Pa-pa-pa-pa-pa Całusów sto dwa!

-rzucił nam dziadek, jak już siedziałyśmy w aucie

Jedna z koleżanek Lutki ma na imię Krysia. Krysia została babcią mając 55 lat i była wtedy na placówce z mężem. Synowa zadzwoniła do niej i powiedziała:

  • Mamusiu, może byś zjechała i zajęła się wnukiem?

Krysia jej odpowiedziała:

  • Dorotko, Ty chyba żartujesz? Ja mogę dać Ci pieniądze na nianię.

No i podejrzewam, że pomimo całej swojej fascynacji wnukami Lutka odpowiedziała by podobnie. Ale narzekać nie moge. Wróciłam wypoczęta, mam obcięte i pofarbowane włosy i zrobiony pedicur. Jestem obkupiona i za-towarowana owocami i warzywami na jakieś półtora tygodnia. One naprawdę tam są lepsze. Pominę bób, który dziewczyny łuskają bezpośrednio przed sprzedażą i kosztuje 1/4 tego co tutaj, ale przywiozłam też jabłka, takie pierwsze polskie jabłka, które są miękkie, soczyste i kwaskowate, a pachną tak, że cały samochód mi nimi przesiąkł.

Po drodze mieliśmy dwa postoje, w tym jeden w lesie. Panny pobiegały pomiędzy młodymi drzewkami, a Mieszo wyciągnął nogi poza fotelikiem. Podróż krótka więc nie była, ale za to przebiegła przyjemnie! 😀

Chuścioch, chruściak (jagodowy) i smarkacz (od smarkać)

Przeczytałam niezły artykuł o chustowaniu. Mam jedną i chociaż planowaliśmy kupno jeszcze jednej, to jednak na jednej, i TYLKO jednej, poprzestaniemy. Rzeczywiście chusta daje zupełnie nowy rodzaj relacji z dzieckiem. Z Łucją próbowaliśmy, ale nie wyszło. Baliśmy się, że jej jest niewygodnie i zabrakło chęci. No a Lila była tak szybko, że nawet nie było czasu na eksperymenty. Jest ciężki, więc na ręce biorę go rzadziej, a jednak Chuścioch Mieszo jest donoszony, dogrzany i nie marudzący.

<>

Lila nauczyła się smarkać. Istniało ryzyko, ze tak jak mój brat będzie tak TYLKO dmuchała, zamiast WYdmuchiwać. Mały robił to tak długo, że nawet ja to pamiętam („Marcinku, wysmarkaj się. Tak mocno!”). I Lila TEŻ z tym dmuchaniem miała problem. Najczęściej zresztą na hasło dmuchnij, wciągała. Czy to dmuchawca, czy gile. Więc sukces spory 🙂

<>

Łucja odkryła jagody. I to, że farbują język i zęby i wogóle całą buzię (widzicie jej usta?). Błahe wydały się więc lizaki i lody barwiące na niebiesko. Wiwat jagody! 🙂

Mieszko versus The Kołderka

  • To chłopiec czy dziewczynka?
  • Chłopiec.
  • To czemu taki ładny?

-(na ulicy)

Mieszko to urodzony wojownik 😉 Czas już jakiś temu Diabli wymyślił, że gdyby kręcono o nim film, w formule Chucka, każdy z odcinków miał swojego pluszowego przeciwnika. Kołderkę, poduszkę, kocyk lub przynajmniej zdjętą ze stopy skarpetkę. Bałam się tego chłopca po dziewczynkach, ale równo pół roku po tym wydarzeniu muszę powiedzieć, że Mieszko jest cudowny i wszystko w nim jest rozkoszne. Nauczył się np. łapać i łapie wszystko, łącznie ze „mną”. Łapie i wkłada sobie do buzi. A wiecie, jak uwielbiam mężczyzn, którzy wiedzą co chcą 😉  No i rośnie strasznie szybko. To już nie jest mój malutki bobas, a coraz większy człowieczek. W centylach jest dokładnie po środku siatki, lecz jak zmieniłam ustawienia z chłopca na dziewczynke, okazało się, że mielibyśmy w końcu dziewczynkę z nadwagą, więc słusznie mi się wydawało, że jest większy niż panny :)Jest pogodny, szaleje na punkcie swoich sióstr (szczególnie Łucji) i wczoraj ZAUWAŻYŁ kota. Pokazał mu swój popisowy numer z pożeraniem stopy i dotknął miękkie futerko (woww, ależ niezwykła struktura!). Na Bulimie to wrażenia nie zrobiło.

