, który ozdabia stół na przedwigilijne spotkania.

Kupiłam więc sobie kolejny. Prawie obrus, bo zadziałałam ekonomicznie i kupiłam tkaninę z której go uszyłam. SAMA! To, że udało się, nie oznacza, że będę teraz niczym Malena siedziała z papieroskiem i szyła po nocach kreacje haute couture, ale cieszy mnie że dałam radę uszyć PROSTOKĄT :)Płotno jest grube i jak to Diabli słusznie zauważył zasłonowe. Ale nie czepiajmy się szczegółów. Pierwszy błąd nowicjusza jaki popełniłam to ilość. Starczyło nie tylko na obrus, ale również na mały obrusik na ławę i cztery podkładki śniadaniowe. Jak rozłożę wszystko będzie piknie niczym w niemieckim magazynie z firankami 🙂

No i oczywiście mały tutorial jak uszyć obrus!

1. Tkaninę zakładam, że macie kupioną – czas więc ją przyciąć. Ja porównałam to innych obrusów. Chciałam, żeby był tak duży jak ten czerwony świąteczny i do niego tak plus/minus przycięłam. Zresztą to nawet nie trzeba ciąć, bo to się łatwo rozrywa.

2. Wybierzcie nitkę. Mi najbardziej pasowała pomarańczowa. Btw. Łucji ostatnio nie ma na zdjęciach, bo ona ma muchę za nadchodzące urodziny Lili. Jest obrażona i nie chce współpracować. Chciałam im np zrobić zdjęcia jak zdobiły babeczki, ale była tak nieszczęśliwa, że nie chciałam tych zdjęć zachowywać 😉

3. Przygotowujecie stanowisko pracy. Moja maszyna jest od Lutki i dawno z niej nie korzystałam. Ale wspomnienia z dzieciństwa są jednak silne. Nie pamiętałam jak się nawija nitkę na ten dolny bębenek, ale jak zaczęłam szyć przypomniało mi się jak ona to kiedyś robiła.

4. Nie zrażajcie sie, że idzie Wam krzywo 🙂 Górna krawędź była robiona jako pierwsza. Dolna jako ostatnia. Jak widać w obrębie obrusu mamy wykończenie i czerwoną nitką i pomarańczową, ale to tak jak napisałam wyżej, dopiero w trakcie szycia przypomniało mi się, jak nawija się nitkę na bębenek. Nie wymieniałam tego. To będzie ten obrus, który moje córki będą sobie wyrywać do wiana 😉 Unikalny niczym znaczek z Gujany, gdzie błąd drukarza spowodował, że stał się najbardziej pożądanym filatelistycznym rarytasem…

5. Et voila! I obrus, i obrusik i podkładki! Wszystko w kwiatki! 😀