Kojarzycie te puszeczki z napisem Berlin Air? Prezent obowiązkowy z wycieczek do Niemiec w połowie lat ’90. Śmieszny gadżet na który nikt się chyba nie nabrał. W odmętach szafki łazienkowej znalazłam małą buteleczkę ekstraktu z czerwonego kokosa. Jeszcze z naszej podróży poślubnej. Wyglądał na nadający sie do użycia, więc odkręciłam… Łatwo nie było, bo przez parę lat to się wyjątkowo szczelnie zawekowało. Ale udało się! A łazienkę zalał zapach azjatyckich kwiatów. Coś niesamowitego jaki intensywny. Niczym w reklamie Luksji wróciły wspomnienia i kolory…
Posmarowałam tym włosy – bo to mikstura do włosów i zamierzam dziś cały dzień czuć się egzotycznie i świeżo. A łatwo nie będzie bo czeka nas kolejne wyzwanie 😉
Kuzynka Diabla bierze dziś ślub. Kiedyś już byliśmy na uroczystości, gdzie ślub i wesele były w „lokalach” oddalonych od siebie o godzinę jazdy. Tyle, że wtedy jakby dzieci było mniej i godzina uroczystości była duuużo wcześniejsza. Zbieram się i mam nadzieję, że pomimo tych 30 stopni resztki świeżości przynajmniej do kościoła dotrwają ;))