Co jeszcze? Zanosi się na to, że będzie z niego świński blondyn, z niewiadomo po kim niebieskimi oczami. Diabli wzdycha, że młodziak nie będzie mógł uwodzić na metodę tatusia, czyli oczy spaniela, która nie jedno serce złamały, ale z pewnością będzie mieć własne sposoby 🙂 Dawno temu widziałam pod supermarketem niemiecką parę z blond-bliźniakami. Obaj chłopcy byli ostrzyżeni na czeskiego piłkarza. Tak mi się to wtedy spodobało, że postanowiłam, że jak będę mieć kiedyś syna, to też go będę tak strzyc :)) Także niech więc mu rosną te loki!

Mieszko versus Fasolka Szparagowa (lubimy też pożuć bułkę i zjeść rosół)

Mieszko versus Kulka (Diabli lubi to zdjęcie, bo uważa, że dobrze jest eksponowana męskość juniora 🙂 Ale nie oszukujmy się – to pielucha nie męskość :)) Foto ma ciekawą historię, bo jego relacja z Kulką była skomplikowana. Najpierw włączyło mu się machanie nogą (taka hulajnoga) i akurat nawinęła się Kulka w tych okolicach kanapy, więc zarobiła kopniaka w bok. Rzuciła się na nogę Mieszka, bo ona też jest z tych bojowniczych 😉 A potem się pogodzili i razem zasnęli 🙂

Mieszko versus The Flower, czyli piękny chłopak w pięknej oprawie :))

Wizualnie

Uświadomiłam sobie ostatnio, że jesteśmy większymi wzrokowcami niż to nam się zdaje. A wszystko dzięki przesłuchiwaniu zgromadzonych audiobooków. No, nie da się tego słuchać. Jaki mistrz słowa by tego nie czytał, umiejętnością dorosłego człowieka jest ignorowanie dźwięków. Zamyślasz się i wypada „kilka stron”. Jeśli to samo spotka nas przy czytaniu to coś tam pamiętamy jednak. A tu pustka. A słuchanie w obcym języku to już wogóle porażka :/

Gadałam o tym z Krzychem, że przecież dzieci lubią słuchać bajek, więc sztuka słuchania to coś czego się oduczamy z wiekiem. Ale, gdy dziadek wynalazł w piwnicy nasze stare płyty ze słuchowiskami, to okazało, że dziewczyny są tym zainteresowane dużo mniej niż książką klasyczną. Hmm… Może więc słuchanie bajek jest tak lubiane bo wiąże się z bliskością?

Weekend u teściów

Sobota dzień


Sobota wieczór. Teściowa do zięcia:

  • Ten Kliczko jest podobny do Gołoty.
  • Trochę tak.
  • To chyba kwestia masażu twarzy w tym sporcie 😉

Niedziela

Mąż do mnie:

  • Co dziś robimy?
  • Sprawdziłam atrakcje i możemy pojechać na piknik lotniczy do Turbii.
  • Co tam będziemy robić?
  • Ty możesz przelecieć się na szybowcu.
  • Nie, dziękuję.
  • Teść Ci stawia 🙂
  • Nie ma mowy. Możesz sama polecieć.
  • Ja karmię.
  • Są butelki 🙂

No, ale nie pojechaliśmy. Ściana deszczu nie wypuściła nas z domu. Rozpogadza się teraz. Można więc pomóc dziadkowi (to jedni) vel teściowi (to drudzy 😉 w budowaniu pergoli 🙂

Piąty element

  • Oh, jaka ładna duża rodzina!

