Lingwistycznie mnie naszło o poranku…

Jak zapewne wiecie, życie toczy się u nas od jednej imprezy urodzinowej do kolejnej. Niedawno były Mieszka, potem Diabla, no a wkrótce Lilki. Zamawiamy już akcesoria cukiernicze, które się przydadzą i dużo o tym mówimy. I stała się rzecz straszna… Łucja odkryła, że NIEKTÓRZY nie tylko mają urodziny w sobotę, ale TEŻ we wtorek… I będą zanosić do przedszkola SŁODYCZE! Toż to jawna niesprawiedliwość! Nie dość, że Łucja ma urodziny OSTATNIA (bo dopiero w sierpniu), to TYLKO w sobotę! Rok temu to się na gości obraziła, a wczoraj jak wyszło z tym wtorkiem to schowała głowę w zagłębieniu fotela i chyba przez 10 minut tak siedziała… Nie jest łatwo być Łucją! :DDD

<><>

|-> |-> |-> Mam kolegę, który zawsze mówił, że nóż otwiera mu się w kieszeni jak słyszy jedno ze słów: wtopa, ściema i chyba ściapa. No więc te akurat mnie nie drażnią, ale nie znoszę słowa dosmaczyć. Co to za słowo jest??? Mamy fajne słowo przyprawić i doprawić. Mamy słowa związane z konkretną przyprawą, jak po-solić i do-solić. Po-pieprzyć i … tyle 🙂 Możemy czymś posypać, albo coś pocukrzyć. Smak to coś może mieć jak już proces doprawiania zakończymy. I wtedy coś jest albo smaczne, albo niesmaczne. Ooo!

<><><>

I zamyślona trójka. Lilka chwilę wcześniej zajmowała się craftem na twarzy. Własnej 😉