Łucja od razu wiedziała jak trzymać. Po prostu złapała dobrze i poszło. Za to Lila trzymała kredki w pięści i tak mazała… I nie do przestawienia był ten uchwyt. Czas więc jakiś temu postanowiłam z tym zawalczyć. Do wyboru mamy kilka pomocy. Przede wszystkim są specjalne nasadki, które wymuszają prawidłowe trzymanie:


Ale dziewczyny nie używają w ogóle cienkich kredek, więc skoro grubych w takie nasadki nie wcisnę… to PO CO mi one? Potem usłyszałam o trójkątnych kredkach… Mamy takie, ale panny nimi nie malują, bo są ZA twarde… No i na koniec na sierpniówkach poradzono mi trójkątne pastele! Łucja i Lila dostały więc po dużym opakowaniu olejnych pasteli! Łucza okrągłe, a Lilak trójkątne.
Sukces nie przyszedł od razu. Może i w pięści takie trójkątne leżą średnio wygodnie, aaale da się tak trzymać. Przełom nastąpił, gdy część się połamała i takie małe kawałeczki trzeba było trzymać w dłoni. Chwyt pęsetowy okazał się wtedy konieczny! Dodatkowo pomogło, że dziewczyny mają słabość do miniaturyzacji. Namalować skrawkiem kredki w malutkim notesiku po prostu się nie da trzymając kredkę nieprawidłowo! 🙂
Btw. wczoraj wychowawczyni w maluchach poprosiła by ćwiczyć ręce Lili, bo ma słabe palce. Ma zagniatać, przesypywać i wycinać. Dokładnie to samo co miała robić Łucja. Czas więc kupić kilka paczek plasteliny i nożyczki z odpychaczem 🙂
