Bardzo podoba mi się moda na gotowanie. To zjawisko relatywnie nowe, ale zdrowe, pozytywne i zaraźliwe. Gdzie nie spojrzę wszyscy uczą się piec ciasta i eksperymentują ze smakami. Na imprezach rozmawia się o kulinarnych odkryciach i chwali się spożywczymi zdobyczami… I to nie jest tak, że dotyczy to tylko mojego kręgu. Bo np. wczoraj byłam w nowo otwartym Lidlu, gdzie okazało się, że pomijając niewielką grupę zaopatrującą się w żywność codzienną, sklep był zdominowany przez polujących na ciekawostki (tych skórek nie kupujcie bo paskudne 😉 I co więcej wiedzieli co kupować. Wszyscy krążyli wokół tygodnia tematycznego, a z pozostałych regałów wybierali to co polecane jest na forach kuchennych. Ja kupiłam np. tartaletki z ciasta francuskiego (chyba francuskiego). Muszę je podpiec i załadować treścią (połowę chcę zrobić ze szpinakiem, a połowę z tuńczykiem). Na wieczorny seans będzie jak znalazł!
<><>
Dziewczyny mają jakąś żywiołową dyskusję. Zdaje się, że chodzi o to, że Lila znowu pokolorowała książeczkę Łucji. Albo użyła jej pasteli. Słyszę, że rozmowa się zaostrza, bo Lila wytacza duże działa:
- Łucja, Ty nikogo nie kochasz!!!
Więc decyduję się wkroczyć i odwrócić uwagę…
- Łucja… A tak w ogóle to dlaczego chcesz być księżniczką?
- Ja nie chcę być księżniczką! Ja chcę być gwiazdą. Albo elfem.
- A dlaczego elfem?
- Bo będę latać. I będę mogła przylecieć do mamy i taty. Zawsze.
- Lila, a Ty? Dlaczego chcesz być księżniczką?
- Bo wtedy będę pięknie tańczyć!
- Ale Ty już pięknie tańczysz! Chodzisz na balet i pięknie tańczysz!
- Ale ja będę z KSIĄŻEM tańczyć…
- KSIĘCIEM… Ale możesz tańczyć z tatą, albo z Mieszkiem!
- Ale z księciem ja tak będę tańczyć w powietrzu!