Zachwyciła się nami starsza pani na spacerze. Minęłyśmy ją i Łucja z wyrzutem na mnie najechała:

  • Dlaczego jej nie powiedziałaś, że to nie wszyscy!?! Że jeszcze jest tata?!?

Już do nas jedzie ten tatin, więc zbieram się, żeby zdążyć na rynek przed jego przyjazdem 🙂

Babka w dużym aucie

Scenariusz prezentowania naszego auta mamy opracowany. Wpierw otwieramy bagażnik, składamy siedzenia i każemy się zachwycać pojemnością. Potem otwieramy drzwi boczne i każemy wszystkim bez wyjątku usiąść na ostatniej kanapie by docenieli jak wysoko jest sufit i ile mają miejsca na nogi. Ostatnie są standarty, czyli fotel kierowcy (na którym czuję się niemalże jak kierowca Tira), konsola i opowieści w ile osób już nim jechaliśmy. Rekordu rodziców Diabla (ósemką w maluchu) nie dogonimy, ale 6 osób już było. Np. podczas wyprawy na obiecane lody do MIASTA. Babcia siedziała na samym końcu i zachwycała się tym jak grzecznie dzieci się bawią obok siebie. Prowadziłam ja, a obok mnie siedział skruszony dziadek. Dlaczego skruszony? Ano, bo chwycił kluczyki i zanim się wyzbieraliśmy postanowił wykręcić. No i nie zmieścił się bramie i na naszym dwutygodniowym cudzie pojawiła się pierwsza RYSA 🙂 No cóż, dziadek mistrzem koperty nie jest, ma za to inne zalety. Diabli jak mu o tym powiedziałam przez telefon, prawie płakał. Kotku, nie denerwuj się, potraktujmy to jako chrzest samochodu! 🙂

<><>

Poniedziałek:

  • Justku, chciałbym nastawić pranie.
  • Super. W pralce masz kolory, dorzuć jak masz jakieś i nastaw. Ołówkiem napisałam na maszynie co masz nacisnąć.
  • Moja koszula w kratkę się nada?
  • Tak.
  • Ale tu są białe włożone!
  • Białe? To dołóż białe i włącz.

Wtorek:

  • Rozwiesiłem pranie z wczoraj i chętnie bym nastawił moje czarne koszule.
  • To włóż je do pralki i ten program co wczoraj. Proszek z pomarańczowego pudełka.
  • Jak mogłaś mnie zostawić z taką górą prania?! Skarpetki też dodałem.
  • SKARPETKI nie! Nie pierz skarpetek z koszulami!
  • Dlaczego nie?
  • Zaufaj mi  i nie pierz.
  • Dobrze… Wybrałem je… Choć jedna mogła zostać w bębnie.
  • Jedna może być.

Środa:

  • Rozwiesiłem pranie, ale muszę wyprać skarpetki.
  • Wrzuć więc wszystkie skarpetki dzieci i obrusiki z kuchni. Program Ci podpisałam.
  • Mogę wrzucić do tego moje skarpetki?
  • Tak skarpetki WSZYSTKIE razem. Jak masz, możesz dorzucić ręczniki z siłowni.
  • Ręczniki już wyprałem z koszulami.

Czwartek:

  • Rozwiesiłeś pranie, zając? Chciałabym, żebyś mi przywiózł parę par skarpetek dla dzieci, bo nie wzięłam. Nie ma co kupować, bo mają dużo. Musisz mi tylko przywieźć.
  • Ja mam to rozwieszać?!!? Każdą taką małą skarpetkę z osobna?!?

Pomyślałybyście, że pranie to taka skomplikowana czynność? :))